Bernard J. Ebbers telekomunikacyjny kowboj
6 października 1997 r. magazyn „Newsweek” opublikował artykuł o Bernardzie Ebbersie, zatytułowany „Kim jest ten człowiek?”. W rzeczy samej, niewiele jeszcze wiedziano o „tym człowieku” z wyjątkiem tego, że jest biznesmenem i to nie byle jakim, bo wyróżniającym się. Jednak przecież wyróżniających się biznesmenów w Ameryce są całe stada. Stąd Bernard Ebbers musiał się wyróżniać szczególnie.
Jeden z publicystów pisał w tym czasie w magazynie „Salon”, że karierę Berniego Ebbersa można porównać do kariery wielkich potentatów przemysłowych XIX w. „Jeśli wydaje się nieprawdopodobne, że po zaledwie 16 latach w branży Ebbers ma zamiar dokonać największego przejęcia korporacji w historii, to pomyślmy o tym: Andrew Carnegie po raz pierwszy zainwestował w stal w 1861 roku.
Czterdzieści lat później, po wykupieniu szeregu konkurentów, sprzedał swoje udziały w stali JP Morganowi. Ustanowiono w ten sposób trzon nowego koncernu US Steel, a Carnegie, niegdyś «chłopcem od wrzecion» [tak, wszystkie historie nadal go tak nazywają, nawet teraz, gdy nikt nie wie, co to znaczy] z fabryki tekstylnej, był podobno najbogatszym człowiekiem w Ameryce”.
Jest jednak drobna różnica między dawnymi potentatami a panem Ebbersem, zauważył publicysta: „Carnegie, w istocie, nie odpowiadał przed nikim innym poza sobą (i sumieniem, które zawsze było dla niego źródłem kłopotów); Ebbers jest sługą swoich akcjonariuszy. Jedno jest pewne: utrzyma się na szczycie tylko tak długo, jak długo cena jego akcji będzie rosła”.
Z kolei „Los Angeles Times” donosił, że Bernard Ebbers stał się zupełnie nieoczekiwanie pionierem w nowatorskim świecie telekomunikacji. Co równie ciekawe, człowiek, który „przekształcił WorldCom Inc. z pomysłu na serwetce w kawiarni w drugą co do wielkości firmę świadczącą usługi połączeń międzymiastowych w kraju”, sam niechętnie korzysta z nowych technologii. Ebbers nie ukrywał, że unika telefonów komórkowych, pagerów, a nawet poczty elektronicznej. Mimo to były trener koszykówki ze „swojskim, ludowym usposobieniem” zdołał zbudować potężną firmę dzięki serii ponad 70 fuzji i przejęć, „które wywindowały cenę akcji WorldComu w stratosferę. Finansowym mózgiem stojącym za tą transakcją była prawa ręka Ebbersa, dyrektor finansowy Scott D. Sullivan”.
Prasa pisała o nich, że stanowili „osobliwą parę”. Ebbers był wyluzowany i bez żenady paradował w kowbojskich butach i spranych dżinsach, również w miejscach, w których nawet luzacka Ameryka uważała, że nie przystoi. Ebbers był „wielkim mężczyzną w każdym tego słowa znaczeniu” – donosił Sky News. Mierzył 193 cm, ale zazwyczaj ubrany w kapelusz Stetson i kowbojskie buty, „wyglądał na większego”.
Z kolei Sullivan, geniusz księgowości, młodszy od niego 20 lat, trzymał się konwenansów. Obaj tak często odwiedzali bankierów i analityków z Wall Street – przybywając do gniazda finansowego z siedziby WorldCom, mieszczącej się w małym, liczącym 25 tys. mieszkańców, Clinton w stanie Missisipi – że ich prezentacje nazywano „The Scott and Bernie Show”. Za każdym razem zdobywali tłumy prezentacją slajdów, pokazującą stale rosnące akcje WorldCom. O Sullivanie jeszcze usłyszymy, ale teraz tylko o „Telecom Kowboju”
Absolwent wychowania fizycznego
Jak wspomniano, Bernie Ebbers nie ukrywał swojej ignorancji w sprawach telekomunikacji, mówiąc wprost: „Nie rozumiem wielu rzeczy, które dzieją się w tej branży”. Po czym wyjaśniał zdumionym rozmówcom, że jego niemal całkowity brak wiedzy technicznej pozwolił mu spojrzeć na każdą okazję biznesową z nowej perspektywy” – pisał portal The Standard, dodając: „Rządził jednym z najpotężniejszych imperiów telekomunikacyjnych świata, a mimo to stanowczo odmawiał korzystania z telefonu komórkowego lub pagera”. Z kolei Money Week zwracał uwagę, że przez cały czas Ebbers kultywował „wizerunek prostego baptysty z Południa”. Przez wiele lat nie korzystał z telefonu i twierdził, że „wysłał swojego pierwszego maila dopiero w 1999 r”. – w roku, w którym akcje Worldcomu osiągnęły szczytową wartość 160 mld dol. – więcej niż McDonalda, Boeinga i Gillette razem wziętych! To uczyniło Ebbersa miliarderem.
