Tolerancja wobec nieudaczników idzie w parze z wrogością dla tych, którzy zrobili coś dobrego

Bezlitosne grillowanie ministra zdrowia potwierdza jedną z najważniejszych oraz nadrzędnych zasad rządzących nie tylko w świecie tzw. liberalnej demokracji: nie ma i nie będzie tak dobrego uczynku, który nie mógłby być bezlitośnie ukarany.

Dopóki ów minister był nieznanym nikomu wysokim urzędnikiem, również nikomu nie przeszkadzały np. interesy majątkowe jego rodziny. Gdy stał się nie tylko „twarzą”, lecz prawdopodobnie również „mózgiem” walki z zarazą, w której osiągnęliśmy, jak dotychczas, bezsporny sukces (przyznaje to również Zachód, a to dla nas najważniejsze), przyszedł czas na „sprawiedliwy osąd”, który nie zna pardonu. Każdy, kto ośmieli się jawnie stawić czoła przeciwnościom i odważy się podejmować niepopularne decyzje, z których zawsze istotna część jest błędna, nie ucieknie lub schowa się, musi być później wdeptany w błoto. W naszej plebejskiej z istoty klasie politycznej, jak widać nieznana jest stara odwieczna prawda, że w wielkich bataliach kto inny musi być ową „twarzą”, a kto inny „mózgiem” każdego przedsięwzięcia, które podlegać będzie publicznemu osądowi. Po cóż ten podział ról? Ano po to, żeby uchronić, czyli ukryć rzeczywiste ośrodki decyzyjne, aby mogły one przetrwać nie tylko klęskę, ale przede wszystkim sukces. Oczywiście kosztem tych, którzy jako owa „twarz” skupią na sobie odium wszystkich (swoich i cudzych) wrogów i – a jakże – będą później przykładnie i „sprawiedliwie” ukarani. Ponoć ów minister jest nie tylko cenionym kardiologiem, lecz również z zamiłowania uprawia boks, co rodzi podejrzenie, że nie zna przedstawionej przed chwilą zasady. Ring bokserski nie zna bowiem ukrytych ról: tam role przeciwników są ściśle określone. To świat solistów. Tam też nie ma miejsca na znane z bliższej i dalszej przeszłości opowieści o zwykłych żołnierzach przebranych za dowódców, którzy ginęli w tym przebraniu chroniąc tych, którzy kierowali bojem. Owi przebierańcy wiedzieli, co robią, godzili się na to, że nie tylko mogą, lecz również powinni skupić na sobie nienawiść wrogów, nawet zginąć z ich ręki, czyli dać im satysfakcję pozornego zwycięstwa, które może poprzedzać ich klęskę. Gdyby przypadkiem udało się im przeżyć, mieli natychmiast usunąć się w cień, przemilczeć swoją rolę, oddając później laur zwycięstwa temu, kto powierzył im ową misję.

            Jeżeli jednak nie doceniamy przebiegłości naszej klasy politycznej, a minister zdrowia jest tylko „twarzą”, której z góry powierzono rolę tego, kto zapłaci za nasz wspólny sukces, to w niczym nie zmieni jego losu. Do pewnego momentu będzie broniony przez „swoich”, ale tylko po to, aby stać się ceną pokoju z „cudzym” wrogiem: opozycja może odpuści, poczuje się „zaspokojona”, gdy rządzący poświęcą tę figurę. Każdy będzie miał wtedy „swój sukces”; dla rządzących będzie to wyrzucony za burtę balast, który przecież już zbytnio ciążył. Naprawdę nie znamy takich przypadków z przeszłości? Przeciwnicy, również w walce politycznej, mogą na jakiś czas zawrzeć czasowy rozejm, niszcząc tych, którzy dla stron stali się wspólnym ciężarem.

            Gdyby bój z zarazą był u nas pasmem katastrof, pomyłek i kompromitacji, czyli gdyby bilans mądrych i głupich decyzji miałby zdecydowanie saldo ujemne z przewagą tych drugich, osąd, z którym spotkaliby się ich autorzy, byłby dużo bardziej łagodny. Czy ktoś drążyłby temat jakiegoś „konfliktu interesów”, czy dotacji udzielanych czyjejś rodzinie? Zaręczam, że prawdopodobnie nikt by się nawet tym nie zainteresował. Nie tylko dlatego, że nieudacznicy i wszelkiej maści psuje rodzą dużo więcej przychylnych niż wrogich postaw. Oni przecież nie budzą naszych obaw, bo na ich tle dużo lepiej wyglądamy. Ważniejsze jest jednak coś innego: gdy ponosimy klęskę (a to nasza historyczna specjalność), to nie czas na rozliczenia, bo trzeba przecież zewrzeć wszystkie siły, aby wreszcie zwyciężyć. Nie czas wtedy również na podziały, bo wszyscy jesteśmy współwinni klęski. Prawda, że nie raz tak mówiliśmy? Przecież ta postawa przyniosła rozgrzeszenie wszystkich naszych narodowych szkodników, których głupota lub nieudolność ściągnęła na nas wszelkie możliwe nieszczęścia. Już prawie w każdym mieście jest – jeżeli jeszcze nie ma, to będzie – ulica „Naczelnego Wodza”, który nie tylko nie umiał dowodzić w wojnie obronnej w 1939 r., lecz również uciekł z kraju przed zakończeniem kampanii zwanej później „wrześniową”.

