Michael Milken i Iwan Boesky czyli szalone lata 80. na Wall Street
dr Robert kościelny
dziennikarz, autor książek
Lata 80. na Wall Street były czasem wielkiego boomu inwestycyjnego, ryzyka, ogromnych fortun i chciwości. Właśnie wtedy na scenie pojawili się Michael Milken i Ivan Boesky, czyli dwie postacie, które stały się symbolami finansowej potęgi, ale też wielkich afer giełdowych.
Mówi się, że takie postacie jak Michał Milken (1946) i Iwan Boesky (1937-2024) mogły pojawić się tylko na Wall Streat, tylko w latach 80. ubiegłego wieku w czasie wielkiego boomu inwestycyjnego. Tylko wtedy mogły zadziwić świat biznesu tym, czym w rzeczy samej zadziwiły. Dziennikarka Bernadette Zbicki-Heiney w obszernym artykule na temat biznesmena i finansisty zauważyła: „Milken nie tylko uosabiał inwestora z Wall Street lat 80., ale także symbolizował amerykański kapitalizm i chciwość lat 80. Ten niezwykle inteligentny finansista trafił na Wall Street jako outsider w latach 70. i dzięki pracowitości oraz obsesji na punkcie zarabiania pieniędzy na nowo zdefiniował stereotyp karierowicza z Wall Street, charakterystyczny dla Ivy League”.
Nikt mu nie odmówi pracowitości i przenikliwości
„Finanse mogą zmienić świat i stworzyć miliony miejsc pracy poprzez wspieranie ludzi posiadających zdolności” – to słowa Michała Milkena, które zapewne trudno zakwestionować. Największą i najlepszą inwestycją jest wyłożenie pieniędzy na rozwój talentów ludzi zdolnych i pracowitych.
Michał Milken to człowiek wykształcony. Świadczą o tym: licencjat z nauk ścisłych, otrzymany na słynnym i prestiżowym Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley; tytuł magistra zarządzania biznesem, zdobyty na Uniwersytecie Pensylwanii, należącym do elitarnej Ligii Bluszczowej. Pan Milken to również człowiek bardzo inteligentny, co należy podkreślić. Bowiem wykształcenie wyższe wykształceniem wyższym, nawet zdobytym w renomowanych murach uniwersyteckich, a wybitne umiejętności rozumowania to nierzadko zupełnie inna sprawa. Podobnie rzecz się ma ze stopniami i tytułami naukowymi. Tak więc Michał Milken to nieszablonowa postać, nic też dziwnego, że się nią zajmujemy. Bowiem każdy Czytelnik, który zaszczycił mnie, nie po raz pierwszy, zainteresowaniem mymi opowieściami o przestępstwach białych kołnierzyków, wie, że zajmujemy się w tym miejscu tylko umysłami błyskotliwymi, ale ad rem.
Michał Milken urodził się w żydowskiej rodzinie z klasy średniej i wychowywał się u rodziców w Los Angeles. „Wyjątkowo inteligentny, Milken już we wczesnym wieku odkrył, że ma zarówno fotograficzną pamięć, jak i zainteresowanie matematyką i finansami” – pisze cytowana wyżej Bernadette Zbicki-Heiney, amerykańska naukowiec zajmująca się informacją, w tekście „Finansista Michał Milken oskarżony o wymuszenia i oszustwa”, opublikowanym w 2022 r., który możemy znaleźć na portalu EBSCO, wiodącego dostawcy naukowych baz danych.
Założyciel królestwa obligacji śmieciowych
W 1969 r., podczas studiów w Szkole Finansów Whartona na Uniwersytecie Pensylwanii, Milken dołączył do banku inwestycyjnego Drexel Burnham Lambert. Dwa lata później został szefem działu obrotu obligacjami. Pozostał w Drexel Burnham Lambert przez 17 lat, w tym czasie żywo zainteresował się obligacjami śmieciowymi. Czym one są? Business Insider wyjaśnia, że takie obligacje to dłużne papiery wartościowe o wysokim ryzyku niewypłacalności. Emitują je firmy znajdujące się w słabej kondycji finansowej. Dlaczego ludzie je, mimo wszystko, kupują? Bo emitenci oferują znacznie wyższe oprocentowanie niż w przypadku obligacji bezpiecznych, aby zrekompensować inwestorom ryzyko utraty kapitału.
