Patek Philippe – Czas na wagę złota
O tej marce można powiedzieć, że jest naj: najdroższa, najbardziej ekskluzywna, najpiękniejsza, najbardziej precyzyjna. Słowem Patek Philippe – zegarki, które niezmiennie zachwycają świat. Nie byłoby ich, gdyby nie jeden człowiek z małej, podlubelskiej wioski – Antoni Norbert Patek.
Ludzkość zaczęła mierzyć czas tysiące lat temu. Starożytni Sumerowie czy Egipcjanie potrafili dokładnie wskazać równonoc i stawiać świątynie tak, by w konkretny dzień słońce oświetlało w nich konkretne miejsca. Potrzeba było jednak setek lat, zanim ludzie nauczyli się odliczać godziny i zanim stworzyli do tego precyzyjne narzędzia. Różne zawirowania historii sprawiły, że te najdokładniejsze powstały w Szwajcarii. Właśnie tam historia zaprowadziła Polaka spod lubelskiej wioski, a on stworzył najsłynniejszą firmę zegarmistrzowską świata. A było tak.
Powstaniec
Na początku XIX w. Napoleon Bonaparte stał się nadzieją Polaków na odzyskanie niepodległości. Właśnie w czasie eksplozji tej nadziei we wsi Piaski Ziemiańskie (dziś Piaski Szlacheckie) pod Lublinem, w rodzinie byłego kapitana armii, pisarza skarbowego Księstwa Warszawskiego Joachima Patka herbu Prawdzic i Anny z domu Skoczylas 14 czerwca 1811 (lub 1812) r. przyszedł na świat chłopiec, któremu nadano imiona Antoni Norbert.
Gdy Antoni miał 10 lat, rodzina przeniosła się do Warszawy. W 1827 r. Joachim Patek zmarł, co zmusiło młodego Antoniego do podjęcia pracy. Ostatecznie wstąpił do wojska Królestwa Polskiego i służył w Pierwszym Pułku Strzelców Konnych Jazdy Augustowskiej (służył w nim także Franciszek Patek – przyrodni brat Antoniego). Bracia odbywali tę służbę do wybuchu powstania listopadowego. Gdy wybuchło powstanie, Antoni Patek poszedł walczyć. Za męstwo na polu walki 27 lutego 1831 r. otrzymał awans do stopnia podporucznika, a 3 października 1831 r. – Złoty Krzyż Virtuti Militari. Poza szaloną odwagą młody Antoni był bystrym obserwatorem, doskonałym organizatorem i miał żelazne nerwy. Cechy te wykorzystał gen. Józef Bem. Kiedy po upadku powstania rozpoczęła się Wielka Emigracja, a uczestnicy uciekali przed carskimi represjami, Bem powierzył Patkowi ważną i niebezpieczną misję. Na jego polecenie Antoni Patek zorganizował w Bambergu tajny punkt etapowy dla ewakuujących się na Zachód polskich żołnierzy. Odpowiadał za logistykę, bezpieczeństwo i fundusze dla rozbitych oddziałów. Z zadania tego wywiązał się znakomicie, pozostając w Bambergu aż do momentu, kiedy miasto opuścili ostatni powstańcy listopadowi wyjeżdżający do Francji. Dopiero wtedy, w czerwcu 1832 r. Patek zamknął punkt przerzutowy i sam przybył do Francji.
Początkowo trafił do tzw. zakładu wojskowego dla emigrantów w Bourges. Były to swego rodzaju ośrodki dla uchodźców – żołnierze dostawali niewielki zasiłek, mogli się podleczyć, mieli swoją reprezentację – Radę Polaków, ale nic więcej. Żyli w nędzy, całkowicie zależni od zmiennych nastrojów i zasiłków rządu francuskiego. A ten dbał, żeby ich porozdzielać. Antoni Patek trafił do Amiens na północy Francji, gdzie pracował jako zecer. Właśnie tam zawarł najważniejszą znajomość życia. Poznał tam szanowanego biznesmena Thomasa Moreau Devimesa. Zamożny Francuz bardzo polubił młodego Polaka, nieliczne zachowane źródła mówią, że traktował go wręcz jak syna. I znowu w jego życiorys wmieszali się władcy. Rosja była więcej niż niezadowolona z przyjęcia Polaków przez Francję. Pod silnym naciskiem dyplomatycznym rządu cara Mikołaja I władze francuskie zaczęły traktować polskich rewolucjonistów podejrzliwie i wydawać nakazy opuszczenia kraju. Antoni Patek nie czekał, aż taki nakaz dostanie – sam poprosił o zgodę na wyjazd. Otrzymał ją bez problemu, w listopadzie 1835 r. spakował swój skromny dorobek i wyjechał do Szwajcarii. Podążył tam śladami swojego przyjaciela Thomasa Moreau Devimesa, który już wcześniej przeniósł się właśnie do Szwajcarii i osiadł w Veroux koło Genewy.
Szwajcaria
W Szwajcarii Patek rozpoczął działalność polegającą na handlu likierami i winami. Zawierał nowe znajomości i uczęszczał na warsztaty prowadzone przez szwajcarskiego malarza, pejzażystę i rytownika Alexandre’a Calame’a. Jak się okazało, te warsztaty i udoskonalone umiejętności wykonywania precyzyjnych rysunków i rycin, pomogły całkowicie zmienić życie Patka i wpłynęły na historię świata.
Mieszkając w Veroux koło Genewy, Patek utrzymywał kontakty z Polonią, która była w Szwajcarii całkiem liczna. Jednym z bliższych znajomych Patka był spolonizowany Czech Franciszek Czapek. Czapek urodził się 4 kwietnia 1811 r. w Semonicach, dziś w Czechach, ale gdy miał kilka lat, cała rodzina przeniosła się do Warszawy. Tu Czapek dorósł i zdobył zawód – był doskonałym zegarmistrzem. Posiadał podwójne, czeskie i polskie obywatelstwo, ale czuł się mocno związany z polską kulturą. Tak mocno, że gdy wybuchło powstanie listopadowe, Czapek odłożył zegarmistrzowską lupę i zaangażował się w walkę. Po upadku powstania, jak tysiące innych jego uczestników, musiał uciekać. Do Genewy dotarł dokładnie 1 lipca 1832 r. Na miejscu zmienił swoje imię na francusko brzmiące François i dość szybko odnalazł się w szwajcarskim środowisku. Tymczasem, bywając stale w domu Moreau, Patek poznał jego siostrzenicę. Marie Adelaide Elisabeth Thomasine Dénizart była córką zamożnego kupca. Szarmancki Polak zrobił na niej ogromne wrażenie. 10 lipca 1839 r. młodzi stanęli na ślubnym kobiercu. Panu młodemu „ojcował” sam monsieur Moreau, a jeśli wierzyć ówczesnym relacjom weselnych gości, impreza była huczna i odbyła się z iście polskim rozmachem. Tym bardziej, że Antoni Patek – gorący katolik i patriota – był wśród Polonii bardzo popularną postacią, a w dodatku właśnie wizjonersko rozwijał swoją firmę. Tu musimy się cofnąć o kilka miesięcy.