            Niech więc nikt nie ośmieli się skutecznie zrobić dla innych czegoś dobrego, bo nikt nie wie, jakie gromy ściąga na swoją głowę. Lepiej coś zepsuć, albo co najmniej siedzieć cicho. Takich nawet możemy kiedyś nagrodzić i dać order. Ich konflikty interesów nikogo nie zainteresują. Niech obecny minister zdrowia nie liczy na jakiś skwerek swojego imienia leżący np. przy alei Rydza Śmigłego, ani nawet na jedno dobre słowo, bo „konflikt interesów” – nawet gdy był w rzeczywistości – unieważnia wszystko, co zrobił dobrego. Będzie za to „wyróżniony” komisją śledczą, gdy antyPiS dorwie się wreszcie do władzy. Dla wszystkich „pisiorów” nie będzie wtedy litości i wreszcie zapanuje rzeczywiste prawo (i sprawiedliwość).

Witold Modzelewski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Instytut Studiów Podatkowych

Podobne wpisy

  • |

    TURBOPRZYSPIESZENIE

    Jesteśmy świeżo po konferencji premiera i ministra finansów, która odbyła się na Giełdzie Papierów Wartościowych. Co z niej wynika? Ano to, że PR polityczny ma się jak najlepiej. Marek Zuberekonomista, wykładowca w Akademii WSB „Turboprzyspieszenie”. To jest słowo, które zrobiło chyba największą karierę, jeśli chodzi o wystąpienie Donalda Tuska na GPW w kontekście sytuacji gospodarczej w 2026 r. Ja wierzę…

  • III Kongres ESG zbliża się wielkimi krokami!

    Zapraszam Państwa do udziału w wyjątkowym wydarzeniu – III Kongresie ESG – Liderzy Zrównoważonego Rozwoju – Europa, który odbędzie się 31 stycznia 2024 r. w Centralnym Domu Technologii w Warszawie. Damian Kuraś dyrektor Instytutu ESG W najnowszej edycji dużo uwagi poświęcimy przemianom społecznym. Gdy mówimy o zrównoważonym rozwoju, w pierwszej kolejności myślimy o transformacji energetycznej, przeciwdziałaniom zmianom klimatycznym i zielonej rewolucji przemysłowej. Jednak niemniej istotne od kwestii…

  • 10 lat Raportu CSR

    Raportowanie pozafinansowe nikogo już dzisiaj nie dziwi. Dziwi raczej jego brak. Jednak 10 lat temu nikt nie sądził, że moda na filantropię przekształci się w skuteczny sposób zarządzania przedsiębiorstwem. 10 lat temu powstał RaportCSR – medium, które za cel obrało sobie promowanie biznesu społecznie odpowiedzialnego. Raport jest publikowany kwartalnie już od 2009 roku. Ukazały się…

  • Kultura języka

    „Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”. Ten znany cytat z Juliusza Słowackiego w kontekście obecnego poziomu publicznej debaty nabiera nowego wymiaru ironicznego. Podobnie zresztą, jak sformułowanie „nieparlamentarne wyrażenie” – dla wielu osób z pewnością oznacza ono teraz coś przeciwnego, niż znaczyło dawniej. Wiele mówi się o promocji naszego kraju, naszej…

  • Polski Nobel dla sławy polskiej medycyny

    Cudze chwalicie, swego nie znacie – Polska ma również swoją Nagrodę Nobla. No, może tylko na polską skalę, ale za to z podobnymi korzeniami.  Na początku XX w. polski milioner, który odniósł sukces w Stanach Zjednoczonych, ustanowił w testamencie fundację nagrody dla tych, którzy służą społeczeństwu. W tym roku przypadła ona wybitnemu Polakowi, który również odniósł sukces – i to…

  • Mówmy o zdrowiu przez pryzmat sukcesów

    Będąc przez wiele lat kierownikiem jednego z instytutów i realizując wraz z gronem współpracowników różne projekty, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nasze środowisko stać na wiele, że polska wytrwałość, solidarność, zdolność do komunikowania się i dobrej organizacji istnieją i że potrafimy tworzyć wielkie dzieła – nie tylko w literaturze. O zdrowie wszyscy powinniśmy dbać oraz odpowiedzialnie mówić o tym, co nas boli w kontekście…