NBP słusznie broni gotówki

Czy gotówka powinna być stopniowo rugowana na rzecz pieniądza elektronicznego? Ta kwestia stała się nawet przyczyną dwugłosu w obozie rządzącym. Podczas gdy Ministerstwo Finansów promuje obrót bezgotówkowy i chce forsować przepisy, które będą stopniowo ograniczały możliwość posługiwania się tradycyjnym pieniądzem, to prezes NBP Adam Glapiński stoi na stanowisku, że obywatele powinni mieć wybór. I w tym sporze, patrząc z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa i społeczeństwa, to on stoi na absolutnie słusznym stanowisku.

Jednym z najskuteczniejszych dziś sposobów na całkowite sparaliżowanie państwa, a nawet na zadanie przeciwnikowi bardzo poważnych strat, tak materialnych, jak i również osobowych, jest uderzenie na system energetyczny państwa – na zaopatrzenie w energię elektryczną. Bo co jesteśmy w stanie zrobić bez prądu? Nic.

Zacznijmy od naszego własnego domu. Przede wszystkim nie mamy oświetlenia, przestaną też działać lodówki i zamrażarki, a zatem latem popsuje nam się cała zgromadzona żywność. Z kranów przestanie też lecieć woda, a zimą przestaną grzać kaloryfery. Zatrzymają się windy w wieżowcach, wyłączy się internet, przestaną działać telefony komórkowe i stacjonarne, nie uruchomimy komputera. Nie zatankujemy samochodu, bo nie będą działać elektryczne pompy przy dystrybutorach paliwowych. Stanie też cały przemysł, ale fatalne konsekwencje może to mieć na przykład w hutach, w których może dojść do nieodwracalnych strat.

Tyle tylko, że do takiego paraliżu doprowadzić może tylko seria silnych ataków rakietowych i lotniczych. Trzeba efektywnie wyeliminować elektrownie, zniszczyć podstacje, część ważnych linii przesyłowych, by naprawa zniszczeń i przywrócenie zasilania w prąd było procesem trudnym i długotrwałym. Jednak są też sposoby, by nie gorszy paraliż wywołać bez żadnych kinetycznych ataków rakietowych czy bombowych, czyli bez żadnej wojny – siedząc przy przysłowiowym biurku i komputerowej klawiaturze. O ile pierwszy scenariusz jest mało prawdopodobny, bo wymaga pełnoskalowego konfliktu zbrojnego, który nikomu się nie opłaca, to ten przedstawiony poniżej – jest bardzo realny i może się zdarzyć zawsze.

Paraliż bankowych systemów finansowych to prawdziwa tragedia. Błyskawicznie doprowadzi do katastrofalnych skutków. Zatrzyma się cały transport, bo nikt, ani osoba prywatna, ani przedsiębiorca z samochodem dostawczym lub ciężarówką, nigdzie nie kupi paliwa, nie mogąc zapłacić kartą albo wykonując przelew. Do sklepów nie dotrze więc zaopatrzenie, ale to akurat nie problem – bo przecież w sklepach nikt nic nie kupi. Bardzo szybko zatem zostaniemy bez podstawowych środków do życia. I co dalej? Jak sobie państwo poradzi z taką sytuacją?

W ogóle sobie nie poradzi. Jak ma bowiem zaopatrywać 38 milionów ludzi w podstawowe produkty żywnościowe na własny koszt? Jak to w ogóle zorganizować? W jaki sposób przejąć towary znajdujące się w hurtowniach, w sklepach? I rozwozić je do domów? Rejestrować przydziały? Przecież to zupełnie absurdalne? A może inaczej – zamienić wszystkie szkoły, przedszkola i inne podobne placówki w wielkie jadłodajnie i tam żywić 38 milionów obywateli? Przygotowując za pomocą służb państwowych prawie 120 milionów posiłków dziennie? Przecież to absurdalne!

Jeśli jednak ktoś zdoła sparaliżować systemy komputerowe 12-15 najważniejszych banków, to właśnie coś takiego się zdarzy! Nigdzie nic nie kupimy. No dobrze, ludzie, którzy się na wsi znają, wezmą coś tam jak zwykle – na zeszyt. Jednak trzy czwarte ludności w miastach po prostu zostanie bez najprostszych środków do życia. Masowy głód, jaki wywołał Stalin na Ukrainie w latach 30., to nic w porównaniu z tym, co mógłby zrobić zdolny haker lub grupa takich hakerów.

Dlatego zachowanie gotówki na rynku jest po prostu nieuchronne. Konieczne. Obroty gotówką pozwolą na zachowanie funkcjonowanie społeczeństwa nawet przez kilka dni, do czasu, aż systemy bankowe zostaną odblokowane i ponownie ruszy obrót bezgotówkowy, płatności kartą, wypłaty z bankomatów. Sprzedaż w sklepach za gotówkę będzie możliwa, pod warunkiem działania kas fi skalnych (są one połączone z urzędami skarbowymi). A jeśli z jakichś przyczyn i one nie będą działały, personel sklepów będzie musiał zapisywać sprzedaż ręcznie czy nawet komputerowo, by później rozliczyć się z fi skusem tak, jak to było w zamierzchłych czasów, gdy kasy fi skalne nie istniały. Jednak najważniejsze, że będzie jakieś wyjście. Powtórzmy jeszcze raz: prezes NBP ma rację, wskazując na zagrożenia związane z marzeniami o pożegnaniu się z gotówką. A rosyjska agresja na Ukrainę pokazała, że Polacy podzielają tę opinię.

Najnowsze

Najlepszy partner w biznesie

Dynamicznie zmieniająca się sytuacja geopolityczna wymusza na przedsiębiorcach konieczność odnalezienia się w nowych okolicznościach. To owa umiejętność podążania za nowym,...

Panorama Zarządzania

Wojna w Ukrainie wpłynęła na działalność agencji PR Wybuch wojny w Ukrainie okazał się kolejnym, po pandemii, wyzwaniem dla branży PR-owej. Z...

Panorama Lifestyle

Zaledwie 1 proc. ojców korzysta z urlopu rodzicielskiego W Polsce nadal zbyt mało par mających małe dziecko dzieli się urlopem...

Panorama Inwestycji

Polskie firmy nie umieją efektywnie komunikować się z inwestorami Główną barierą w pozyskaniu kapitału przez polskie firmy jest brak odpowiedniej komunikacji potrzeb...

Panorama Gospodarki

Będą dopłaty dla gospodarstw ogrzewanych gazem LPG Senat pracuje nad ustawą, która wprowadza dopłaty dla gospodarstw domowych analogiczne do tzw. dodatku...