Pierwsze zegarki
Dostrzegając zmysł artystyczny Patka, Thomas Moreau zaproponował mu wejście w biznes zegarmistrzowski – Genewa słynęła z doskonałych zegarmistrzów. Tyle że Patek nie miał o tym pojęcia. Szybko jednak znalazł wspólnika – był nim właśnie Franciszek alias François Czapek. I tak 1 maja 1839 r. oficjalnie zarejestrowano spółkę Patek, Czapek & Cie., której Thomas Moreau był trzecim, oficjalnym współzałożycielem. Patek wniósł talent, Czapek solidność rzemiosła, Moreau kapitał i kontakty. Trzeba zaznaczyć, że firma nie zaczynała w jakiejś „norze” – od razu została ulokowana przy Quai Général Guisan, pod jednym z najdroższych adresów w Genewie. Sposób na biznes był prosty: oprawianie doskonałych mechanizmów zegarków w luksusowe, kunsztownie zdobione koperty. Panowie podzielili się obowiązkami: Czapek dbał o najwyższą jakość mechanizmów, Patek o najpiękniejszą oprawę, a Moreau o reklamę. Nie mieli zaplecza technicznego pozwalającego na własną produkcję mechanizmów. Kupowali je od szwajcarskich zegarmistrzów z doliny Vallée de Joux – były tańsze od tych dostępnych w Genewie.
Pierwszymi klientami firmy byli zamożni polscy imigranci, stąd koperty pierwszych zegarków firmy Patek, Czapek & Cie. zdobiły motywy polskie: emalie z wizerunkami Matki Boskiej Częstochowskiej, godło Polski, historyczne wydarzenia (typu Sobieski pod Wiedniem) czy portrety polskich bohaterów narodowych. Produkcja wynosiła zaledwie kilkanaście sztuk miesięcznie. Stworzenie zegarka z Matką Bożą Częstochowską czy portretem Kościuszki wymagało setek godzin pracy, co podnosiło cenę.
Chociaż część była wykonywana w srebrze, Patek od początku stawiał na najwyższą jakość materiałów, stąd już pierwsze zegarki oprawiał w złoto (żółte lub różowe), zdobił emalią i drogimi kamieniami. W kalwińskiej Szwajcarii takie cudeńka zwracały uwagę i szybko stały się obiektem pożądania, tym bardziej że, choć kalwinizm zabraniał swoim wyznawcom kosztownej biżuterii, wyłączał z niej zegarki. Cena zegarka od Patka wynosiła od 300 do 600 franków szwajcarskich za sztukę. Robotnik zarabiał wtedy 2–5 franków dziennie. Oznacza to, że zegarek kosztował równowartość półrocznych zarobków robotnika.
Droga na szczyt
Już po półrocznej działalności firma zaczęła zatrudniać sześciu pracowników, potem kolejnych – większość stanowili Polacy, chociaż bywało, że za swą życzliwość dla rodaków obaj panowie płacili dosłownie wysoką cenę – okradzenie firmy przez jednego z polskich pracowników omal nie skończyło się jej bankructwem. Antoni Patek nie zamierzał ograniczać się do Szwajcarii – chciał sprzedawać poza jej granicami. Jako pierwsze filie wybrał polskie miasta: reprezentantem firmy w Warszawie został Lilpop, we Lwowie – znany zegarmistrz H. Majewski, a w Krakowie – Siedlecki i Friedlein.
W 1844 r. Patek, Czapek & Cie. prezentowała swoje wyroby na światowej wystawie w Paryżu. Tam właśnie Patek poznał francuskiego zegarmistrza Jeana Adriena Philippe’a (1815-1894). To spotkanie stało się punktem zwrotnym w życiu obu panów i w zegarkowym biznesie.
Do tego czasu wszystkie zegarki kieszonkowe (naręczne były nowością, której nikt nie nosił) były nakręcane przy pomocy maleńkiego kluczyka. Było to jedynie znane, ale dość niewygodne rozwiązanie. Po pierwsze, kluczyk miał tendencje do gubienia się, po drugie – nakręcanie zegarka w ten sposób często prowadziło do uszkodzenia jego mechanizmu, a oprócz tego obniżało precyzję wskazywania przezeń czasu.
Philippe pokazał na wystawie swój wynalazek sprzed dwóch lat – mechanizm koronki, dzięki któremu można było ustawić wskazówki i nakręcić czasomierz oraz mechanizm nastawiania funkcji kalendarzowych. Wynalazek dostał złoty medal, a Patek natychmiast zadbał, by nie trafił w żadne inne ręce, i zaproponował wynalazcy współpracę.
Z tego był niezadowolony Czapek, który nie wierzył w ten mechanizm i chciał pozostać przy tradycyjnej metodzie. Konflikt narastał i gdy w maju 1845 r. sześcioletnia umowa spółki wygasła, jasne stało się, że szans na dalszą współpracę nie ma. Czapek założył własną firmę (Czapek & Cie.), a Patek musiał natychmiast przeorganizować biznes. Pomógł mu inny polski emigrant, prawnik Wincenty Gostkowski. Zaraz po ustabilizowaniu sytuacji Antoni Patek skontaktował się z Adrienem Philippe’em, zaprosił go do Genewy i do współpracy.
Założona w 1845 r. firma zadbała, by opatentować wynalazek pana Philippe’a. Dzięki temu, kiedy pozostałe firmy stosowały kluczyki, manufaktura Patka jako jedyna tworzyła zegarki z nowym mechanizmem – lepszym, pozwalającym na większą precyzję i na zmniejszenie wymiarów zegarków. Tylko ona mogła stosować znany dziś mechanizm z koronką. Antoni Patek zatrudnił Philippe’a jako dyrektora technicznego, a firmę przeniesiono pod nr 15 (niektóre źródła podają nr 29) Quai des Bergues w Genewie. Nowa spółka – Patek & Cie. powołana 15 maja 1845 r. należała do trzech wspólników – Patka, Philippe’a i właśnie Wincentego Gostkowskiego.
W 1846 r. firma Patka dodała do mechanizmu produkowanych zegarków niezależny sekundnik. Po sześciu latach, 1 stycznia 1851 r., firma Patek & Cie. oficjalnie zmieniła nazwę na Patek Philippe & Cie. Był to znak, że Philippe miał w spółce pozycję równą Patkowi.
Królowa
Rok 1851 okazał się kolejnym kamieniem milowym w dziejach firmy. Właśnie w tym roku w słynnym Kryształowym Pałacu w Londynie została zorganizowana Wielka Wystawa Przemysłowa (The Great Exhibition). Prezentowała nie tylko bogactwo „imperium, nad którym nigdy nie zachodziło słońce”, ale i kunszt najlepszych firm z całego świata. Nie mogło na niej zabraknąć Patek Philippe & Cie.
Antoni Patek przywiózł do Londynu swoje najpiękniejsze, najdroższe zegarki, oczywiście nakręcane przy pomocy koronki. I właśnie przy ich ekspozycji zatrzymała się sama królowa Wiktoria oraz jej mąż, książę Albert. Najsłynniejszą parę królewską świata do stoiska zapewne przyciągnęła uroda zegarków-klejnotów, ale oboje byli wręcz olśnieni ich mechanizmami.
