dr Robert kościelny
dziennikarz, autor książek
Martin R. „Marty” Frankel to amerykański przestępca finansowy, który pod koniec XX w. dopuścił się serii oszustw inwestycyjnych, powodując straty rzędu setek milionów dolarów. Zatrzymany w 1999 r., w 2004 r. został skazany na 200 miesięcy więzienia.
Udowodniono mu, że firmy ubezpieczeniowe, które kupił, a następnie ograbił ich rezerwy aktuarialne, poniosły szkody finansowe w wysokości ponad 200 mln dol. Wyrok został podtrzymany w 2006 r. Wyjaśnijmy jeszcze, że w ubezpieczeniach rezerwa aktuarialna to rezerwa tworzona na pokrycie przyszłych zobowiązań ubezpieczeniowych.
Pytania bez odpowiedzi
Jak niewiele wart inwestor, zbyt sparaliżowany strachem, by handlować akcjami, mógł wyłudzić od firm ubezpieczeniowych 200 mln dol.? Jak niezdarny outsider z obsesyjnym lękiem przed zarazkami mógł sprawić, że tak wiele atrakcyjnych młodych kobiet kłóciło się o niego? Jak samotnik z Toledo w stanie Ohio mógł przeniknąć do kręgów władzy politycznej i finansowej w Waszyngtonie i Nowym Jorku, praktycznie nie ruszając się z domu? Jak Żyd z zamiłowaniem do seksu sadomasochistycznego mógł przekonać Watykan do współpracy z nim? I jak mógł to wszystko zrobić tak, by nikt tego nie zauważył?
Te pytania postawiła Ellen Pollock w książce „The Pretender: How Martin Frankel Fooled the Financial World and Led the Feds on One of the Most Publicized Manhunts in History” (+Jak Martin Frankel oszukał świat finansów i doprowadził rząd federalny do podjęcia jednej z najbardziej nagłośnionych obław w historii). Praca wydana została w maju 2002 r. „Pretender” opowiada historię niezdarnego trzydziestolatka, który wykorzystał swoje umiejętności finansowe do zbudowania skomplikowanej piramidy finansowej opartej na kłamstwach i niezwykłym talencie do wciągania w swoją sieć biznesmenów – w tym wpływowego demokratę Roberta Straussa. Skradzione miliony pozwoliły Frankelowi przekształcić się z maminsynka w korporacyjnego potentata. Stworzenie przez niego fałszywej katolickiej organizacji charytatywnej przyciągnęło uwagę księży mających bliskie powiązania z Watykanem. Jednak jego próby „zglobalizowania” prowadzonych przez siebie interesów okazały się trudniejsze i wzbudziły podejrzenia państwowych regulatorów. Jego dziwaczna ucieczka przez Europę jako zbiega ściganego przez FBI ostatecznie zakończyła się w pokoju hotelowym w Niemczech. Wiele osób zainteresowanych światem biznesu i finansów podkreślało, że Martin Frankel był kwintesencją przestępcy lat 90. ubiegłego stulecia, w których co minutę zarabiano miliony. Taką historię Martina Frankela, w ujęciu Ellen Pollock, przedstawił na swojej stronie Amazon.
