Niewykorzystany potencjał państwa
Zarządzanie państwem bez sprawnego korzystania ze zgromadzonych danych przypomina kierowcę, który – mając świetny interface pokładowy – jeździ na oko, ręcznie oblicza zasięg, zużycie paliwa czy podjeżdża do kompresora by sprawdzić ciśnienie w oponach, chociaż dane te ma przed sobą na wyświetlaczu, choć ukryte w menu.
Piotr Jastrzębski
ekspert ds. dotacji oświatowych i prawa oświaty niepublicznej, prezes Ośrodka Perspektyw Edukacji Niepublicznej
W sferze edukacji widać analogię, od lat zbierane są terabajty informacji, raportów, sprawozdań, a jednocześnie przy kluczowych decyzjach wciąż pojawia się zdanie nie ma danych, trudno oszacować skutki. Dane są. Tylko zbyt rzadko są naprawdę używane i analizowane.
Weźmy podstawowy przykład: zameldowanie kontra faktyczne miejsce zamieszkania i nauki dziecka. W statystykach jedno dziecko może istnieć w innej gminie niż ta, która realnie ponosi koszty jego edukacji. Jedne samorządy liczą dzieci według meldunku, inne według tego, gdzie faktycznie chodzą do szkoły lub do przedszkola. Ministerialne algorytmy patrzą jeszcze inaczej. W efekcie powstaje klasyczna sytuacja, w której każdy ma swoje obliczenia, a spór o pieniądze staje się nie tyle debatą o faktach, tylko utyskiwaniem, że jest ich ciągle za mało.
Podobnie jest ze szkołami „w chmurze” i edukacją domową. Małe gminy sygnalizują realny problem: muszą wypłacać dotacje za uczniów, którzy formalnie nie są ich mieszkańcami, ale uczą się w szkole, która jest zarejestrowana w tej gminie. Tymczasem po stronie dochodowej, w systemie podziału środków, efekt tej zmiany pojawia się z opóźnieniem. Dla dużego miasta to nie stanowi wyzwania, ale dla małej gminy to obciążenie które potrafi nadwyrężyć lokalny budżet. Skoro jest spójna infrastruktura danych, należy z niej efektywnie skorzystać.
Paradoks polega na tym, że gotowy mechanizm już jest. W przedszkolach. Tam od lat funkcjonuje system rozliczeń międzygminnych: jeżeli dziecko chodzi do przedszkola poza gminą zamieszkania, gminy rozliczają się między sobą. Wystarczyłoby podobną logikę, opartą na rzetelnych danych, przenieść na wyższe etapy edukacji. Nie jest potrzebna kolejna rewolucja, tylko konsekwentne wykorzystanie tego, co już działa.
Ogromny zasób
Kluczowym narzędziem, które mogłoby to umożliwić, jest System Informacji Oświatowej (SIO). To ogromny, istniejący zasób danych o szkołach, przedszkolach, uczniach, oddziałach, nauczycielach. Problem nie polega na tym, że SIO czegoś nie widzi. Problem w tym, że zbyt często jest traktowany jak cyfrowa wersja segregatora: trzeba wprowadzić dane, bo jest termin. SIO powinno być rdzeniem infrastruktury danych państwa w obszarze edukacji. Gdyby dane były spójnie powiązane, by na bieżąco monitorować, gdzie dziecko faktycznie się uczy, która gmina ponosi koszt, jakie są przepływy między samorządami, dzisiejszych sporów po prostu by się nie pojawiło. Gminy nie musiałyby opierać się na domysłach, MEN nie musiałby tłumaczyć, że „trudno oszacować skutki regulacji”, a rodzice mieliby większe zaufanie, że decyzje dotyczące ich dzieci nie są podejmowane na chybył trafił.
To prowadzi do szerszej kwestii: zarządzanie państwem to dziś w dużej mierze sztuka korzystania z danych, które już mamy. Problemem nie jest brak informacji, tylko brak dobrej praktyki analizy. Dane o demografii, migracjach, strukturze uczniów, specjalnych potrzebach, przepływach między gminami, to wszystko już jest w państwowych systemach. Brakuje natomiast zadania podstawowych pytań: – co pokazują liczby? kogo dotknie zmiana? jak wygląda to w małej gminie, a jak w dużej metropolii? czy skutki nie będą odwrotne do zamierzonych?
Proste zasady
Dobrze zaprojektowana infrastruktura danych nie służy tylko kontroli. Jest narzędziem stabilności systemu i bezpieczeństwa rodzin. Jeżeli samorządy i państwo mają wspólny, czytelny obraz sytuacji, łatwiej budować porozumienie. Jeżeli widać, jak naprawdę wygląda ruch uczniów między gminami, łatwiej jest uczciwie podzielić koszty i uniknąć konfliktów na linii duża gmina, mała gmina ościenna, edukacja samorządowa kontra niesamorządowa.
W praktyce chodzi o kilka prostych zasad. Dane, które już są, muszą być spójne i wykorzystywane do analizy, a nie tylko odhaczania obowiązku sprawozdawczego. System taki jak SIO powinien służyć nie tylko raportowaniu w górę, ale także realnemu planowaniu na dole przez samorządy i same placówki. Nowe rozwiązania prawne powinny być poprzedzone uczciwą analizą danych, a nie tylko deklaracją, że „nie ma możliwości ich oszacowania”.
Zarządzanie państwem w XXI wto umiejętność połączenia dwóch rzeczy: dobrego prawa i mądrego korzystania z informacji, które już są w zasięgu ręki. W edukacji stawką tych decyzji nie są wyłącznie wskaźniki w budżecie, ale codzienne życie dzieci i ich rodzin. Tym bardziej warto, by liczby przestały być sztuką dla sztuki, a stały się realnym wsparciem dla tych, którzy podejmują decyzje, i dla tych, którzy muszą żyć z ich skutkami.