Monarchini nabyła niewielki złoty zegarek o numerze seryjnym 4536, ozdobiony diamentami układającymi się w bukiet róż na tle błękitnej emalii. Na kopercie widniał grawer „INVENTION BREVETÉE” (wynalazek opatentowany). Jej mąż kupił złoty chronometr kieszonkowy z repetycją – czyli zegarek o najwyższej, certyfikowanej precyzji chodu (chronometr), wybijający godziny (repetycja). Królowa była tak zachwycona swoim nabytkiem, że zegarek od Patka zaczęła nosić jako broszkę, czyniąc z niego luksusowy element biżuterii.
Gdyby nasz bohater wydał góry złota, i tak nie zyskałby takiej reklamy, jaką zapewniła mu królewska para. Każdy brytyjski arystokrata chciał mieć taki sam zegarek jak książę, każda arystokratka gotowa była zrobić arystokratycznemu małżonkowi piekło, byle mieć zegarek tej samej firmy co królowa. Cena nie grała roli. Przeciwnie – im droższy był zegarek, tym lepiej.
Tu warto wspomnieć o jeszcze jednym zegarku, który przyniósł sławę Patkowi wśród arystokracji.
W XIX w. nieistniejąca Polska miała niewielu zwolenników, stąd każdy polityk, który o Polsce mówił, był dla Wielkiej Emigracji „na wagę złota”. Należał do nich lord Dudley Coutts Stuart (1803-1854). Żonaty z córką brata cesarza Napoleona I, arystokrata i członek Izby Gmin regularnie potępiał politykę Rosji i domagał się przywrócenia niepodległości Polski. Dla ówczesnej Polonii był postacią wyjątkową i nic dziwnego, że Polacy postanowili go docenić. Przeprowadzono zbiórkę, a wykonanie złotego zegarka powierzono właśnie Antoniemu Patkowi. Ten stworzył złoty zegarek kieszonkowy (nr 4115). Na jego wewnętrznej złotej kopercie (tzw. cuvette) wygrawerowano misterny portret samego lorda Stuarta, otoczony emaliowanymi ornamentami. Ten cud sztuki zegarmistrzowsko-jubilerskiej został wręczony lordowi Stuartowi w obecności innych arystokratów i z miejsca wzbudził zazdrość. Popularność Patka wzrosła, zwłaszcza że królowa Wiktoria zamówiła u niego kolejny zegarek.
Zegarmistrz papieży
Skoro zegarkiem od Patka szczyciła się głowa Kościoła anglikańskiego, to głowa Kościoła katolickiego nie mogła być gorsza. Postarali się o to szwajcarscy katolicy, którzy przeprowadzili zbiórkę i zamówili u Patka złoty zegarek dla papieża Piusa IX. Antoni Patek, który przez całe życie był głęboko wierzącym i wpływowym działaczem katolickim w Genewie (wspierał m.in. budowę tamtejszego kościoła Notre-Dame), w 1866 r. wykonał dla papieża złoty zegarek kieszonkowy z repetycją kwadransową, na którego kopercie emalią namalowano herb papieski. Papież tak bardzo docenił polskiego przedsiębiorcę, że w uznaniu jego zasług nadał Antoniemu Patkowi szlachecki tytuł hrabiego. Zachwycony podarunkiem wiernych ze Szwajcarii Pius IX zaczął regularnie używać i publicznie chwalić wyrób Patka. W ten sposób Patek zyskał kolejną darmową reklamę i stałego klienta, któremu nigdy nie zbrakło funduszy – Watykan. Za pontyfikatu papieża Leona XIII Kuria Rzymska zaczęła składać oficjalne zamówienia bezpośrednio w manufakturze w Genewie. Część tych zakupów Watykan wręczał jako dary dyplomatyczne, część trafiała do papieża i najwyższych hierarchów Kościoła.
Tu warto wspomnieć, że obsypany darami mniejszych i większych firm z całego świata papież Jan Paweł II też był właścicielem czasomierza marki Patek Philippe. Zegarek Jana Pawła II został wykonany na zlecenie Rycerzy Zakonu Maltańskiego na 80. urodziny papieża. Papież rzadko nosił ów kosztowny dar, a pod koniec życia przekazał go na licytację; 400 tys. zł uzyskane na aukcji ze sprzedaży zegarka zostało przekazane na rzecz szkoły dla niewidomych dzieci w Rabce. Nabywca pozostał anonimowy. Wróćmy jednak do bohatera tej historii.
Na szczycie
Królewska i papieska reklama zaprowadziła Antoniego Patka i Adriena Philippe’a na sam szczyt. Do podbicia pozostał gigantyczny rynek, gdzie nie brakowało milionerów z kompleksami na punkcie europejskiej arystokracji – Stany Zjednoczone, tym bardziej że w 1854 r. Europę dotknął kryzys i arystokratyczne szaleństwo na punkcie zegarków od Patek Philippe nieco osłabło.
Pod koniec 1854 r. Antoni Patek wyjechał do USA. Zamierzał nawiązać kontakty handlowe w Bostonie, Filadelfii, Nowym Orleanie, St. Louis, Chicago i oczywiście w Waszyngtonie. Okazało się to znacznie trudniejsze, niż się spodziewał. Głównym partnerem, z którym nawiązał kontakt i wstępne partnerstwo w Nowym Jorku, była firma Tiffany, Young & Ellis (obecnie Tiffany & Co.). W pozostałych stanach poszło mu gorzej – po trzymiesięcznej podróży, wracając wczesną wiosną 1855 r. do Szwajcarii, przywiózł reumatyzm, zamówienie na zaledwie 150 zegarków i wstępny kontakt z Tiffany. W sumie niewiele. Okazało się, że amerykańscy milionerzy nie oczekują zegarków-klejnotów, tylko niesamowitej precyzji. W liście z początku 1855 r. Antoni Patek zauważył, że amerykańscy klienci oczekują zegarków zdolnych do mierzenia „prędkości ich koni z dokładnością do jednej czwartej sekundy”. Ta uwaga zainspirowała firmę do stworzenia swojego pierwszego chronografu, co nastąpiło w 1856 r.
Na prawdziwe skutki podróży do USA trzeba było poczekać – dopiero w marcu 1876 r. Tiffany & Co. została największym amerykańskim klientem firmy Patek Philippe, stając się jej głównym amerykańskim dystrybutorem.
Zemsta
Po powrocie do Szwajcarii Antoni Patek zajął się dalszym rozwojem firmy oraz działalnością na rzecz Polonii i Kościoła katolickiego. Przełamał też swoją niechęć do Rosji – był to olbrzymi rynek dóbr luksusowych i zegarki już wtedy były tam bardzo pożądanym przedmiotem. W 1858 r. Antoni Patek, jako „cudzoziemiec”, pojechał do Rosji, docierając do Petersburga i Moskwy. Prezentował tam zegarki kieszonkowe swojej manufaktury. Produkty te zachwyciły rosyjskie elity swoją precyzją, techniczną innowacyjnością (naciąg koronkowy) oraz jubilerskim kunsztem. Patek dotarł aż na carski dwór. Doszło do tak paradoksalnej sytuacji, że zamówienie na zegarek złożył u niego sam Konstanty Mikołajewicz, drugi syn cara Mikołaja I. Co więcej – Patek wykorzystywał rosyjską nieznajomość historii Polski i pod nosem cara sprzedawał zegarki z polskimi elementami, a zarobione w ten sposób pieniądze transferował na działalność niepodległościową oraz wspieranie rodaków prześladowanych przez carat. Taka mała zemsta.