Człowiek o wielu tożsamościach
28 kwietnia 1999 r., w szykownym hotelu konferencyjnym Hilton w centrum Jackson w stanie Missisipi, zebrały się, po raz pierwszy i ostatni, kluczowe postacie tego, co na papierze było ogromnym imperium filantropijnym i ubezpieczeniowym. Wśród obecnych było dwóch mieszkańców Tennessee, którzy zarządzali Franklin American Corporation, operatorem sieci firm ubezpieczeniowych w pięciu stanach. Z Rzymu przybyli dwaj starsi księża katoliccy reprezentujący fundację charytatywną, będącą właścicielem firmy Franklin, wyliczał skrupulatnie Joseph Kahn z „The New York Timesa”, w artykule o Martinie Frankelu napisanym w czerwcu 1999 r. Bez wątpienia najważniejszą osobą w tym szacownym gronie był czterdziestoczterolatek, który przedstawiał się jako genialny trader obligacji, multimilioner i miłośnik teologii katolickiej. Znali go pod różnymi nazwiskami – między innymi Eric Stevens i David Rosse, ale jego prawdziwe nazwisko brzmiało Martin Frankel. Więcej pseudonimów, pod którymi ukrywał swą tożsamość sprytny oszust finansowy, przytacza w swej dokumentacji Sąd Okręgowy Stanów Zjednoczonych dla Południowego Okręgu Missisipi. Wynika z niej, że Frankel znany był również jako Robert Guyer, David Stevens, Will Stevens, David Rossi, Mark Shuki, Martin King, Mike King, William Kok, David Ross. Z dokumentacji wynika również, że tych „nicków” musiało być więcej, jednak Sądowi Okręgowemu nie udało się ich zidentyfikować. Tego dnia w Hiltonie po raz pierwszy ukazał się osobiście tak wielu osobom obecnym na sali. Nikt z uczestników spotkania już go więcej nie zobaczył. Pan Frankel nie pojawił się następnego dnia, kiedy grupa spotkała się z regulatorami stanu Missisipi, próbując przekonać ich, że księgi rachunkowe spółek są w porządku. „Z dokumentów sądowych i wywiadów z przyjaciółmi, partnerami biznesowymi i sąsiadami wyłania się obraz pana Frankela jako bezczelnego, ale przebiegłego oszusta, którego interesy obejmowały cały świat, od Franklin w stanie Tennessee, przez ekskluzywną Lake Avenue w Greenwich w Connecticut, po Brytyjskie Wyspy Dziewicze i Watykan”, pisał żurnalista „NYT”. Kiedy Joseph Kahn, obecny redaktor naczelny „The New York Times”, opublikował obszerny tekst o Martinie „Martym” Frankelu, ów poszukiwany był właśnie listem gończym. Pan Frankel uciekł ze Stanów Zjednoczonych w maju 1999 r., gdy organy nadzoru ubezpieczeniowego z Missisipi nabrały podejrzeń odnośnie do jego działalności finansowej. Jak informowała później prasa, Frankel prywatnym samolotem poleciał do Rzymu, a następnie do Hamburga w Niemczech. Tam został aresztowany 4 września. Miał przy sobie diamenty warte miliony dolarów i 12 paszportów z różnymi nazwiskami i swoim zdjęciem. Spędził półtora roku w więzieniu w Niemczech za niezapłacenie podatku od przemycanych diamentów i posiadanie fałszywych paszportów. W 2001 r. został ekstradowany do Stanów Zjednoczonych, gdzie czekał już na niego prokurator z zarzutami o oszustwa i wymuszenia.
Dzieciństwo i młodość
Martin Frankel urodził się w 1954 r. jako syn Leona i Tilly Frankel; był czwartym dzieckiem Leona i drugim Tilly. Wychowywał się w rodzinie żydowskiej. Według wszystkich relacji był bystrym, wręcz błyskotliwym młodzieńcem. Mierzący prawie 180 cm wzrostu, był szczupły, ważył 61 kg i, jak mówią przyjaciele, był niezdarny i introwertyczny. „Nie miał wielu przyjaciół, gdy dorastał”, powiedział Bradford Dolgin, który uczęszczał z Martinem do liceum Whitmer w Toledo. „Był dość ekscentryczny”, to kolejna opinia o młodym Frankelu. Mimo swojej wysokiej inteligencji, przyjaciele i wykładowcy twierdzą, że Martin miał problemy z dokończeniem tego, co zaczął. Wydawał się mieć fobię na punkcie egzaminów i rzadko oddawał prace zaliczeniowe. Ukończył liceum w Toledo w trzy lata, będąc jednym z najlepszych w swojej klasie. Jednak pomimo uczęszczania na zajęcia na uniwersytecie w Toledo pod koniec lat 70. i na początku lat 80., nigdy nie uzyskał dyplomu. To właśnie w czasie studiów pan Frankel zakochał się w Wall Street. Nikt dokładnie nie wie, co wzbudziło jego zainteresowanie inwestycjami, ale pasja pana Frankela do finansów wkrótce pochłonęła go bez reszty. „Marty był kimś w rodzaju majstra do wszystkiego, ale w niczym nie był mistrzem” – powiedział George J. Windau, przyjaciel ze studiów. „A potem stał się mistrzem w jednej dziedzinie: na giełdzie, w towarach i walutach”. Dziennikarz Karl Greenfeld pisał w „Time” latem 1999 r., czyli jeszcze przed aresztowaniem Frankela przez Niemców, że dość niepozorny z wyglądu i z nieśmiałym a jednocześnie elokwentnym usposobieniem, Frankel potrafił sprawiać wrażenie posiadacza tajemnej wiedzy, która dodawała siły jemu i jego klientom. „To najbardziej niepozorny facet, jakiego można sobie wyobrazić” – mówi Jeff Creamer, prawnik z Toledo, który reprezentował dwie pierwsze ofiary Frankela. „To, w połączeniu z czymś, co wydaje się być einsteinowskim oddaniem dla świata finansów, sprawiało, że [ludzie] uważali, iż oto znaleźli finansowego geniusza” – dodał Creamer.
