Człowiek, który zhakował demokrację

0
28
REUTERS-POOL-New-stock.adobe
REUTERS-POOL-New-stock.adobe

Doradca brytyjskiego premiera Borisa Johnsona, Dominik Cummings wynalazł polityczną broń masowego rażenia wyborców.

Dominic Cummings jest kimś więcej niż zwykłym doradcą brytyjskiego premiera Borisa Johnsona. Ten niespełna 49-letak (urodziny obchodzi 25 listopada) jest najpotężniejszym brytyjskim politykiem, którego władza i wpływy nie pochodzą z wyborów. Udało mu się stworzyć nowy system wpływu na politykę bazujący na wykorzystania w kampanii wyborczej tzw. Big Data, czyli wielkich zbiorów danych. Dlatego nazywają go mózgiem i architektem opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. To on znalazł grupy docelowe, które zostały poddane specjalnej reklamie politycznej adresowanej tylko do nich. Ten nowy system zarządzania kampaniami politycznymi polega na tym, że propaganda jest adresowana do konkretnych osób. Dla każdej grupy wyborców, wyodrębnionej przez analizatory danych, są inne komunikaty. Dlatego Cummings zyskał przydomek, „człowieka, który zhakował demokrację”. Tak naprawdę jednak podniósł poziom propagandy i wpływu na wyborców na niewyobrażalny poziom. To, co zrobił Cummings, bywa przez komentatorów nazywane wynalezieniem broni palnej. Nie jest to jednak dobra analogia. Broń palna przez pierwsze kilka stuleci była wolna, niecelna. Tak naprawdę większą rewolucją w zmaganiach było wynalezienie kuszy, która zaczęła przebijać pancerze. Papież Innocenty II (1130-1144) był tak przerażony śmiertelnym żniwem, jakie wśród chrześcijańskich rycerzy zbierała kusza, że zakazał jej używania. Właśnie takie przerażenie budzi dziś metoda pozyskiwania wyborców wymyślona przez Cummingsa.

Demokracja dla każdego

Rząd Johnsona działa według rad Cummingsa, a te pochodzą z analizowania danych dotyczących zachowania i poglądów wyborców. Dlatego Cummings nakazał Johnsonowi zmianę strategii walki z koronawirusem. Pierwotnie brytyjscy politycy, z właściwą sobie flegmą, olali panikę dotyczącą koronawirusa. Johnson wyszedł i powiedział coś oczywistego: „Wielu z waszych bliskich umrze wcześniej niż myśleliście. Bardzo nam przykro, niewiele możemy zrobić.” Dopiero grupy fokusowe, czyli wybrani przedstawiciele „targetów” politycznych, powiedziały Cummingsowi, że chcą silnego rządu, który działa, a nie takiego, który mówi – zgodnie z prawdą – że rząd wiele nie może zrobić. A walka z koronawirusem przy pomocy zamykania gospodarki przypomina skutecznością leczenie chorób przy pomocy upuszczania choremu krwi. Ten absurdalny sposób „leczenia” był praktykowany jeszcze w XIX w. Nie mając bowiem sposobu na leczenie większości chorób, lekarze stosowali absurdalną „terapię”, aby nie powiedzieć pacjentowi, że nie mogą mu pomóc.

„Demokracja zastępuje mianowanie zepsutej mniejszości wyborem dokonanym przez niekompetentną większość” – mawiał George Bernard Shaw, pisarz i publicysta. Z punktu widzenia sensowności, to tak jakby pilota samolotu lub kapitana statku wybierać spośród wszystkich w powszechnym głosowaniu. Cummings swoją metodą zarządzania i docierania do wyborców zachwiał podstawami demokracji. Polski polityk Janusz Korwin-Mikke mawia od dekad, że „gdyby wybory mogły coś zmienić, to zostałyby zdelegalizowane”. W tym efektownym zdaniu jest dużo przesady oczywiście, pokazuje ono jednak pewną zasadę. W demokracji rządzą bowiem wpływowe i dobrze zorganizowane mniejszości, a nie większość. Cummings przy pomocy nowoczesnych zbiorów danych jest w stanie uzyskać dla swojego rządu poparcie. Niebezpieczeństwo jego taktyki polega na tym, że daje ludziom to, czego chcą, a nie to, co jest dla nich korzystne.