Rosyjska wyprawa ugruntowała pozycję Patka jako króla zegarków – od Lizbony po Petersburg. W Rosji każdy, kto liczył się w towarzystwie, musiał mieć zegarek od Patka – do wybuchu rewolucji nosili je carowie (łącznie z rodziną Mikołaja II) i cała arystokracja. Nawet Lew Tołstoj, który ochoczo podawał się za wieśniaka, nosił jednocześnie chłopski ubiór i zegarek od Patka. Kiedy w 1917 r. wybuchła rewolucja bolszewicka i po niej wojna domowa, w Rosji zaginęło tysiące zegarków od Patka (podobno setki leżą zakopane w dawnych pałacowych piwnicach i parkach). Dziś Patek Philippe na całym świecie poszukuje tamtych zegarków i skupuje je na aukcjach, w antykwariatach, od handlarzy dzieł sztuki. Ponieważ nawet jajko Fabergé trafiło na pchli targ – specjalna wskazówka, jak rozpoznać zegarki Patek pochodzące z Rosji. Może komuś się przyda. Zegarki Patek z XIX-wiecznej Rosji posiadają tarcze z cyrylicą oraz wygrawerowane dwugłowe orły lub inicjały wielkich książąt. Wiele z nich wypłynęło w latach 90. XX w., gdy po upadku ZSRR potomkowie sowieckich dygnitarzy wyprzedawali „rodzinne pamiątki”. Kto wie, może w niektórych polskich szufladach leżą jako pamiątka przywieziona z delegacji do Moskwy czy Leningradu. Tymczasem bohater naszej historii wykorzystał jeszcze jeden sposób promocji.
Influencerka
To, że w XIX w. nie było internetu ani telewizji, nie znaczy, że nie było „trendsetterów”. Jedną z najbardziej wpływowych ówczesnych „trendsetterek” była węgierska hrabina Katalin Fogárady-Košca (w literaturze często zapisywana jako Koscowicz i nazywana księżną). To ona 13 listopada 1876 r. za astronomiczną kwotę 1200 franków szwajcarskich nabyła od Patek Philippe naręczny zegarek z 18-karatowego żółtego złota. Rzecz w tym, że choć pierwszy taki zegarek powstał w 1801 r., prawie nikt ich nie nosił. Ten dla hrabiny był jednak inny. Zarówno koperta, jak i bransoleta były bogato zdobione czarną emalią i dużymi brylantami. Sama tarcza i mechanizm zostały ukryte pod otwieraną, misternie grawerowaną klapką. Celowo. Chodziło o to, że „otwarte” noszenie zegarka z widoczną tarczą było wbrew ówczesnej etykiecie, która takie jawne kontrolowanie czasu uważała za nieeleganckie. Choć Patek Philippe specjalizowało się już w zegarkach z koronką, w tym zegarku zastosowano mechanizm z naciągiem kluczykowym. Był to niesamowity wyczyn miniaturyzacji ze strony inżynierów pracujących pod okiem Adriena Philippe’a – zmieszczenie precyzyjnych trybów w tak małej kopercie graniczyło z cudem. Nic dziwnego, że inne arystokratki poszły śladem węgierskiej hrabiny, a Patek Philippe wprowadziło nowy trend, ograniczony praktycznie tylko ilością pieniędzy posiadanych przez ówczesną arystokrację. Nie mówiąc o tym, że sama cesarzowa Sisi, bardzo dbająca o swój wizerunek, też była stałą klientką Patek Philippe. A to oznaczało kolejne zamówienia.
Cudeńko sztuki zegarmistrzowskiej wykonane dla hrabiny Košca przetrwało obydwie wojny w nienaruszonym stanie. Manufaktura odkupiła ten historyczny egzemplarz na jednej z aukcji. Dziś stanowi on dumę stałej ekspozycji w Muzeum Patek Philippe w Genewie i jest prezentowany jako oficjalny początek ery zegarków naręcznych. Z czasem mężczyźni także docenili wygodę zegarków naręcznych, co skłoniło firmę do kolejnych innowacji.
Zmiana
Pod koniec życia Antoni Patek był królem luksusu i precyzji. Zaczynając od upiększania solidnych czasomierzy, zatrudniając najlepszych zegarmistrzów, stworzył czasomierze praktycznie wieczne, z których każdy był unikatowy. Miał tylko jeden poważny problem – jego jedyny syn Leon Patek w ogóle nie był zainteresowany zegarmistrzowskim biznesem. Patek miał też córkę Marię, ale w drugiej połowie XIX w. kobieta nie mogła rządzić taką firmą jak Patek Philippe. Antoni Patek więc musiał zabezpieczyć i firmę, i potomstwo, które nie garnęło się do tej pracy.
Prawnym następcą Patka w strukturach zarządzających został więc Joseph Antoine Bénassy-Philippe – zięć jego wspólnika Adriena Philippe’a. Było to dla Patka trudne, ale jedyne rozwiązanie. Antoni Patek zmarł w Genewie 1 marca 1877 r. w wieku tylko 65 lat. Do końca swoich dni pozostawał twarzą marki i głównym strategiem handlowym, podczas gdy kwestiami technicznymi zajmował się Adrien Philippe. Po śmierci założyciela firmy rodzina Patka otrzymała ogromny majątek w gotówce (Leon dostał 250 tys. franków, a córka Maria 200 tys.).
Tu warto też dodać, że właśnie w 1877 r. jako znak towarowy zostało zarejestrowane logo firmy – krzyż Calatrava. Wiadomo, że decyzję o wyborze logo podjął Adrien Philippe, ale dlaczego wybrał akurat takie, pozostaje do dziś zagadką. Ponieważ na krzyż Calatrava składają się cztery lilie – sama firma spekuluje, że mogło chodzić właśnie o nie – trzy lilie zdobią herb departamentu Eure-et-Loir – miejsca urodzenia Philippe’a.
Sam Adrien pracował jako główny konstruktor jeszcze przez 13 lat po śmierci Patka, aż do emerytury w 1890 roku. Po nim stery techniczne przejął jego syn, Joseph Emile Philippe. Później firmą przez kolejne dekady rządzili kolejni potomkowie Adriena Philippe’a.
