Jak kraść,to miliardy
Zuzanna Poloniewska
W tej historii jest wszystko: olbrzymie pieniądze, wielkie oszustwo, największe gwiazdy kina, największy bank świata, premier azjatyckiego państwa i jeden dwudziestoośmiolatek, który zniknął bez śladu.
Jest 22 lipca 2009 r. Premier Malezji Najib Razak ogłasza rozszerzenie lokalnego funduszu stanowego Terengganu Investment Authority (TIA) i przekształcenie go w podmiot państwowy. Tak powstaje 1Malaysia Development Berhad (1MDB). Premier przedstawia 1MDB jako „strategiczną firmę deweloperską”. Dysponujący państwowymi pieniędzmi fundusz ma przyciągać zagraniczne inwestycje i wspierać rozwój gospodarczy kraju poprzez partnerstwa międzynarodowe. Malezyjczycy mają otrzymać dzięki niemu nowoczesne szpitale, piękne szkoły – nawet na głuchej prowincji – nowe drogi, linie kolejowe itd. Słowem – wszystko, co uczyni z ich kraju azjatyckiego tygrysa rywalizującego z największymi graczami. Malezyjczycy są zachwyceni. Nie mają pojęcia, że oto na ich oczach rozpoczyna się oszustwo na miarę polskiego FOZZ. Dziś mają uwierzyć, że za wszystkim stoi syn chińskich imigrantów, który wykiwał premiera, największe banki, fundusze inwestycyjne i służby. Kto to taki?
Na scenę wkracza gwiazda
Taek Jho Low, bo o nim mowa, urodził się 4 listopada 1981 r. w George Town na wyspie Penang w Malezji w rodzinie chińskich imigrantów. Jego dziadek, urodzony w 1922 r. Meng Taek Low, wyjechał z ojczyzny w latach 40. XX w. bez grosza przy duszy. Zaczynając od zera, dorobił się na wydobyciu rud żelaza i gorzelniach alkoholu. Zarobione środki inwestował w nieruchomości w Malezji (głównie na wyspie Penang) oraz w Hongkongu – wtedy położone tam nieruchomości jeszcze nie były tak dziko drogie, jak dziś. Jego syn, a ojciec Taek Jho Lowa, Larry Hock Peng Low, założył holding inwestycyjny MWE Holdings Bhd, który działał w branżach tekstylnej, elektronicznej i nieruchomości. W 1995 r. założył wraz ze wspólnikami Frencken Group Ltd, firmę technologiczną notowaną na giełdzie w Singapurze. Nie wiadomo, czy kiedy na świat przyszedł jego syn, Larry Hock Peng Low był już milionerem, ale gdy syn dorastał, milionerem już był. Nie miliarderem, ale posiadane miliony zapewniły mu możliwość wysłania syna na zagraniczną edukację.
I tak, po ukończeniu elitarnych szkół w Malezji, mając 16 lat (w 1998 r.), Taek Jho Low rozpoczął naukę w Harrow School w Wielkiej Brytanii. To jedna z najbardziej elitarnych i snobistycznych szkół w Europie, szczycąca się tym, że do jej absolwentów należał np. Winston Churchill. Do takich szkół chodzi się nie tylko po wiedzę, ale zawierać znajomości – z synami arabskich szejków, polityków, arystokracji, biznesmenów obracających miliardami. Przy kolegach z tej szkoły syn malezyjskiego milionera był… biedakiem. Jednakże pewny siebie Jho Low nie zamierzał się do tego przyznać, choć do domu na wakacje latał rejsowym samolotem, a jego koledzy – odrzutowcami tatusiów.
Kolegując się m.in. z Rizą Azizem, pasierbem przyszłego premiera Malezji, oraz członkami rodzin królewskich z Brunei i Bliskiego Wschodu, po raz pierwszy wykorzystał pomysł, który sprawdził się potem wielokrotnie. Zaprosił kolegów do Malezji na rejs „jachtem rodziców”. Jacht jego ojciec pożyczył od znajomego milionera, ale Jho, zanim wprowadził nań kolegów, podmienił zdjęcia właścicieli na zdjęcia swoich rodziców. Koledzy byli święcie przekonani, że bawią się na luksusowej własności ojca Jho. Innym razem Low, podszywając się pod członka rodziny królewskiej, wynajął w Londynie stolik w zamkniętym, ekskluzywnym klubie dla VIP-ów. Zachwyceni koledzy spędzili wieczór, przekonani, że mają do czynienia z malezyjskim księciem, a Jho Low nie zamierzał wyprowadzać ich z błędu.