Milken uważał, że obligacje śmieciowe mogłyby być sprzedawane małym firmom, które nie miały historii kredytowej i były mocno zadłużone. Celując w tego rodzaju firmy, mógł potencjalnie zarobić dużo pieniędzy, ponieważ obligacje śmieciowe, jak wspomnieliśmy, byłyby emitowane po wyższym oprocentowaniu niż obligacje konwencjonalne. Te wyższe oprocentowania, przyciągające klientów, przynosiły Milkenowi większe zyski. Krótko mówiąc, sprytny kombinator sprzedawał ludziom nadzieję (wysokie oprocentowanie) za „twardy” pieniądz. Strategia obligacji śmieciowych okazała się tak skuteczna, że w 1976 r. Milken zarabiał ponad 5 mln dol. rocznie, dowiadujemy się z tekstu Bernadetty Zbicki-Heiney.
Obrana przez Milkena „śmieciowa droga biznesowa”, w której nieśmieciowe były jedynie pieniądze klientów zwabionych dużym oprocentowaniem, doprowadziła go do ogromnego bogactwa i znaczącego wpływu na Wall Street w latach 80., zmieniając krajobraz finansów korporacyjnych i umożliwiając wykupy lewarowane – czytamy we wzmiankowanym artykule opublikowanym na EBSCO. „Wykup lewarowany (LBO) to wykup wspomagany długiem albo wykorzystujący środki zewnętrzne przy przeprowadzaniu transakcji finansowej. Wykup lewarowany jest to więc przejmowanie firm przez grupy inwestorów, które dokonują tego za pieniądze pochodzące głównie z kredytu lub obligacji (zazwyczaj 60-90 proc.). Ich wkład własny wynosi co do zasady jedynie 15-25 proc. W celu uzyskania kredytu firma nabywająca udziały zabezpiecza pożyczony kapitał nabytymi akcjami w przejętej spółce” – podaję za Business Insiderem.
Żył, ale też dał żyć innym
Do 1978 r. Drexel Burnham Lambert wyemitował obligacje śmieciowe o wartości około 439 mln dol., a Milken wkrótce zyskał sławę króla obligacji śmieciowych z Wall Street. Na początku lat 80. inwestorzy zaczęli również wykorzystywać obligacje śmieciowe do finansowania wykupów lewarowanych (LBO). Do 1985 r. rynek obligacji śmieciowych na Wall Street był wart ponad 100 mld dol.
W naszej opowieści skorzystajmy teraz z „Forbesa”. Magazyn pisze: „Począwszy od końca lat 70., Milken zdominował Wall Street, odkrywając, że obligacje upadłych aniołów i obligacje o niższym ratingu zapewniają wystarczająco dużo dodatkowej rentowności, aby z nawiązką zrekompensować ich wyższy wskaźnik niewypłacalności, tworząc ogromne możliwości inwestycyjne”. Tu na chwilę znów muszę przerwać narrację o Milkenie, bo winien jestem Czytelnikowi wyjaśnienie terminu „upadłe anioły”. Jacek Ramotowski, dziennikarz zajmujący się rynkami finansowymi, wyjaśnia: „Upadłe Anioły to korporacje, które wskutek kryzysu straciły inwestycyjną ocenę wiarygodności kredytowej”.
Więc Milken, dzięki wzmiankowanemu odkryciu pod koniec lat 70. XX w., przekształcił Drexel Burnham z drugoplanowego banku inwestycyjnego w „epicentrum finansowego wszechświata”, a oddział Milkena w Beverly Hills przynosił mu dochód przekraczający 500 mln dol. rocznie. Znów sięgamy do „Forbesa”, który zauważa, że „Drexel stał się fabryką obligacji o niskim ratingu, emitując dług, który wspierał całe pokolenie finansistów, od T. Boone’a Pickensa i Henry’ego Kravisa po Carla Icahna, pragnących przejąć blue chipy od RJR Nabisco po Gulf Oil i TWA”. Blue chipy to akcje największych, najbardziej stabilnych i renomowanych spółek giełdowych o ugruntowanej pozycji rynkowej. Charakteryzują się dużą kapitalizacją, wysoką płynnością oraz zdolnością do generowania zysków w różnych warunkach ekonomicznych. Często wypłacają regularne dywidendy i są uważane za bezpieczniejsze inwestycje.