W 1901 roku przekształcili manufakturę w spółkę akcyjną o nazwie Ancienne Manufacture d’Horlogerie Patek Philippe & Cie. S.A. Było to konieczne z uwagi na uwarunkowania prawne – umowy spółek cywilnych były ograniczone czasowo i zależały bezpośrednio od życia i woli wspólników, co po śmierci Antoniego Patka (1877 r.) i Adriena Philippe’a (1894 r.) rodziło ryzyko dla przyszłości marki. Nowa forma prawna uniezależniała manufakturę od życia jej właścicieli i zapewniała jej ciągłość. Kapitał zakładowy nowej spółki w zawrotnej na tamte czasy kwocie 1,6 mln franków szwajcarskich (dziś byłoby to ok. 175 mln zł) został podzielony między siedmiu udziałowców. Radą dyrektorów pokierował zięć Adriena Philippe’a, Joseph Antoine Bénassy-Philippe. Dzięki nowemu kapitałowi i obecności w radzie dyrektorów Alfreda G. Steina (zarządzającego biurem w Nowym Jorku) Patek Philippe z sukcesem rozwinął dystrybucję w USA. Przejście na model spółki akcyjnej zbiegło się z rejestracją przełomowych patentów (np. podwójnego chronografu w 1902 r.) oraz stworzeniem w 1925 roku pierwszego na świecie naręcznego zegarka z wiecznym kalendarzem. Dobra passa skończyła się w czwartek 24 października 1929 r. w tzw. Czarny Czwartek na nowojorskiej giełdzie. Wielki Kryzys doprowadził firmę na skraj bankructwa – nie było klientów, nie było z czego opłacić już złożonych zamówień (np. na złoto) ani pracowników.
Zmiana numer dwa
Dyrekcja podjęła dramatyczną decyzję o znalezieniu silnego, stabilnego finansowo inwestora, który przejąłby większość udziałów. Wybawcami okazali się dostawcy cyferblatów do zegarków Patek Philippe – bracia Charles i Jean Stern, właściciele firmy Cadrans Stern Frères. Chociaż nosili takie samo nazwisko jak słynna rodzina żydowskich bankierów, byli stuprocentowymi Szwajcarami i pochodzili ze starej rzemieślniczej rodziny zajmującej się zegarmistrzostwem.
Po przejęciu Patek Philippe nie zmienili nazwy będącej marką samą w sobie, ale zmienili strategię. Zamiast skupiać się wyłącznie na ultra skomplikowanych, drogich zegarkach kieszonkowych, postawili na prostsze i bardziej uniwersalne zegarki naręczne. Tak narodził się minimalistyczny model Calatrava (Ref. 96), inspirowany stylem Bauhaus. To zegarek maksymalnie prosty: okrągła koperta bez ozdóbek, jasny cyferblat, smukłe wskazówki, eleganckie cyfry. Uszy koperty (elementy mocujące pasek) zostały płynnie połączone z samą kopertą, co w tamtych czasach było rewolucyjnym zabiegiem wizualnym. Nazwa tego modelu pochodzi od krzyża Calatrava – logo Patek Philippe. Zegarek kosztował od 150 do 300 dol. USA, bo na ten rynek był głównie przeznaczony. To wciąż była równowartość kilkumiesięcznych zarobków robotnika, więc niemało. Notabene, dziś te zegarki kosztują na aukcjach od 10 do 15 tys. dol. Nowe – prosto z salonu – to już koszt od 32 do 41 tys. dol. (czyli ok. 130–165 tys. zł). W czasach Wielkiego Kryzysu zegarek stał się hitem sprzedażowym. Klienci pokochali jego dyskretną elegancję, a Patek Philippe znowu wyznaczył trendy. Calatrava do dziś stanowi sztandarowy produkt firmy.
Druga wojna światowa zniszczyła pół świata, ale nie sztandarową szwajcarską firmę. Głównie dlatego, że w 1935 r. dołączył do niej jako dyrektor handlowy syn Charlesa, Henri Stern. To właśnie on odegrał kluczową rolę w rozwoju sprzedaży zagranicznej podczas wojny i bezpośrednio po niej. Chociaż dookoła walił się świat, Patek Philippe nadal sprzedawało zegarki – nie tylko na krajowym rynku, ale także do Kanady, USA, Ameryki Łacińskiej. W 1945 r. Henri Stern założył w Nowym Jorku Henri Stern Watch Agency (HSWA) – wyłącznego dystrybutora Patek Philippe w USA. Nie było to przypadkowe działanie – po wojnie Europa podnosiła się z gruzów, a USA rozbudowywały swoją potęgę i bogactwo swoich krezusów. Rodzina Sternów utrzymała własność i stery firmy do dziś – obecnie firmą kieruje Thierry Stern, reprezentujący już czwarte pokolenie tej rodziny.
Historia firmy – historia świata
Oczywiście Patek to nie tylko biznes. To historia z zegarkami w roli głównej, która łączyła w sobie wielką politykę, operacje szpiegowskie i ludzkie namiętności. Choćby jako ciekawostkę warto kilka takich historii przytoczyć.
W szalonych latach dwudziestych gazety ekscytowała zaciekła rywalizacja dwóch amerykańskich krezusów. Potentat samochodowy James Ward Packard oraz bankier Henry Graves Jr. walczyli o to, kto zamówi w Patek Philippe najbardziej skomplikowany zegarek świata. W 1925 r. Henry Graves Jr. postanowił ostatecznie pobić Packarda. Złożył w Patek Philippe zamówienie na zegarek kieszonkowy o niespotykanym wcześniej stopniu zaawansowania. Patek Philippe potrzebowało 3 lat na zaprojektowanie i kolejnych 5 lat (sic!) na ręczne złożenie tego mechanizmu. Prace trwały więc w najgorszych latach Wielkiego Kryzysu (1929-1932), ale Graves honorowo nie zrezygnował, a stałe wpłaty od niego były dla Patek Philippe zastrzykiem gotówki, który pozwalał utrzymać najlepszych zegarmistrzów. W 1933 r. Graves otrzymał to, za co zapłacił astronomiczną kwotę 15 tys. dol. – zegarek Patek Philippe Henry Graves Supercomplication, który posiadał aż 24 funkcje, w tym m.in. kalendarz wieczny, fazy księżyca, kuranty Westminsteru, a nawet mapę nieba nad Nowym Jorkiem widzianą z okna apartamentu Gravesa na Piątej Alei w Nowym Jorku.
Przez następne 56 lat nikt nie stworzył bardziej skomplikowanego zegarka bez pomocy komputerów. W grudniu 1999 r. na aukcji Sotheby’s zegarek został sprzedany za 11 mln dol. W listopadzie 2014 r. Patek Philippe Henry Graves Supercomplication trafił pod młotek ponownie, osiągając cenę 24 mln dol. Czyli po obecnym kursie dolara – prawie 92 mln zł.
Patek w Himalajach i obozie jenieckim
Inne czasomierze były tańsze, ale miały jeszcze ciekawszą historię. Tak było z zegarkiem Dalajlamy. Franklin D. Roosevelt (jako pierwszy amerykański prezydent wprowadził modę na zegarki naręczne) zamówił rzadki zegarek Patek Philippe Ref. 658 jako oficjalny dar dyplomatyczny USA dla 7-letniego wówczas Dalajlamy Tenzina Gjaco.