Ebbers urodził się w 1941 r. w Edmonton w prowincji Alberta w Kanadzie jako drugie z pięciorga dzieci Kathleen i Johna Ebbersów, który był komiwojażerem. Siódemka Ebbersów stanowiła porządną, chrześcijańską rodzinę. Bernie nie ukrywał przywiązania do wiary w Jezusa Chrystusa. Ebbers twierdził, że szkoły baptystów, do których uczęszczał, dały mu nie tylko wykształcenie. Otrzymał w nich również: „pełniejsze zrozumienie celu życia, tego, co tak naprawdę oznacza osobista relacja z Jezusem Chrystusem” – oznajmił w jednym z wywiadów. Ebbers zawsze twierdził, że to wiara otworzyła mu drogę do sukcesu.
Kiedy był dzieckiem, rodzina przeprowadziła się do Kalifornii, a później przez jakiś czas mieszkała na placówce misyjnej w rezerwacie indiańskim Navajo Nation w Nowym Meksyku, po czym wróciła do Kanady, gdy Bernie był nastolatkiem.
Po ukończeniu szkoły średniej Ebbers krótko studiował na Uniwersytecie Alberty w Kanadzie i Calvin College w USA, po czym zapisał się do Mississippi College w Clinton w USA, gdzie trenował koszykówkę. Chcąc zarobić na czesne i utrzymanie, pracował najpierw jako mleczarz, a później był bramkarzem w klubie. Nie wytrzymał długo w fachu mleczarza. Podobnie było z wykorzystywaniem potężnej postury do wyrzucania ludzi z lokalnego klubu nocnego.
Kontuzja, jakiej doznał przed rozpoczęciem sezonu koszykówki, uniemożliwiła mu dalszą grę, zamiast tego przydzielono go do trenowania drużyny juniorów. W 1967 r., w Mississippi College, uzyskał tytuł licencjata z wychowania fizycznego z uprawnieniami do nauczania wuefu w szkole średniej.
Droga do sukcesu finansowego
The Standard pisał, że w 1974 r. Bernie pożyczył pieniądze od znajomych i kupił motel. Wtedy udało mu się stworzyć sieć składającą się z dziewięciu moteli. Jednak hotelarstwo okazało się jedynie przygrywką do wielkiego biznesu.
Po demonopolizacji za prezydenta Ronalda Reagana amerykańska sieć telefoniczna zaczęła otwierać się na konkurencję. W 1984 r. wraz z rozpadem na siedem niezależnych firm przedsiębiorstwa telekomunikacyjnego AT&T, przez pewien czas największej na świecie firmy świadczącej usługi telefoniczne oraz największej sieci telewizji kablowej, Bernard Ebbers i kilku partnerów biznesowych dostrzegli doskonałą okazję do sprzedaży tanich połączeń międzymiastowych. Murray Waldron, przedsiębiorca z małego miasteczka, naszkicował na serwetce szczegóły przyszłego Long Distance Discount Service (LDDS) w kawiarni w Hattiesburgu w stanie Missisipi. Podobno to kelnerka wymyśliła nazwę firmy: Long Distance Discount Service.
Następnie Ebbers i kilku jego przyjaciół z kościoła baptystów zaciągnęli pożyczkę w wysokości 650 tys. dol. w lokalnym banku na zakup przełącznika komputerowego do kierowania połączeń międzymiastowych. Ponieważ AT&T miała nakaz sądowy, wymuszający od firmy udzielanie taniej dzierżawy linii telefonicznych startupom, LDDS mogło oferować niższe stawki na przełącznik szybko pojawiającym się małym firmom. Firma rozwijała się, realizując strategię wykupywania regionalnych konkurentów, wykorzystując akcje LDDS jako walutę.