Jednoosobowy departament do walki z UE

Cummings pochodzi z Durnham, miasteczka w północno-wschodniej Anglii liczącego ok. 42 tys. mieszkańców. Rodzina bardziej pasowała na wyborców lewicowych, a nie konserwatystów. W 1994 r. Cummings skończył starożytną i współczesną historię na Oxfordzie. Po studiach wyjechał do Rosji, gdzie przez trzy lata pracował (jak sam twierdzi na swojej stronie internetowej) przy siedmiu projektach. Nie lubi rozmawiać z mediami. Spekuluje się, że ma tzw. zespół Aspergera, czyli zaburzenie rozwoju, w którym brak respektu dla norm społecznych związany jest z ponadprzeciętną inteligencją. Zespół Aspergera mieli m.in. Albert Einstein i słynny wynalazca Nikola Tesla, a z obecnie znanych najlepszy szachista w historii Norweg Magnus Carlsen.

Prywatnie Cummings zaczytuje się gigantem rosyjskiej literatury Fiodorem  Dostojewskim. W polityce jako swojego idola wskazuje słynnego pruskiego, a później niemieckiego kanclerza Otto von Bismarck’a.  „Żelazny kanclerz”, jak go nazywano, nie miał specjalnych oporów w posługiwaniu się kłamstwami w polityce. Dziś ta taktyka elegancko nazywana jest fake newsami. Hasło „Cel uświęca środki”, było jego dewizą.

Po powrocie do Wielkiej Brytanii Cummings pracował przy kampanii „Nie dla euro”, mającej na celu zablokowanie wejścia do unii walutowej. W uznaniu zasług na tym polu w 2002 r. został dyrektorem strategii wyborczych partii Konserwatywnej. Miał wówczas zaledwie 31 lat. Na stanowisku utrzymał się jednak tylko osiem miesięcy, bo mówił wprost, co myśli o partyjnych zwierzchnikach. Właśnie ta otwarta krytyka partyjnych notabli sprawia, że kariera Cummingsa „wisi” w całości na woli Borisa Johnsona. Trzeba przyznać, że Cummings docenia lojalność szefa i akurat na jego temat publicznie nie wypowiada się krytycznie.

Do 2007 r. był kimś w rodzaju jednoosobowego departamentu do spraw walki z rosnącą siłą biurokracji UE. Sam uważa za największy sukces powstrzymanie wspólnej europejskiej konstytucji, która de facto oznaczała powstanie super-państwa federalnego. W 2007 r. został głównym doradcą ministra edukacji, którym był z krótką przerwą do 2014 r. Odszedł na własną prośbę i zaczął projekt z najbogatszym człowiekiem świata Jeffem Bezosem (założyciel sklepu Amazon), także diagnozowanego przez specjalistów jako mającego zespół Aspergera. Wspólnie przekonywali, że należy zbudować bazę na księżycu.

Do czynnej polityki wrócił w 2016 r. przy okazji referendum nad opuszczeniem przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Wszyscy wiedzieli, że gra w tej operacji wielką rolę, nikt jednak nie wiedział, że wówczas powstała jego unikalna metoda wykorzystania Big Data w tworzeniu strategii wyborczych, a także bezwzględnego wykorzystania fake newsów. Za takowe lewicowe media podają 350 mln funtów, która zamiast na koszty członkostwa w UE konserwatyści obiecywali wydać na służbę zdrowia. A także strasznie inwazją Turków na brytyjskie miejsca pracy po przyjęciu ich do UE…

Zróbmy wreszcie ten Brexit

To Cummings opracował ryzykowną strategię Johsona, pt. „Skończmy wreszcie ten Brext” („Get Brexit Done”). Partia konserwatywna pierwszy raz w historii swoją ofertę skierowała do lewicowego elektoratu. Efektem było największe zwycięstwo konserwatystów od ponad 80 lat (dokładnie od 1935 r.) Wcześniej podobnym chwytem wygrał kampanię w 2016 r. na rzecz wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zadecydowało chwytliwe hasło: „odzyskajmy kontrolę”. Dzięki niemu Brytyjczycy uświadomili sobie, że w UE suwerenni już nie są. Ponieważ coś takiego jak kontrola tego, co się dzieje z gospodarką i obywatelami, wydaje się być czymś pozytywnym, to wzrost poparcia dla Brexitu był gigantyczny. Po prostu utrata kontroli nad życiem na rzecz biurokracji z UE okazała się dla większości Brytyjczyków nie do zniesienia.

Johnson to genialny, charyzmatyczny polityk pochodzący z elit, ale jednocześnie mówiący do wyborców prostym, zrozumiałym językiem. Słynne było jego powiedzenie, że woli skończyć martwy w rowie, niż po raz kolejny opóźnić Brexit. Cummings to jego przeciwieństwo. Introwertyk, którego zachowanie ociera się o pogardę dla większości ludzi. Dlatego ich współpraca jest tak efektywna. Doskonale się uzupełniają, a Johnson realizuje koncepcje Cummingsa, które inni politycy by odrzucili.