W latach osiemdziesiątych 70 proc. procent rynku obligacji śmieciowych było kontrolowany przez Drexela Burnhama Lamberta. W tym czasie rosły też dochody Milkena. Jego wynagrodzenie w 1987 r. wyniosło ponad 550 mln dol., a w ciągu czterech lat wzrosło do ponad miliarda dolarów.
Śmieci zaczynają cuchnąć
Czy to nie wzbudziło podejrzeń? Investopedia pisze, że i owszem. Przede wszystkim liderzy Wall Street zastanawiali się, jak Drexel Burnham Lambert mógł pozwolić jednemu dyrektorowi na zdobycie nieuregulowanej władzy. „Tak nadzwyczajne dochody nieuchronnie rodzą pytania, czy w funkcjonowaniu naszego systemu finansowego nie ma czegoś nierównego” – powiedział David Rockefeller, emerytowany prezes Chase Manhattan Bank. „Trzeba się niepokoić, gdy normy akceptowane przez lata nagle ulegają tak wielkiemu wypaczeniu”. David Rockefeller na pewno wiedział, co mówi, ale my tutaj nie o przenikliwości i praworządności Rockefellera, tylko o wyczynach pana Milkena.
Zbicki-Heiney pisze w swoim artykule, że przez całe lata 80. amerykańska Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) uważnie śledziła interesy Milkena na Wall Street, aż w końcu wyśledziła. 4 listopada 1986 r. funkcjonariusze federalni aresztowali Iwana Boesky’ego, maklera giełdowego z Wall Street, którego przyłapano na handlu poufnymi informacjami. Okazało się, że Boesky, znany z pozornie nadprzyrodzonej zdolności przewidywania przejęcia firm, płacił informatorom za wcześniejsze przekazywanie mu wieści o fuzjach i podobnych sprawach. Boesky, chcąc ratować skórę, zawarł ugodę z SEC i oskarżył Milkena o udział w kilku nielegalnych transakcjach finansowych. Obejmowały one handel poufnymi informacjami, nielegalne przejęcia, oszustwa i manipulacje giełdowe. „Iwan Boesky wyniósł handel informacjami poufnymi do rangi sztuki” – pisał Haaretz, kilkanaście lat później przypominając czytelnikom postać Iwana Boesky’ego.
W 1987 r. James B. Stewart, reporter „The Wall Street Journal”, rozpoczął śledztwo w sprawie krachu giełdowego z tego samego roku. Stewart otrzymał Nagrodę Pulitzera w 1988 r. za dziennikarstwo śledcze, a jego książka „Den of Thieves” (Jaskinia złodziei), szczegółowo opisująca przestępstwa na giełdzie, została opublikowana w 1991 r. „Książka ta pozostaje niezwykle kontrowersyjna i stała się obiektem ataków zwolenników Milkena” – pisze Bernadetty Zbicki-Heiney. Bowiem Milken miał swoich zwolenników, nawet po wykryciu i ujawnieniu opinii publicznej jego machlojek, ale o tym nieco później, pod koniec właściwie. Teraz o Boesky’em. Iwan Boesky, czyli kto?
Iwan Frederick Boesky urodził się w Detroit w 1937 r. w rodzinie rosyjsko-żydowskich imigrantów. „Boesky powiedział, że pracowitości nauczył się od ojca, który prowadził trzy sklepy delikatesowe” – pisał Voice of America (VoA), przypominając postać byłego maklera giełdowego przy okazji podania informacji o jego śmierci w maju 2024 r.