Ponieważ trwała właśnie II wojna światowa, zegarek został dostarczony w ramach tajnej misji o kryptonimie FE-2, przeprowadzonej na przełomie 1942 i 1943 r. przez amerykańską agencję wywiadowczą OSS (Office of Strategic Services, protoplastę współczesnej CIA). Zrealizowali ją: major Ilia Tołstoj – oficer i naukowiec, a prywatnie rodzony wnuk słynnego rosyjskiego pisarza Lwa Tołstoja, oraz kapitan Brooke Dolan II – wybitny przyrodnik i poszukiwacz przygód. Atutem tego pierwszego było doświadczenie w ekstremalnych warunkach (badał m.in. Alaskę). Ten drugi podróżował po Tybecie przed wojną, doskonale znał lokalną kulturę, język i surowe buddyjskie obyczaje. Roosevelt chciał upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu. Po pierwsze – wpadł na pomysł wytyczenia nowego szlaku transportowego z Indii do Chin przez tybetańskie przełęcze, a obaj agenci mieli sprawdzić, czy da się to zrobić. Po drugie, Roosevelt chciał pozyskać przychylność rządu w Lhasie oraz samego Dalajlamy. Uznał, że zegarek bardzo zainteresuje siedmiolatka (poniekąd miał rację). Zegarek wraz z agentami dotarł do Gangtoku w Indiach, skąd pod koniec 1942 r. obaj ruszyli na północ – do Tybetu. Towarzyszyła im karawana mułów i koni prowadzonych przez Szerpów i nikt więcej. Przez trzy miesiące Tołstoj i Dolan II pokonali ponad 2000 km, walcząc z zimnem, ekstremalnie trudnymi przełęczami i chorobą wysokościową. Totalnie wykończeni 20 grudnia 1942 r. dotarli do zakazanej dla obcokrajowców Lhasy.
Zostali przyjęci z najwyższymi honorami jako nieoficjalni ambasadorzy USA. Stanęli przed Dalajlamą. Zgodnie z surową tybetańską etykietą dworską bez jednego słowa wręczyli siedmiolatkowi list od Roosevelta, jego autograf oraz najważniejszy dar – właśnie zegarek Patek Philippe Ref. 658 z wiecznym kalendarzem, fazami księżyca i stoperem, który amerykańskich podatników kosztował astronomiczną kwotę 2800 dol. Dalajlama przyjął te dary bez słowa, nakładając ofiarodawcom na szyje tradycyjne, białe ceremonialne szarfy (khata).
Szlaków transportowych przez Himalaje wytyczyć się nie dało, zarówno z przyczyn politycznych (gwałtowne protesty Chin), jak i logistycznych, ale dwaj agenci sporządzili bezcenne mapy, a przede wszystkim nawiązali nieoficjalne, za to wieloletnie, przyjazne relacje z Tybetem. Prezent obdarowanemu spodobał się nadzwyczajnie, choć potraktował go jak wielu jego rówieśników znacznie tańsze czasomierze – jak sam przyznał – Dalajlama rozłożył go na „części pierwsze”. Wyrób manufaktury Patek Philippe przetrwał tę operację wielokrotnie i duchowy przywódca Tybetu nosi go do dziś. Jest w tym pewien zgrzyt, bo Dalajlama jako buddyjski mnich w zasadzie powinien posiadać tylko ubranie. Tymczasem poza cudeńkiem od Patka posiada np. złotego Rolexa Day-Date. Znalazł więc sposób – warte setki tysięcy dolarów zegarki nosi na tanich paskach. Zawsze obraca kopertę zegarka do wewnętrznej strony nadgarstka. Twierdzi, że zegarek służy mu wyłącznie do sprawdzania czasu, a nie jako pokaz statusu. Z jakiegoś jednak powodu nie wystawił go na sprzedaż i zysku nie oddał ubogim (jak choćby Jan Paweł II – dzieciom). A byłoby co przekazywać – współcześnie ten konkretny model Patek Philippe Ref. 658 (wyprodukowano zaledwie 15 sztuk) na aukcjach Sotheby’s osiąga ceny rzędu 500 tys. euro. Ten kosztowałby z pewnością znacznie więcej.
Pamiętasz, Szanowny Czytelniku, film „Ostatni cesarz” (1987)? Ostatnim cesarzem Chin był Aisin-Gioro Puyi. Cesarz był właścicielem platynowego zegarka Patek Philippe
Reference 96 Quantieme Lune z 1937 roku. W 1945 r. Puyi został schwytany przez Armię Czerwoną i na 5 lat osadzony w Czycie i w Chabarowsku. Był tam bardzo dobrze traktowany i być może dlatego, kiedy w 1950 r. został wydany Chinom, przed wyjazdem do kraju podarował swój ukochany zegarek rosyjskiemu tłumaczowi, Gieorgijowi Permiakowowi. Permiakow pamiątkę zachował do śmierci. Także jego rodzina wiedziała, od kogo pochodzi ten dar, ale zachowała absolutną tajemnicę. Dopiero w 2023 roku wystawiła zegarek na aukcji domu aukcyjnego Phillips w Hongkongu. Sprzedała go za 6,3 mln dol.
Nie na sprzedaż!
Patek Philippe nadal jest manufakturą. Żadnemu ze światowych gigantów, na czele z korporacją LVMH, nie udało się przejąć dzieła życia emigranta z Polski.
Jak kiedyś, tak i dziś, każdy zegarek otrzymuje indywidualny Certificate of Origin. Poza tym ma indywidualne numery koperty, mechanizmu, referencji. Patek Philippe od początku mierzyło się z podróbkami i dziś to się nie zmieniło. Każdą podróbkę zegarmistrz od Patka bez trudu rozpozna, zaglądając do mechanizmu, gorzej z rozpoznaniem podróbki przy oględzinach koperty. Najprostszym kryterium będzie tutaj cena: Patek Philippe za 1000 dol. to podróbka. Nie ma czegoś takiego jak „nieudany egzemplarz” czy „uszkodzona linia”. Walcząc z podróbkami, firma nacisk kładzie na kontrolę kanałów sprzedaży, dokumentację, identyfikację każdego egzemplarza oraz własną sieć autoryzowanych serwisów, które stanowią ostateczny punkt weryfikacji autentyczności.
Sercem firmy jest ultranowoczesny, gigantyczny kompleks produkcyjny w Plan-les-Ouates pod Genewą. Skupia pod jednym dachem działy badawczo-rozwojowe, laboratoria, warsztaty rzemieślnicze oraz produkcję. Firma zatrudnia globalnie około 2500 osób. Manufaktura produkuje rocznie jedynie około 60 000–70 000 sztuk zegarków na cały świat, co nie zaspokaja nawet ułamka rynkowego popytu. Choć dokładna struktura personalna jest pilnie strzeżoną tajemnicą handlową, szacuje się, że samych wykwalifikowanych zegarmistrzów (pracujących przy montażu, regulacji oraz w dziale renowacji zegarków zabytkowych) pracuje w Genewie od kilkuset do blisko tysiąca. Każdy zegarek od początku do końca wykonany jest ręcznie, choć przy wykorzystaniu nowoczesnych metod, łącznie z mikroskopami, wieloosiowymi frezarkami (do tworzenia tarcz), ale i prostymi szczoteczkami – takimi samymi jak sto lat temu.
Patek Philippe posiada w Genewie specjalny, odrębny zespół zegarmistrzów, których jedynym zadaniem jest serwisowanie każdego zegarka wyprodukowanego przez firmę od 1839 r. Jeśli więc, Czytelniku, odszukasz zegarek po pradziadku i będzie to oryginalny Patek, możesz go powierzyć zegarmistrzom z Genewy – zostanie sprawdzony, oczyszczony i będzie chodzić… jak zegarek.