Genialnie udawał geniusza finansowego
Według opinii Greenfelda, nie ma nic bardziej mylnego niż nazwanie Frankela „geniuszem finansowym”, przynajmniej w sensie fenomenalnego zarządzania funduszami. Bowiem pan Frankel dwukrotnie oblał egzamin maklerski. „A jako trader w LaSalle Street Securities, firmie z Chicago, okazał się zbyt nieśmiały do tej pracy – chirurg boi się ostrych narzędzi”, pisał Greenfeld. „Dzwoniłem do niego rano i mówiłem: >Marty, zrób transakcję!<” – wspomina Ted Bitter, były klient Frankela. „Oddzwaniałem do niego po południu, a on i tak tego nie zrobił”. Jego własny fundusz, Frankel Fund, przyciągnął w sumie trzech inwestorów i uwagę Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC), „gdy Frankel ujawnił zdumiewającą niezdolność do odróżniania własnych pieniędzy od pieniędzy klientów. Po tym, jak SEC dowiedziała się o jego kolejnym przedsięwzięciu, Creative Limited Partners, Frankelowi zakazano handlu papierami wartościowymi w imieniu inwestorów”, pisał „Time”. Dziennikarz tego magazynu tak podsumował tę część dziejów operacji finansowych pana Frankela: „Jeśli Frankel wyciągnął lekcję ze swoich nieudanych funduszy, to taką, że klienci nalegają na odzyskanie swoich pieniędzy. Stąd musiał znaleźć klientów, którzy nie będą tak wymagający. Co więcej, gdyby udało mu się w jakiś sposób zostać jednocześnie klientem i menedżerem finansowym, mógłby stworzyć naprawdę opłacalny przekręt. Wtedy do akcji wkroczyły firmy ubezpieczeniowe”. Przyjmując nową tożsamość, jako Eric Stevens nawiązał kontakt z Sonią Schulte, żoną swojego byłego szefa z LaSalle Street, i wtedy też usłyszał o kłopotach firmy ubezpieczeniowej w Tennessee, Franklin American Life. W 1991 r., mając pieniądze z zaniedbanych przez siebie funduszy inwestycyjnych i kilka wątpliwych akredytyw, założył Thunor Trust jako wehikuł do przejęcia Franklin. Thunor był zarządzany przez dwóch biznesmenów z Nashville, którzy również twierdzą, że padli ofiarą oszustwa. Frankel następnie wykorzystał aktywa Franklin American do zakupu co najmniej dziesięciu innych firm ubezpieczeniowych na Południu i Środkowym Zachodzie. Słabo regulowane firmy ubezpieczeniowe, takie jak Franklin American, które sprzedawały głównie polisy pogrzebowe, były idealnym celem dla oszustów: pobierają regularne składki gotówkowe, które powinny być rozważnie inwestowane i wypłacane dopiero w momencie wymagalności polis. Zamiast tego składki były inwestowane w Liberty National, firmę handlową założoną i kontrolowaną przez Frankela. Z Liberty National Frankel wydał oświadczenia, w których zapewniał zarządców firm ubezpieczeniowych o fantastycznych zyskach z amerykańskich obligacji skarbowych. W międzyczasie pan Martin przelał pieniądze, aż 915 mln dol., na szereg zagranicznych kont bankowych i na skomplikowaną sieć podmiotów, którą później bardzo długo rozpracowywali federalni śledczy. Ale jak to się stało, że ten nieudolny człowiek, któremu Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) zakazała mu działalności inwestycyjnej, był w stanie przejąć kontrolę nad towarzystwami ubezpieczeniowymi, zwłaszcza że praktycznie nie miał żadnych aktywów? Komisarz ds. ubezpieczeń w Oklahomie, Carroll Fisher, był równie zaskoczony jak wszyscy, którzy zapoznali się z tematem. „Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać” – powiedział. „Nie