„Jedyne doświadczenie Berniego w prowadzeniu połączeń międzymiastowych to korzystanie z telefonu” – wspominał jeden z jego pierwszych wspólników. Ebbers nie zaprzeczał: „Nie wiedziałem, czym jest telekomunikacja” – powiedział. – „Wiedziałem tylko, że biznesplan pokazuje dobry przepływ gotówki”. Często wspominany w prasie brak wiedzy Ebbersa na temat tajników telekomunikacyjnych nie stanowił dla niego żadnej przeszkody w rozwijaniu biznesu w tej branży. „Był dobry w zawieraniu transakcji i cięciu kosztów, a jego wiara dawała mu niezachwianą wiarę we własne możliwości (krytycy twierdzą, że uważał to za dar od Boga)” – pisał The Standard.
Z drugiej strony, czy musiał się znać? Przecież nie zatrudniano go jako głównego inżyniera w firmie telekomunikacyjnej. Pan Ebbers nie szukał pracy, bo w takim wypadku wysyłałby swoje CV do placówek edukacyjnych, poszukujących nauczyciela wychowania fizycznego. Szukał zysków, a na tym się znał koncertowo, bo w przeciwnym razie nie postawiłby pożyczonych dolarów i nie pokładał nadziei na zrobienie wielkich pieniędzy na wchodzącej na rynek technologii z niewyobrażalnymi w tym czasie możliwościami rozwoju.
Początek wielkiej ofensywy biznesowej
W 1986 r. Ebbers spotyka Jacka Grubmana, który pracował wówczas jako analityk telekomunikacyjny w PaineWebber. W 1994 r. Grubman został zatrudniony przez Salomon Brothers, bank inwestycyjny, i rozpoczął analizę LDDS w Salomon w maju 1995 r., nadając akcjom ocenę „kupuj”, a rok później podwyższył ją do „mocno kupuj” (wtedy już LDDS zmieniła nazwę na WorldCom, o czym niżej). O Grubmanie pisano, że w latach 90. uosabiał nowy typ analityka z Wall Street – cenionego za bliskie relacje z kierownictwem firm, którymi się zajmował. Analityk doradzał Ebbersowi w sprawie transakcji WorldCom i uczestniczył w trzech posiedzeniach zarządu WorldCom. Chociaż Grubman powiedział podkomisji kongresowej w 2002 r., że on i Ebbers ograniczali się do dobrych „relacji roboczych”, podobno chwalił się inwestorom i analitykom rywalizujących ze sobą firm swoją przyjaźnią Berniem, wspominając o zaproszeniu go na ślub Ebbersa w marcu 1999 r. – pisał FrontLine PBS. Nawiasem mówiąc, podkomisja ustaliła wówczas, że w latach 1999-2001 Grubman publikował raporty badawcze i inne dokumenty, w których ukrywano istotne fakty i które wprowadzały inwestorów w błąd.
The Standard pisał, że w 1988 r. LDDS rozpoczęła wykupywanie konkurentów, zaczynając od firmy obsługującej większość stanu Missisipi i znaczną część sąsiedniego stanu Tennessee. W ciągu czterech lat LDDS stał się czwartym co do wielkości operatorem połączeń międzymiastowych w USA. Po przejęciu IDB WorldCom w 1994 r., LDDS była już jednym ze światowych liderów telekomunikacyjnych. „W ciągu 10 lat Ebbers kupił 30 firm, a sprzedaż LDDS osiągnęła prawie miliard dolarów. W 1995 r. LDDS zmieniła nazwę na WorldCom” – opisywała kolejne kroki Ebbersa w karierze strona FrontLine PBS.
Gdziekolwiek Ebbers się pojawił, redukowano zatrudnienie, odbierano służbowe samochody, a dyrektorom na wyjazdach poza miasto kazano zatrzymywać się w tanich motelach. Cięcie kosztów się opłacało – zyski rosły. Jednak prawdziwy przełom, „o zapierającej dech w piersiach skali”, jak pisała jedna z gazet, nastąpił w 1998 r., kiedy Ebbers sprzątnął sprzed nosa British Telecom (BT), firmę telekomunikacyjną MCI Communications. Zanim ówczesny prezes BT sir Iain Vallance zdążył złożyć podpis, Ebbers przebił go kwotą 7 mld dol. „Bernie Ebbers był ikoną, ulubieńcem Wall Street” – mówił Lars-Christian Brask, właściciel londyńskiego banku inwestycyjnego Brask & Co. „Był wizjonerem branży komunikacyjnej. WorldCom miał podbić świat. Wszyscy najlepsi zarządzający funduszami chcieli go poznać. Chcieli zainwestować w firmę”. Przypomnijmy – „wizjoner branży telekomunikacyjnej” w ogóle nie znał się na tej branży!