Podobny tryb życia prowadził, studiując na Wharton School (Uniwersytetu Pensylwanii) – jednej z najlepszych uczelni biznesowych świata. Tu także miał znajomych – dzieci miliarderów, bankowców, polityków, arabskich szejków. Tu także nie odstawał. Po kampusie jeździł kabrioletem marki Lexus. W leasingu na firmę ojca, ale o tym wiedział tylko Jho. Swoje 20. urodziny zorganizował w specjalnie wynajętym klubie. Koszt to 40 tys. dol. Jho zapłacił tylko zaliczkę i potem miesiącami negocjował obniżkę ceny, ale przecież o tym jego znajomi nie wiedzieli. On dbał, by był znany. Pisał więc artykuły o giełdzie do uczelnianej gazety – w rzeczywistości przepisywał raporty analityków z Wall Street i podpisywał swoim nazwiskiem. Zyskał sławę błyskotliwego i obiecującego finansisty. Jak to się stało, że nikt się nie zorientował w tym prostym oszustwie, nie wiadomo.
Generalnie już wtedy zaczął stosować z prawdziwym rozmachem metodę, którą się uwiarygodniał – bardzo kosztowne i bardzo spektakularne imprezy. Czy skończył studia? Nie wiadomo. Przez lata podawano, że ukończył je w 2005 r. Jednak dużo później pojawiły się zeznania sugerujące, że nie obronił dyplomu i przerwał studia. Tak czy inaczej, właśnie w szkole średniej i na studiach Jho Low zdobył znajomości, które potem uczyniły zeń miliardera.
Strategiczny rejs. Zanim ukończył studia (albo nie ukończył, ale powinien ukończyć), w 2002 r. Jho Low założył swoją pierwszą firmę. Była to Wynton Private Equity Group, zarejestrowana na Wyspach Dziewiczych – jednym z rajów podatkowych, gdzie nikt o nic nie pyta, a do założenia firmy nie potrzeba milionów.
Kapitał zakładowy Wynton Private Equity Group oficjalnie wynosił jednak 25 mln dol., a Jho Low twierdził, że środki te pochodzą z majątku jego rodziców. Od razu trzeba zaznaczyć, że firma rzeczywiście działała prężnie – posiadała biura w Kuala Lumpur, Singapurze oraz na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych. W rzeczywistości Wynton Group była wehikułem, za pośrednictwem którego Low nawiązywał pierwsze kontakty z funduszami inwestycyjnymi z Bliskiego Wschodu. W połączeniu ze znajomościami ze studiów udało się i spółka pośredniczyła w kilku naprawdę wielkich transakcjach. Pierwszą był zakup w 2006 r. przez Kuwait Finance House (KFH) apartamentowca The Oval w Kuala Lumpur. Wartość transakcji wyniosła 87 mln dol. Firma negocjowała fuzje i przejęcia, m.in. dla UBG Bhd (firmy kontrolowanej przez rodzinę potężnego polityka z Sarawaku, Taiba Mahmuda).
„Do 2007 roku Low utworzył grupę inwestycyjną, w skład której wchodzili malezyjski książę, kuwejcki szejk i przyjaciel ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, który został ambasadorem w Stanach Zjednoczonych i Meksyku, a obecnie jest jedną z najpotężniejszych prawych rąk następcy tronu Abu Zabi” – pisał o początkach działalności biznesowej Lowa „The New York Times”.
W dalszej historii Jho Lowa szczególne znaczenie miała szkolna znajomość z Rizą Azizem, pasierbem Najiba Razaka, przyszłego premiera Malezji.
Jho Low nie narzucał się i niczego nie chciał – wręcz przeciwnie, obsypywał rodzinę przyszłego premiera kosztownymi prezentami, sfinansował studia córki polityka, a gdy ten potrzebował inwestorów, sprowadził ich. Konkretnie – swoich kolegów z Bliskiego Wschodu – arabskich szejków. Przy czym Low zachował absolutne milczenie co do swojej w tym roli i pozwolił, żeby Razak ogłosił, że to zasługa jego osobistych kontaktów na Bliskim Wschodzie. Między innymi dzięki takim posunięciom Razak w kwietniu 2009 r. rzeczywiście został premierem (i utrzymał się na stanowisku do 2018 r.). Zanim to nastąpiło, Jho Low, występując jako dyrektor Wynton Group, zaproponował malezyjskiemu sułtanowi Mizanowi Zainalowi Abidinowi założenie suwerennego funduszu majątkowego dla stanu Terengganu (jednego z 13 stanów Malezji).