Jego podejście do użycia Big Data w kampaniach wyborczych było przez większość polityków ignorowane. Przypomina się tutaj historia z XIX w., gdy nie można było przekonać lekarzy do używania środków do  dezynfekcji rąk przed operacjami. Niektórzy z nich uważali to wręcz za obraźliwe, że ktoś chce dezynfekować ręce, które ratują życie.

Mimo sukcesów fakt, że Cummings został wprowadzony do rządu jako główny doradca Johnsona, kiedy ten został premierem, był dla większości obserwatorów i uczestników polityki szokiem. Cummings to bowiem takie niesforne dziecko brytyjskiej polityki. Ktoś, z kim poważni ludzie nie powinni być widziani na salonach, bo nie wypada. Jego szorstki styl i bezkompromisowe podejście do tych, których uważa za leniwych lub słabszych intelektualnie, nie przysporzyło mu wielu fanów. Cummings stworzył sobie na zapleczu rządu własny zespół ludzi. Jednoczy ich pracą dla siebie pod hasłem walki ze „skostniałymi elitami”. Biorąc pod uwagę, że działa na rzecz partii konserwatywnej, synonimu elitarności w brytyjskiej polityce, był to wręcz szelmowskie zagranie, a być może też zwykła kpina.

W maju 2020 r.  Cummings został zaatakowany, w tym także przez niektórych polityków konserwatywnych, z powodu zarzutów, że naruszył zasady walki z epidemią wprowadzone w celu powstrzymania rozprzestrzeniania się koronawirusa. Zaprzeczył wszelkim wykroczeniom i powiedział, że nie rozważał rezygnacji.

O co chodzi z Big Data?

Big Data to po prostu olbrzymie zbiory danych dotyczące obywateli. To nowoczesna inwigilacja. To coś, co wiedzą o nas firmy, rządy i tajne służby, a czego nie wiemy o sobie. To połączenie wiedzy na temat tego, czego szukamy w internecie, z transakcjami, których dokonujemy, miejscami do których chodzimy.

Zanim Cummings zaczął wykorzystywać Big Data w kampaniach wyborczych, były one domeną banków i ubezpieczalni. To na podstawie Big Data instytucje finansowe podejmują decyzje o tym, komu dać kredyt, a komu nie. Od tych danych zależy też to, czy ktoś będzie mógł się ubezpieczyć na życie, a także jakie będzie płacił składki. Big Data powiedzą nam o człowieku to, czy ma problem alkoholowy, jest potencjalnym przestępcą, wreszcie, jak zmienić jego opinię. Cummings nie adresuje swojego przekazu do konkretnych ludzi. To niewykonalne w demokracji. Jego pomysł polega na wyszukiwaniu przy pomocy Big Data grup wyborców, do których można dotrzeć z propagandą lub do takich ludzi, którzy do tej pory czuli się lekceważeni. To dzięki tej taktyce w ostatnich wyborach Cumming dał Johnsonowi i jego konserwatywnemu elektoratowi głosy lewicowych wyborców. W ten sam sposób kiedyś w Polsce udało się Jarosławowi Kaczyńskiemu połączyć konserwatywną i narodową retorykę z socjalnym programem, który pozwolił jego partii – PiS, przejąć „sieroty” po socjalnych partiach Samoobrony i SLD.

„Demokracja jest wtedy, kiedy dwa wilki i owca głosują, co zjedzą na obiad. Wolność jest wtedy, kiedy dobrze uzbrojona owca podważa wynik głosowania” – obrazowo tłumaczył Benjamin Franklin (1706-1790), jeden z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych w XVIII w. To także jeden z idoli, których wskazuje Cummings. Franklin był „człowiekiem renesansu”. Prowadząc działalność dziennikarską otwarcie posługiwał się zmyślonymi historiami. Wydawał na przykład „Almanach biednego Richarda” (pod pseudonimem Richard Saunders) w którym zawierał przepowiednie i proroctwa. Opisał w nim też konkurencyjnego wydawcę, któremu przepowiedział śmierć „17 października 1733 r. o godzinie 15.29, w chwili koniunkcji Słońca i Merkurego”. Gdy tamten nie zmarł i nadal wydawał swój alamanach, to Franklin vel Saunders ogłosił, że jego przepowiednia się spełniła, tylko ktoś podszywa się pod zmarłego. Niektórzy widzą w użyciu fake newsów przez Franklina satyryczną próbę wykpienia wszechobecnych wówczas proroctw i wróżb, ale najpewniej chodziło w tym o dobrą zabawę i biznes. To, co Cummingsa ujmuje w Bismarcku i Franklinie, to właśnie nieukrywana pogarda dla możliwości percepcji większości ludzi i wykorzystywanie tego bez skrupułów.