Przesadził z samozadowoleniem?
Ebbers był tak zachwycony swoimi umiejętnościami, że zaczął kupować coraz więcej akcji WorldComu. Chociaż nabył ranczo o powierzchni 66 368,5 ha (663,7 km2, tyle wynosi obszar niejednego powiatu w Polsce, np. gliwickiego) i wartości 40 mln funtów, w Kanadzie oraz duży 18-metrowy jacht – większość jego majątku była ulokowana w firmie. Jak się okazało, był to fatalny błąd. Dla niego samego i dla światowej gospodarki.
Transakcja z MCI obnażyła wadę w sposobie działania Ebbersa. Kiedy chciał kupić 20 proc. udziałów BT w MCI, zaoferował akcje WorldCom. Jednak Vallance nie chciał o tym słyszeć. Chciał gotówki. „To wprawiło Ebbersa w furię. Nigdy nie traktował łaskawie nikogo, kto miał czelność podważać jego wiarę we własne siły. Ostrzegał, że Vallance narusza swoje obowiązki powiernicze. Upierał się, że akcje WorldCom z pewnością poszybują w górę, a Vallance zostanie zwolniony za niekompetencję, gdy to nastąpi. Vallance nie ugiął się i kierowane przez niego BT odeszło z zyskiem w gotówce w wysokości 2,25 mld funtów. Vallance miał rację, odrzucając ofertę Ebbersa, dotyczącą papierów wartościowych, ponieważ właśnie tym były: papierami wartościowymi. W ponad 60 przejęciach Ebbersa rzadko pojawiała się gotówka. Zamiast tego jego ofiary były zbywane akcjami WorldComu, pisał The Standard.
Wszystko szło po myśli Ebbersa, dopóki rynek akcji rósł, ale to nie mogło trwać wiecznie. Kiedy akcje gwałtownie spadły w wyniku pęknięcia bańki internetowej w 2002 r., cała branża telekomunikacyjna popadła w kłopoty. Ebbers ciągle kupował akcje swojej firmy, często na marżę – system, który pozwala inwestorom kupować teraz i płacić później. To działa, jeśli cena akcji rośnie, ale staje się katastrofą, jeśli spada. WorldCom upadł, a kiedy Ebbers został wezwany do zapłaty, zamiast sprzedać aktywa, zaciągnął pożyczkę na spłatę długów. Jego największym wierzycielem, jak się okazało, był sam WorldCom. Według opublikowanych danych,
Ebbers pożyczył 366 mln dol. od własnej firmy na pokrycie pożyczek zaciągniętych pod zastaw własnych akcji. National Public Radio (NPR) informując na swej stronie internetowej w lutym 2020 r. o śmierci Bernarda Ebbersa, przypomniało, że dochodzenie przeprowadzone przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd wykazało, że spółka maskowała koszty operacyjne jako wydatki kapitałowe, w związku z czym Ebbers został zwolniony ze stanowiska dyrektora generalnego 30 kwietnia 2002 r. Firma WorldCom ogłosiła upadłość, a następnie została przejęta przez Verizon za kwotę 8,5 mld dol. „Natomiast Ebbers zapewnił sobie dożywotnią emeryturę w wysokości miliona funtów rocznie” – informował The Standard.
Ten zły i niewdzięczny Scott Sullivan
Cytowany przez NPR były prokurator generalny USA Richard Thornburgh, zatrudniony przez federalny sąd upadłościowy w celu zbadania finansów WorldComu, poinformował, że firma stosowała „szeroką gamę manipulacyjnych działań, mających na celu fałszowanie ksiąg rachunkowych w celu kłamliwego przedstawiania zysków i utrzymywania ceny akcji na tym samym poziomie”. The Standard ujął tę sytuację tak: „Ebbers okradał Piotra, żeby zapłacić Pawłowi – dokładnie w momencie, gdy wartość akcji gwałtownie spadała”. Z kolei prokurator Thornburgh napisał w swoim raporcie: „Wygląda na to, że zawiodły wszelkie kontrole, mające na celu zapewnienie integralności operacji, jej przejrzystości i reagowania na interesy akcjonariuszy”. Ebbers utrzymywał, że nie wiedział o oszustwie i że za jego przeprowadzeniem stał dyrektor finansowy firmy Scott Sullivan.