Iwan Boesky był niegdyś uważany za jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych ryzykantów na Wall Street, wspomina VoA. Po zmarłej teściowej odziedziczył majątek wynoszący 700 tys. dolarów. Dzięki sprytowi i zamiłowaniu do ryzyka pozyskane pieniądze przekształcił w fortunę szacowaną na ponad 200 mln dol., co zapewniło mu miejsce na liście 400 najbogatszych Amerykanów magazynu „Forbes”.
„Choć zazwyczaj pracował po 18 godzin dziennie, srebrnowłosy i szczupły Boesky wiódł również wystawne życie. Nosił markowe ubrania, podróżował limuzynami, prywatnymi samolotami i helikopterami, a swoją rezydencję o powierzchni ok. 900 m² w hrabstwie Westchester przebudował, nadając jej styl nawiązujący do Monticello” – czytamy na stronie internetowej VoA. Wyjaśnijmy, że Monticello to posiadłość Thomasa Jeffersona (1743-1826), trzeciego prezydenta Stanów Zjednoczonych, położona w Charlottesville, w stanie Wirginia. W latach 80. ubiegłego wieku Monticello zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Boesky był arbitrażystą, osobą podejmującą ryzyko, która zarobiła miliony, obstawiając akcje uważane za cel przejęć korporacyjnych. Jednak niektóre z jego wskazówek pochodziły z działów fuzji i przejęć firm Drexel Burnham Lambert Inc. i Kidder, Peabody & Co. Dennis Levine z Drexel i Martin Siegal z Kidder, Peabody przekazali Boesky’emu poufne informacje w zamian za obiecaną część zysków w wysokości 1 proc. lub 5 proc.
„W 1986 r. zaczął zaciskać się krąg podejrzeń wokół Iwana Boesky’ego. W maju bankier z Drexel, Dennis Levine, został oskarżony o handel poufnymi informacjami, a prokuratorzy federalni odkryli nazwisko Boesky’ego w jego notatkach jako adresata nielegalnych informacji. Młody i ambitny Rudolf Giuliani, ówczesny prokurator federalny w Południowym Dystrykcie Nowego Jorku, deptał Boesky’emu po piętach” – pisał Steve Brown ze Star Compliance, dodając, że „Grupa zajmująca się handlem informacjami poufnymi, w skład której wchodzili Boesky, Milken, Siegel, Levine i inni doprowadziła do przyjęcia przez Kongres USA i Komisję Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) ustawy z 1988 r. o oszustwach i egzekwowaniu przepisów w zakresie handlu informacjami poufnymi („ITSFEA”).
Po oskarżeniu o handel informacjami poufnymi Boesky nawiązał współpracę z prokuratorem Rudolphem Giulianim, aby uzyskać łagodniejszy wyrok. Działając trochę tak jak Adam Michnik swego czasu podczas „rozmowy biznesowej” z Lwem Rywinem, Boesky potajemnie nagrał trzy rozmowy z Michałem Milkenem. Boesky ostatecznie zapłacił grzywnę w wysokości 100 mln dol. i spędził 20 miesięcy w kalifornijskim więzieniu o zaostrzonym rygorze, nazywanym „Club Fed”, począwszy od marca 1988 r.
Po aresztowaniu Boesky’ego szeroko rozeszły się pogłoski, że podczas przemówienia na zakończenie roku akademickiego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley w 1985 lub 1986 r. powiedział studentom biznesu: „Chciwość jest w porządku, nawiasem mówiąc. Chcę, żebyście o tym wiedzieli. Uważam, że chciwość jest zdrowa. Można być chciwym i nadal czuć się dobrze z samym sobą”.
Boesky stwierdził jednak, że nie przypomina sobie, aby kiedykolwiek powiedział, że „chciwość jest zdrowa” i zaprzeczył innemu cytatowi przypisywanemu mu w czasopiśmie „Atlantic Monthly” z 1984 r., w którym rzekomo oświadczył, że wspięcie się na szczyt ogromnego stosu srebrnych dolarów byłoby „doświadczeniem działającym jak afrodyzjak”.
Co dalej z Milkenem?