potrafię sobie wyobrazić, jak jedna osoba mogła wejść w posiadanie takiej fortuny”. Można chyba bezpiecznie założyć, że odpowiedź leży w niezwykłej inteligencji pana Martina Frankela, którą, niestety dla siebie i innych, postanowił wykorzystać do złych celów. W jednym z materiałów sądowych czytamy „Frankel, za pomocą oszukańczych pozorów, oświadczeń i obietnic, uzyskał kontrolę nad płynnymi aktywami i wpływami ze składek ubezpieczeniowych towarzystw ubezpieczeniowych poprzez przejęcie tych towarzystw, reasekurację lub inne umowy. Następnie systematycznie rabował i prał aktywa przejętych towarzystw, między innymi przenosząc je na kontrolowane przez siebie konta bankowe w Szwajcarii”. Ten sam dokument wylicza towarzystwa ubezpieczeniowe, które pan Frankel, mówiąc kolokwialnie, wykiwał. Towarzystwa ubezpieczeniowe, które padły ofiarą oszustwa Frankela, to: Franklin American Life Insurance Company („FAL”) z siedzibą w Tennessee; International Financial Services Life Insurance Company („IFS”) z siedzibą w Missouri; Farmers & Ranchers Life Insurance Company („FRL”) z siedzibą w Oklahomie; Old Southwest Life Insurance Company („OSL”) z siedzibą w Arkansas; Franklin Protective Life Insurance Company („FPL”) z siedzibą w Mississippi; Family Guaranty Life Insurance Company („FGL”) z siedzibą w Mississippi; oraz First National Life Insurance Company of America („FNL”) z siedzibą w Mississippi.
Druga twarz pana Frankela
Jak na osobę nieśmiałą i samotnika pan „Marty” Frankel poczynał sobie śmiało i zupełnie nie jak odludek. „Time” przekazał nam garść informacji o tym co robił nasz bohater-hochsztapler, gdy nie musiał udawać kogoś, kim nie jest. Przede wszystkim łupił, ale to już wiemy. Co jeszcze czynił Frankel, gdy był sobą? W 1991 r., mniej więcej w tym samym czasie, gdy rozpoczął działalność w branży ubezpieczeniowej, przeprowadził się do zamożnej dzielnicy w Greenwich w stanie Connecticut. Tam nabył nieruchomości przy Lake Avenue w Greenwich, a konkretnie dom nr 881 przy Lake Ave i 889 przy tejże ulicy, które służyły jako schronienie dla jego pracowników podczas działalności przestępczej. Pierwszą nieruchomość kupił za 3 mln dol., druga było nieco tańsza – kosztowała 2,6 mln. Za obie zapłacił gotówką. Według współpracowników i sąsiadów, pan Frankel przekształcił swój dom w pełnoprawną salę transakcyjną z 80 komputerami, antenami satelitarnymi i bezpośrednim połączeniem z Nowojorską Giełdą Papierów Wartościowych. Później kupił kolejną rezydencję w tej okolicy. Można powiedzieć, że „Marty” upodobał sobie pracę zdalną. Pewnego popołudnia w sierpniu 1997 r. jeden z mieszkańców usłyszał krzyki kobiety dochodzące z nieruchomości przy Lake Avenue. Wydawało się, że źródło hałasu znajduje się w domu o numerze 881 należącym do samotnego sąsiada, którego mieszkańcy znali jako Martina Kinga, co było kolejnym pseudonimem pana Frankela. Wezwana do posiadłości policja znalazła Francescę Burge, krępą 22-latkę, leżącą martwą na ziemi przed domem. Zgon uznano za samobójstwo. Kilka dni później prawnik gazety „Couriers”, Gregory Saum, poinformował Agencję ds. Zwalczania Narkotyków (DEA) o śmierci w domu przy Lake Avenue, obawiając się, że mogła ona mieć związek z działalnością narkotykową. Agenci DEA przeprowadzili dochodzenie, ale najwyraźniej nie przyniosło ono żadnych