Trochę trudniej jest z pracą w Patek Philippe. Proces rekrutacyjny należy do najbardziej rygorystycznych na świecie. Dostanie się „z ulicy” za jej bramy jest niemożliwe. Minimum to dyplom renomowanej szwajcarskiej szkoły zegarmistrzowskiej (np. École d’Horlogerie de Genève) lub międzynarodowy certyfikat WOSTEP. Jeśli komuś już się uda, czeka go długa droga. Ścieżka awansu zegarmistrza (od prostych mechanizmów do repetycji minutowych czy wiecznych kalendarzy) trwa od 5 do nawet 10 lat intensywnej, wewnętrznej edukacji w firmie. Dopiero po tym czasie dołącza się do grona najlepszych zegarmistrzów świata.
Najsłynniejsze zegarki
Cena zegarków Patek zaczyna się od 13 tys. dol. (damska linia kwarcowa Twenty-4), a kończy na… górnej granicy cenowej to właściwie nie ma. Wykonany na indywidualne zamówienie zegarek ze złota z repetycją minutową, kalendarzem wiecznym i fazami księżyca potrafi kosztować kilka milionów dolarów. Skomplikowane, unikalne współczesne modele potrafią osiągać na aukcjach zawrotne kwoty. Przykładem jest Patek Philippe Sky Moon Tourbillon, zegarek na aukcji internetowej Christie’s sprzedany za 5,8 mln dol. (ponad 23 mln zł). Podstawowe modele są jednak tańsze, stąd od rzeczy będzie wskazać kilka kultowych modeli, które na pewno zwrócą uwagę znawców. Oto one.
Patek Philippe Nautilus: zaprezentowany w 1976 r., z charakterystyczną kopertą w kształcie bulaja i poziomym żłobieniem na tarczy. Stał się jednym z najbardziej pożądanych i rozpoznawalnych luksusowych zegarków sportowych na świecie. Cena w salonie: 90‑100 tys. dol. Na rynku wtórnym – 120 tys. dol. Mowa oczywiście o wersji podstawowej. Bardziej skomplikowane wersje bez problemu osiągają cenę 230 tys. dol.
Warto dodać, że ten zegarek z edycji Patek Philippe Nautilus Ref. 5711/1A-018 z jasnoniebieską tarczą w kolorze Tiffany Blue, sygnowany przez Patek Philippe i Tiffany & Co., wyprodukowany w zaledwie 170 egzemplarzach, na aukcjach osiąga zawrotne ceny właśnie z uwagi na tę podwójną sygnaturę. Pierwszy z 170 wyprodukowanych egzemplarzy został zlicytowany na aukcji charytatywnej domu Phillips za zawrotną kwotę 6,5 mln dol. (ponad 26 mln zł). Osiągnął ponad 120-krotne przebicie ceny salonowej, wywołane właśnie połączeniem legendarnych marek. Kolejne sztuki sprzedawane na wolnym rynku osiągały stabilne kwoty rzędu 3,2 mln dol.
Patek Philippe Calatrava: w produkcji od 1932 r. Ikoniczny wręcz model, synonim klasycznego zegarka garniturowego. Obecnie jego podstawowa wersja (np. klasyczna 6119R) w salonie kosztuje ok. 34,5 tys. dol. Wersja z platyny to koszt ok. 52 tys. dol.
Patek Philippe Aquanaut: wprowadzony na rynek w 1997 r. „młodszy brat” Nautilusa, stworzony z myślą o bardziej aktywnym i nowoczesnym stylu życia, charakteryzujący się niezwykle trwałym paskiem z tworzywa sztucznego. Klasyczny, stalowy model 5167A-001 kosztuje w salonie ok. 24,6 tys. euro, wersje w białym lub różowym złocie to wydatek rzędu 48–80 tys. euro. Na rynku wtórnym średnia cena tego modelu wynosi 90 tys. dol., a nowe egzemplarze, choć sprzedawane „z drugiej ręki” (dla tych, którzy nie chcą czekać na swój egzemplarz), kosztują 86,5 tys. euro. Oczywiście za podstawową wersję.
Patek Philippe Grand Complications: seria zegarków o skomplikowanej mechanice – posiadają wieczny kalendarz, repetytor minut czy tourbillon, a w świecie zegarków prezentują szczyt zegarmistrzowskiego kunsztu manufaktury. Cena podstawowej wersji zaczyna się od 60‑100 tys. euro. Górnej granicy praktycznie nie ma – najbardziej skomplikowane modele kosztują, w przeliczeniu na złotówki, od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów
złotych.
Gdyby ktoś uznał, że te wersje są niewystarczające, istnieje kilka modeli znacznie bardziej wyrafinowanych, które można kupić tylko na aukcjach (o ile się na nich pojawią).
Oto najdroższe w historii modele zegarków z manufaktury Patek Philippe.
Absolutny nr 1, Patek Philippe Grandmaster Chime (Ref. 6300A-010), sprzedany w 2019 r. na charytatywnej aukcji Only Watch za kwotę 31,19 mln dol. (ówcześnie ok. 123 mln zł), najdroższy zegarek naręczny na świecie. Posiada aż 20 komplikacji (funkcji dodatkowych), w tym mechanizm repetycji minutowej, wieczny kalendarz oraz obracaną, dwustronną kopertę. Najważniejszym powodem tej ceny jest dopisek „A”, co w referencji oznacza Acier (stal). Manufaktura stworzyła tylko jeden, jedyny egzemplarz tego arcydzieła w stali szlachetnej, specjalnie na tę aukcję.
Miejsce 2: opisany już Patek Philippe Henry Graves Supercomplication, w 2014 r. zlicytowany za 24 mln dol. (ok. 95 mln zł). Zajmuje drugie miejsce na liście najdroższych wyrobów tej marki.
Miejsce 3: Patek Philippe Grande and Petite Sonnerie (Ref. 6301A-010) – całkiem niedawno, w 2024 r., sprzedany na wznowionej aukcji Only Watch za 18,2 mln dol. (ok. 73 mln zł). Posiada unikatową obudowę wykonaną ze stali szlachetnej w połączeniu z rzadkim, zielonym cyferblatem emaliowanym techniką Flinqué i indeksami z diamentów o szlifie baguette.
Tuż za podium: Patek Philippe Perpetual Calendar Chronograph (Ref. 1518 w stali), zw. „Świętym Graalem” kolekcjonerów zegarków vintage. Egzemplarz z 1944 roku sprzedano w 2016 r. za 11,1 mln dol. W listopadzie 2025 r. na aukcji domu Phillips inny historyczny egzemplarz tej samej referencji osiągnął kwotę ponad 16 mln dol. (64,7 mln zł).
Patek Philippe Perpetual Calendar Chronograph Ref. 1518 z 1941 roku był pierwszym na świecie seryjnie produkowanym chronografem z wiecznym kalendarzem. Większość z 281 sztuk tego modelu wykonano z żółtego lub różowego złota, powstały zaledwie 4 egzemplarze w obudowie ze stali szlachetnej, co czyni je niemal niemożliwymi do zdobycia.