Wróćmy do Milkena. Bernadette Zbicki-Heiney pisze, że 29 marca 1989 r., na mocy ustawy Racketeer Influenced and Corrupt Organizations (RICO), federalna ława przysięgłych przedstawiła Milkenowi 98 zarzutów wymuszeń i oszustw, a także zarzut handlu poufnymi informacjami, parkowanie akcji i unikanie płacenia podatków. Parkowanie akcji to działalność finansowa, w której inwestor ukrywa prawdziwego właściciela akcji, aby ominąć obowiązek podatkowy lub przepisy finansowe.
Zbicki-Heiney podniosła, że akt oskarżenia był szczególnie znaczący, ponieważ po raz pierwszy w historii amerykańskiego prawa ustawa RICO została zastosowana wobec osoby niezwiązanej z przestępczością zorganizowaną. Na prośbę firmy Milken zrezygnował z pracy w Drexel Burnham Lambert i założył własną firmę – International Capital Access Group.
Początkowo Milken utrzymywał, że jest niewinny, ale 24 kwietnia 1990 r. przyznał się do sześciu zarzutów naruszenia federalnych przepisów dotyczących papierów wartościowych i podatków. Zarzuty obejmowały handel poufnymi informacjami, unikanie płacenia podatków, parkowanie akcji, składanie fałszywych raportów do SEC oraz obchodzenie regulacyjnych wymogów kapitałowych. Milken nie tylko przeprosił za swoje przestępstwa, ale także przyznał przed sądem, że świadomie zmówił się z Boeskym w celu oszukania klientów finansowych. W ramach ugody Milken został skazany przez sędzię Kimbę Wood na 10 lat więzienia. Został też ukarany grzywną w wysokości 200 mln dol., zobowiązał się wpłacić 400 mln dol. na specjalny fundusz utworzony przez SEC w celu wypłaty odszkodowań swoim ofiarom oraz przyjął dożywotni zakaz działalności w sektorze papierów wartościowych.
Jednak już 2 stycznia 1993 r. Milken został zwolniony z federalnego więzienia w Pleasanton w Kalifornii, po odbyciu zaledwie 22 miesięcy z 10-letniego wyroku. Przeniesiono go do ośrodka resocjalizacyjnego, skąd został zwolniony 4 lutego. Sąd nakazał mu również wykonywanie 1800 godzin prac społecznych rocznie przez trzy lata. Po wyjściu z więzienia majątek Milkena szacowano na ponad 125 mln dol.
Miał swoich zwolenników
Nie wszyscy jednak potępili działalność Michaela Milkena. George Gilder w pracy „Telecosm: The World After Bandwidth Abundance” (2000) pisał: należy pamiętać, że „Milken był kluczowym źródłem zmian organizacyjnych, które pobudziły wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Najbardziej uderzające było podniesienie produktywności kapitału, tak jak i inni Milken uwolnił ogromne sumy uwięzione w tradycyjnych przedsiębiorstwach i umieścił je z powrotem na rynku”.
Johanna Gautier Morin w „The junk bond king scandal: Michael Milken, pioneer or criminal?” (Skandal „króla obligacji śmieciowych”: Michael Milken, pionier czy przestępca), zamieszczonym w magazynie „Entreprises et Histoire” (2020) pisała: „Oskarżenie wywołało nieoczekiwaną falę poparcia dla Milkena. W ciągu dwóch dni 90 osobistości publicznych zmobilizowało się, aby rozpocząć kampanię o wartości 150 tys. dolarów, w ramach której powstały koszulki, czapki i całostronicowe listy otwarte publikowane w «The Washington Post», «The New York Times», «The Wall Street Journal» i «The Los Angeles Times», z dumą prezentujące hasło: «Mike Milken, wierzymy w Ciebie»”.
„Przez lata utrzymywaliśmy bliskie relacje zawodowe i osobiste z Michałem Milkenem. Jego wizja umożliwiła wielu naszym firmom, naszym pracownikom i naszym społecznościom ogromny rozwój i możliwości. Jego nadrzędnym celem zawsze było służenie interesom klienta” – brzmiała jedna z opinii na temat Milkena.
Według „Forbesa” jego majątek opiewa na 7,5 mld dol. (stan na 27 kwietnia 2026 r.), co plasuje go na 509. miejscu w rankingu najbogatszych ludzi na świecie.