efektów. Incydent ten jest jednym z wielu dziwacznych wydarzeń, które miały miejsce w domach Frankela przy Lake Avenue przez większość lat 90., kiedy to pan Frankel wykorzystywał skradzione, jak twierdzi teraz rząd, pieniądze na wystawne życie. Wywiady z osobami, które go znały i odwiedzały jego domy, malują dość smutny obraz samotnika i paranoika, obsesyjnie dbającego o swoje bezpieczeństwo fizyczne. Trudno tak do końca ufać ludziom, którzy znali przestępcę, korzystali z jego gościnności, a może nie tylko z gościnności, może ze szczodrości również – a teraz, chcąc zdystansować się od niego i zatrzeć niemiły i w tej sytuacji dwuznaczny fakt znajomości z Martinem Frankelem, malują dość niesympatyczny obraz tego człowieka. Według relacji współpracowników Martin Frankel przeszukiwał Internet oraz zamieszczał ogłoszenia w prasie skierowane do pań chętnych umówić się z nim na randkę. Niektóre randkujące z nim kobiety pochodziły z odległych miejsc, takich jak Szwajcaria, Alaska i Rosja. Kilka z nich zamieszkało w domach w Greenwich, które pan Frankel wynajmował im za cenę od 4000 do 10 000 dolarów miesięcznie, według taryf ustalonych przez lokalnych agentów nieruchomości.
Paranormalne zainteresowania i inne dziwactwa
Oprócz astrologii i wróżbiarstwa, o czym jeszcze wspomnimy, Martin Frankel miał również inne „paranormalne” zainteresowania. Pornografia i fetysze seksualne były dominującymi elementami jego domu. Według raportów policyjnych, podczas przeszukania domu po śmierci pani Burge, funkcjonariusze znaleźli skórzany bat, liny oraz sadomasochistyczną literaturę i filmy o takiej tematyce. Podobne przedmioty policja znalazła w dniach po zaginięciu pana Frankela, a także szereg pornograficznych kaset wideo. Według osób, które je widziały, na komputerach rozrzuconych po domu znajdowały się zdjęcia o charakterze seksualnym pobrane z Internetu. Kiedy policja przesłuchiwała go w sprawie śmierci pani Burge, otwarcie mówił o tym, jak znajdował kobiety w ogłoszeniach towarzyskich, zapraszał je do siebie i często płacił im za mieszkanie z nim lub w pobliżu jego posiadłości. „Dziewczyny nie otrzymują pensji, ale daję im pieniądze, kiedy ich potrzebują” – powiedział policji. Znajomi opisywali pana Frankela jako kompulsywnego gadułę, który przeskakiwał z tematu na temat, raz rozwodząc się nad astrologią i „kosmosem”, a innym razem omawiając zawiłości rynku nieruchomości w Greenwich. Wierzył w feng shui, chińską praktykę układania przedmiotów w taki sposób, aby harmonizowały z siłami duchowymi. Świadkowie zeznali, że często wybierał daty o znaczeniu astrologicznym, aby podejmować decyzje. Gdy władze zaczęły ścigać jego przestępczy proceder, Frankel polegał na horoskopach, aby znaleźć odpowiedzi na pytania takie jak „Czy mnie złapią?” i „Czy pójdę do więzienia?”. Dziennikarka Vesny Jaksic pisała w lokalnym „Greenwich Time”, że kilku byłych współpracowników Frankela mówiło o jego potrzebie izolacji. Twierdzili, że kiedy przebywał w swoim pokoju transakcyjnym, nikt nie mógł mu przeszkadzać. W jednej z notatek Frankel przypomniał swoim pracownikom, aby nie wdawali się z nim w pogawędki ani nie witali się na korytarzu. „Nikomu nie wolno było na niego patrzeć ani się z nim witać, chyba że on sam się z nim umówił” – zeznała jedna z pań zatrudnionych w posiadłości przy Lake Avenue.