Miejsce piąte: Patek Philippe Gobbi Milan „Heures Universelles” (Ref. 2523). Model z 1953 r., sprzedany na aukcji w Hongkongu za blisko 9 mln dol. (ok. 36 mln zł). To legendarny zegarek wskazujący czas we wszystkich strefach świata (World Timer). Ten konkretny egzemplarz jest wyjątkowy, ponieważ posiada unikalną, emaliowaną tarczę wykonaną techniką cloisonné (przedstawiającą Amerykę Północną) oraz podwójny podpis na tarczy: manufaktury Patek Philippe i luksusowego, włoskiego sprzedawcy detalicznego Gobbi z Mediolanu.
Strategia
Jeśli jest się taką firmą jak Patek Philippe, to reklama w zasadzie jest niepotrzebna. Jeśli już się pojawia, to jest równie wyjątkowa, jak sama marka. Obecnie Patek Philippe w zasadzie się nie reklamuje. Jeśli już, to robi to zupełnie inaczej niż wszyscy. W 1996 r. Patek Philippe stworzyło więc kampanię reklamową opartą na uniwersalnych wartościach rodzinnych i emocjonalnej więzi. Nie pokazywała ona zegarków. Reklamy pokazały autentyczne, czarno-białe kadry relacji rodziców z dziećmi (ojca z synem lub matki z córką) w codziennych, intymnych sytuacjach, opatrzone kultowym hasłem: „You never actually own a Patek Philippe. You merely look after it for the next generation” (W rzeczywistości nigdy nie posiadasz zegarka Patek Philippe. Przechowujesz go jedynie dla następnego pokolenia). Trzeba przyznać – coś w tym jest. Skoro już wiadomo, co kupić, pozostaje odpowiedź na pytanie, jak to zrobić.
Jak kupić zegarek?
Po pierwsze – nie da się przez internet. Zegarki można kupić tylko w trzech salonach sprzedaży Patek Philippe: w Genewie, Londynie lub w Paryżu lub u jednego z 250 autoryzowanych przedstawicieli manufaktury. Ich lista jest dostępna na stronie internetowej firmy. W Polsce można dokonać tego zakupu tylko w salonie W. Kruk Patek Philippe w Hotelu Europejskim w Warszawie.
Po umówieniu spotkania z przedstawicielem manufaktury w czasie rozmowy można wybrać dostępny model albo wpisać się na listę oczekujących na modele rzadsze.
Inną metodą, choć wymagającą posiadania jeszcze większych pieniędzy niż zakup w firmie, jest kupowanie zegarków Patek na aukcjach prowadzonych przez renomowane domy aukcyjne. W ten sposób można zainwestować pieniądze – zazwyczaj ceny historycznych, rzadkich modeli zegarków Patek tylko rosną, więc taki zakup może być świetną lokatą kapitału. Od razu pozbawiamy nadziei marzycieli – szanse na zakupienie oryginalnego zegarka Patek na pchlim targu czy wyprzedaży garażowej od właściciela nieświadomego, co sprzedaje, są zerowe.
Poza zegarkami u autoryzowanych sprzedawców można kupić za nieco mniejsze pieniądze spinki do mankietów, zazwyczaj powiązane z konkretnym modelem zegarka. Te najtańsze i najskromniejsze to koszt rzędu 4 tys. euro. Górną cenę wyznacza kruszec, z jakiego są wykonane, i liczba brylantów, którymi są wysadzane. Przy czym liczba wyprodukowanych spinek też jest limitowana i łatwiej upolować je na rynku wtórnym niż w salonach.
W podobnej cenie można zakupić także pierścionki-obrączki Patek Philippe. Na przykład pierścionek z serii Patek Philippe Twenty-4 Ring, nawiązującej designem do damskich zegarków z tej samej linii, na rynku wtórnym i u wyspecjalizowanych dealerów biżuterii premium kosztuje od 2,5 tys. dol. do 4,5 tys. dol.
Z kolei pierścionki z serii Patek Philippe Calatrava Cross Ring z motywem krzyża Calatrava, wykonane z białego złota z diamentami, kosztują od 2 do 5 tys. dol.
Jest jeszcze linia Patek Philippe Aquanaut Haute Joaillerie Set – luksusowe pierścionki z różowego złota, wysadzane dziesiątkami diamentów i szafirów (np. ref. 275.9759R). Sprzedawane są wyłącznie w oficjalnych butikach w kompletach z kolczykami, a ich cena jest ustalana indywidualnie i podawana wyłącznie na bezpośrednie zapytanie klienta.
Jak każda firma, także Patek Philippe posiada też specjalne pakiety dla klientów VIP – stale kupujących zegarki. Jedwabne apaszki i krawaty, długopisy i pióra, klipsy do banknotów, skórzane paski, portfele i etui podróżne nie są przeznaczone na sprzedaż, a jedynymi ich odbiorcami są wybrani klienci, obdarowani przez firmę. Oczywiście te przedmioty też pojawiają się na rynku wtórnym (nawet na eBayu), ale bardzo rzadko. W końcu jeśli ktoś jest stałym klientem Patek Philippe i dostaje od firmy prezent, to taki ktoś raczej niczego na sprzedaż przez internet nie wystawia.
Czas nam dany
Jeśli, Szanowny Czytelniku, posiadasz po dziadku zegarek, co do którego masz przypuszczenie (lub nadzieję), ale nie masz pewności, zawsze możesz to sprawdzić. Firma Patek Philippe posiada najdokładniejsze archiwa w świecie zegarmistrzostwa, prowadzone nieprzerwanie od 1839 roku. Każdy właściciel starego zegarka może wystąpić o tzw. Extract from the Archives (Wypis z Archiwum). Dokument ten potwierdza dokładną datę produkcji, nazwisko pierwszego nabywcy oraz kraj, do którego zegarek został wysłany.
Można też sprawdzić autentyczność konkretnego egzemplarza zegarka. Zegarmistrzowie w siedzibie firmy rozłożą dany zegarek i sprawdzą oryginalność części, z jakich jest zbudowany. Jeśli znajdą choć jeden nieoryginalny trybik, odmówią autoryzacji.
A jeśli, Szanowny Czytelniku, nie należysz do elitarnego grona posiadaczy zegarków Patek Philippe?
Nie smuć się. U schyłku życia posiadacze nawet najdroższych zegarków zazwyczaj dochodzą do wniosku, że od samego czasomierza ważniejszy jest czas. Czas spędzany z dziećmi, z rodziną, z przyjaciółmi. Przecież nie jesteśmy w stanie dołożyć ani jednej sekundy do czasu, jaki jest nam dany na tej ziemi. A jeśli tak, to największą sztuką jest wykorzystać ten dany nam czas na to, co naprawdę ważne.
Źródła:
https://ltg.pl/swiatowej-slawy-zegarmistrz-z-lubelszczyzny/\
https://kmziz.pl/warto-wiedziec/antoni-norbert-patek-1811-1877
https://zegarkiipasja.pl/artykul/1199-antoni-norbert-patek
https://mitsmr.pl/innowacja/antoni-patek-i-jego-czas/
https://ladysclub-magazyn.pl/pan-book/wielkie-i-niesmiertelne-dzielo-antoniego-patka-recenzja/