Trzeba powiedzieć, że w latach 80. i 90., w okresie szaleństwa przejęć, pomocnikiem Ebbera był wspomniany na początku dyrektor finansowy firmy Scott Sullivan. To właśnie on przygotował pisemne oferty i odegrał kluczową rolę w przekonaniu Wall Street do ich poparcia. „Nie ma sobie równych w swojej zdolności do zdobywania zaufania społeczności inwestycyjnej” – powiedział Ebbers o swoim zastępcy. Zaufanie Ebbersa było nieuzasadnione i to jest najlepsza interpretacja ich związku. John Sidgmore, który zastąpił Ebbersa na stanowisku dyrektora generalnego dotkniętej kryzysem firmy, powiedział po ujawnieniu fałszowania ksiąg rachunkowych WorldComu: „Nasza kadra kierownicza jest zszokowana tymi odkryciami”. Podobnie było na światowych giełdach. Nastały wówczas jedne z najczarniejszych dni w najnowszej historii finansów, skandal uderzył w zaufanie inwestorów, i tak już mocno nadszarpnięte aferą Enronu.
Scott Sullivan przyznał się do winy fałszowania oraz manipulacji wynikami finansowymi firmy i został skazany na pięć lat więzienia w ramach ugody. Zaczął zeznawać przeciwko Bernardowi Ebbersowi, co było jednym z warunków ugody. Gdyby Sullivan jej nie przyjął i został uznany za winnego, mógłby otrzymać 25 lat więzienia. Sullivan został zwolniony z więzienia w sierpniu 2009 r., po odsiedzeniu czterech lat kary. Musiał pozostać w areszcie domowym przez kolejne trzy lata.
Chociaż serce dobre miał
„Oszustwo ma tak ogromną, tak niemoralną skalę, że aż trudno w to uwierzyć. A w centrum katastrofy stoi Bernard Ebbers, który odnalazł Boga – i stracił miliony drobnych inwestorów, którzy stracili oszczędności całego życia” – to ponownie The Standard.
Money Week wspominał po latach, że kiedy w 2002 r. firma Berniego Ebbersa, Worldcom, stała na skraju upadku, głęboko religijny potentat telekomunikacyjny pojawił się w swoim lokalnym kościele baptystów w Missisipi, gdzie regularnie uczęszczał na nabożeństwa i nauczał w szkółce niedzielnej. Tam głośno zapewnił zgromadzonych, że „nie chodzicie do kościoła z oszustem” – podawała Agencja Reutera. Federalna ława przysięgłych w Manhattanie była innego zdania – uznając go w 2005 r. winnym zorganizowania oszustwa księgowego na 11 mld dol. – i „Telecom Cowboy” został skazany na 25 lat więzienia.
Długość wyroku zszokowała wielu w tamtym czasie, ale to nie była zwykła implozja korporacyjna – donosi „Financial Times”. Dopóki kilka lat później nie został przyćmiony przez upadek Banku Lehman Brothers, Worldcom był „największym bankructwem w historii USA”; inwestorzy stracili miliardy. Co więcej, oszustwo uderzyło w piękny mit „od pucybuta do milionera”, symbolizujący nieograniczone bez mała możliwości, jakie zdolnym, zaradnym i pracowitym daje Ameryka. Ebbers spędził prawie dwie dekady, przekształcając maleńką firmę pierwotnie nazywaną Long Distance Discount Service w drugiego co do wielkości operatora telekomunikacyjnego w kraju po AT&T, podsumowuje Money Week.
Ebbers, zwolniony z więzienia z powodów humanitarnych miesiąc przed śmiercią, nadal twierdził, że jest niewinny, obwiniając „swoich podwładnych”, donosił „The Daily Beast”. Do samego końca cieszył się też poparciem wielu zwykłych pracowników Worldcomu. „Łatwo przedstawić Ebbersa jako superzłoczyńcę, ale rzeczywistość jest bliższa szekspirowskiej tragedii” – zauważył jeden z czytelników Money Week. „Miał dobre serce, ale drogo zapłacił za zbytnią pewność siebie”.