Fundacja i Wyspy Dziewicze
Ponownie sięgnijmy do wiadomości zebranych i przedstawionych w „Time” przez Karla Greenfelda. „Po upieczeniu tortu pełnego oszustw, Frankel postanowił dodać wisienkę na tym torcie, zakładając fundację charytatywną mającą powiązania z Watykanem”. Za pośrednictwem znanego nowojorskiego prawnika, Thomasa Bolana, Frankel spotkał się z księdzem Peterem Jacobsem. Jacobs przedstawił Frankela prałatowi Emilio Colagiovanniemu, urzędnikowi watykańskiemu. Frankel nawiązał relacje z Colagiovannim i założył Fundację Św. Franciszka z Asyżu, zarejestrowaną na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych w 1998 r., aby oszukać organy regulacyjne co do źródła pieniędzy, których używał do kupowania firm ubezpieczeniowych – jak wynika z dokumentów sądowych. Greenfeld pisał, że Fundacja okazała się zgubna dla Frankela, bowiem jej rejestracja na Brytyjskich Wyspach wzbudziła czujność amerykańskich organów regulacyjnych, które od tego czasu zaczęły bacznie przyglądać się operacjom finansowym Martina. Colagiovanniego aresztowano 30 sierpnia 2001 r. w Cleveland w stanie Ohio. W pozwie napisano, że Colagiovanni zgodził się wykorzystać Fundację Monitor Ecclesiasticus i jej konto w banku watykańskim do współpracy z Fundacją Św. Franciszka oraz do poręczenia działalności charytatywnej Frankela przed organami regulacyjnymi. W zamian Colagiovanni miał otrzymać 5 mln dol. na projekty charytatywne, jak wynika z akt sądowych. Sędzia federalny w Connecticut ukarał Colagiovanniego grzywną w wysokości 15 tys. dol. i skazał go na karę w zawieszeniu w 2002 r. W tym samym roku otrzymał wyrok w zawieszeniu w związku z zarzutami stanowymi w Missisipi, po tym jak prokuratorzy stwierdzili, że współpracował ze śledczymi.
Koniec kariery oszustów
W maju 2002 r. Frankel przyznał się do 24 zarzutów federalnych dotyczących oszustw związanych z papierami wartościowymi, oszustw telekomunikacyjnych oraz powiązanych z nimi wymuszeń i fałszerstw. Piętnastu wspólników Frankela, w tym Sonia Schulte, również przyznało się do udziału w przestępstwach. Według relacji dziennikarki „TNYT” Alison Leigh Cowan „Najbardziej kuriozalne 45 minut miało miejsce, gdy sędzia pozwolił panu Frankelowi przemawiać przed sądem. Wykorzystał tę okazję, by wyrównać stare porachunki, zacytować Biblię, opowiedzieć dowcip i prosić o łagodniejszy wyrok. Powiedział, że większość jego przewinień wynikała z miłości do współspiskowczyni, Sonii Howe [primo voto Schulte], i chęci zarobienia wystarczająco dużo pieniędzy, by uchronić jej dwójkę dzieci przed krzywdą”. Poza tym Frankel poprosił sędziego o wzięcie pod uwagę, że odstraszanie nie powinno być czynnikiem decydującym o jego wyroku, ponieważ „jeśli ktoś jest chory psychicznie, nie należy go karać, ponieważ nie powstrzyma to innych chorych psychicznie przed popełnianiem takich samych czynów”. Martin Frankel został zwolniony z więzienia 27 października 2016 r. Pani Sonia Howe otrzymała wyrok czterech lat więzienia federalnego za udział w praniu pieniędzy i wymuszenia.