Franklin doskonale zdawał sobie sprawę z politycznej siły fake newsów i czarnego public relations. W 1782 r. wydrukował „Suplement do Niezależnej Kroniki Bostonu”. Zawierał on wstrząsającą historię o tym, że brytyjska rodzina królewska i wpływowe rody kupują od amerykańskich Indian skalpy i inne trofea z ludzi, także te zdzierane z kobiet i małych dzieci. Był to klasyczny fake news propagandy wojennej, bowiem od 1775 r. do 1783 r. Amerykanie walczyli z Wielką Brytanią o niepodległość. Fake news Franklina zjednał mu przychylność europejskiej opinii publicznej.

Cummings dziś swoją taktyką doprowadził do tego, że demokracja zaczyna działać wbrew interesowi elit. Do tej pory traktowały one demokrację jako nieszkodliwe igrzyska, które co jakiś czas trzeba robić, aby pozostać przy władzy. O tym bowiem, kto będzie miał władzę, nie decydowali wyborcy, ale właśnie elity i rozmaite tajne stowarzyszenia. Dzięki wykorzystaniu Big Data wyborcy mogą być pozyskiwani wbrew elitom. To one bowiem, monopolizując wpływ na środki masowego przekazu, de facto kontrolowały demokratyczne wybory.

Stąd bezpardonowa próba zniszczenia w maju Cummingsa. Zarzuty o to, że złamał zasady walki z epidemią były od początku naciągane. Oskarżono go, że podróżował  z żoną i synem do rodziców, chociaż jego małżonka zdradzała objawy koronawirusa. Skandal wypromował lewicowy dziennik „The Guardian”. Bronił go osobiście premier Johnson, który uznał, że Cummings działał „rozsądnie i legalnie”, że troszczył się o bezpieczeństwo i zdrowie czteroletniego syna. Sam Cummings wyszedł do dziennikarzy i z właściwą sobie butą oświadczył, że niczego nie żałuje. Odmówił też, co zrozumiałe, podania się do dymisji. Nagonka szybko ustała, kiedy okazało się, że za Cummingsem murem stoi premier Johnson.

Na pewno nie była to ostatnia próba jego zniszczenia. Dla brytyjskich elit usunięcie Cummingsa zaczyna być traktowane jako „punkt honoru” i pokazaniem tym samym wszystkim potencjalnym następcom, że bunty przeciwko elitom prowadzą do końca karier politycznych. To komunikat, że elity, wcześniej czy później, ukarzą buntownika. Do tych, którzy mogli by pójść w ślady Cummingsa, kierowana jest oferta, aby „nie sikali do namiotu elit”, ale weszli do środka i stali się częścią systemu.

Egzekucja polityczna Cummingsa, nawet jeśli dojdzie do skutku, nie zatrzyma końca demokracji, którą znamy. Demokracji, która tak naprawdę była oligarchią, czyli władzą nielicznych. Dziś mało kto poza zawodowymi historykami i specjalistami od nauk politycznych wie, że demokracją w starożytnej władzy nazywano takie rządy, które były sprawowane przez obywateli w głosowaniach na placu, agorze. Gdy liczba obywateli państwa-miasta była tak duża, że nie mieścili się na placu, to młodych zmuszono do odejścia i założenia swojego miasta. W myśl zasady, że demokracja może funkcjonować tylko wtedy, gdy rządzeni podejmują decyzję w powszechnym głosowaniu. Taki system dziś funkcjonuje w Szwajcarii, gdzie władza pyta się o decyzję obywateli praktycznie w każdej ważnej sprawie.

Ci politycy, którzy pierwsi zaczną korzystać z odkryć Cummingsa, będą zwyciężać w kolejnych wyborach. Na razie polityczne bitwy Cummingsa przypominają starcie brytyjskich wojsk uzbrojonych w karabiny w XIX w. z murzyńskimi plemionami walczącymi dzidami. Świat Cummingsa to świat, w którym elity będą musiały zacząć słuchać wyborców, albo zlikwidować demokrację. Lewicowe media mają nadzieję, że dobra passa Cummingsa skończy się na jesieni, gdy ludzie bardzo mocno odczują spowolnienie gospodarcze. Nawet to w jaki sposób poradzi sobie z utrzymaniem poparcia dla rządu w czasie kryzysu zdecyduje o jego przyszłość. Nie zmieni to faktu, że używanie Big Data w kampaniach politycznych stanie się niedługo standardem.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here