W 2007 roku Wynton Group, wspólnie z Abu Dhabi Kuwait Malaysia Investment Corporation (ADKMIC), była współwłaścicielem spółki Majestic Masterpiece Sdn. Bhd. Spółka ta przejęła udziały w firmach Loh & Loh Corporation oraz Putrajaya Perdana. Transakcja ta posłużyła Lowowi do zademonstrowania bankom (m.in. AmBank) oraz malezyjskim decydentom, że jego „zespół” ma wsparcie finansowe z Bliskiego Wschodu i potrafi realizować duże przejęcia. Wynton Group odegrała rolę „uwiarygodniacza” podczas tworzenia Terengganu Investment Authority (TIA).
W maju 2009 r. Tuanku Mizan Zainal Abidin, sułtan Terengganu i od 2006 do grudnia 2011 r. władca Malezji, jako patron TIA, zorientował się, że Jho Low i rząd Najiba Razaka zmienili warunki funkcjonowania funduszu bez jego zgody, i nakazał wstrzymanie emisji obligacji o wartości 5 mld ringgitów. Obaj panowie niespecjalnie się tym przejęli. Przejęli TIA, a premier ogłosił wspomniane już powołanie funduszu 1Malaysia Development Berhad (1MDB). Szarą eminencją w nim był Jho Low. Oficjalnie nie pełnił żadnej roli, co najwyżej „doradzał” premierowi. W rzeczywistości to on decydował o wszystkim, łącznie z obsadzaniem dyrektorskich stanowisk w funduszu.
Już w sierpniu 2009 r. Jho Low w Cannes wynajął luksusowy jacht (wedle innych relacji zakupił go za pieniądze 1MDB) i na jego pokład zaprosił na wspólny rejs premiera Malezji z małżonką, szwajcarsko-saudyjskiego biznesmena Tareka Obaida, który wraz z saudyjskim księciem Turkim bin Abdullahem (synem ówczesnego króla Arabii Saudyjskiej) założył PetroSaudi International (PSI) – fundusz inwestycyjny, z którym spółkę miał założyć 1MDB. Premier Malezji uwierzył w potęgę firmy, mającej biura w Londynie i Genewie, „potężnego” gracza na rynku ropy naftowej.
Jak ukraść miliard dolarów?
28 września 2009 r. została zawarta umowa o stworzeniu spółki joint venture 1MDB-PetroSaudi Ltd. (znanej też jako JV Co.), zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych.
Miała się odbyć z tej okazji wielka ceremonia z udziałem premierów i królów, ale dokumenty zostały podpisane w pośpiechu, w oddzielnych biurach.
W swoim biurze w Kuala Lumpur podpisał ją Shahrol Azral Ibrahim Halmi – ówczesny dyrektor generalny (CEO) funduszu 1MDB.
W swoim biurze podpisał ją Tarek Obaid – współzałożyciel i dyrektor generalny (CEO) PetroSaudi International.
Przynajmniej oficjalnie, bo Shahrol Azral Halmi przyznał później przed sądem, że choć negocjacje prowadzono z PetroSaudi International, ostatecznie podpisał umowę z PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd. Zrobił to za namową dyrektora inwestycyjnego 1MDB, Caseya Tanga, który… był blisko powiązany z Jho Lowem.
Cóż to takiego ta PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd.?
Była to spółka celowa („córka”), założona w raju podatkowym na Kajmanach specjalnie po to, by podpisać umowę z Malezyjczykami. Tak jak PetroSaudi International należała do Tareka Obaida oraz księcia Turkiego bin Abdullaha. W momencie podpisywania umowy z 1MDB spółka PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd. zadeklarowała wniesienie do wspólnego interesu aktywów – pól naftowych w Turkmenistanie i Argentynie o wartości 2,7 miliarda dol. W rzeczywistości nie było żadnych pól naftowych, ale ponieważ 1MDB było przekonane, że rozmowy toczą się z PetroSaudi International (PSI), nikt w Malezji tego nie sprawdzał.
Zgodnie z umową założycielską 1MDB-PetroSaudi Ltd. 1MDB miał włożyć do nowego podmiotu 1 mld dolarów i dostać za to 40 proc. udziałów.
Jak to się stało, że CEO 1MDB Shahrol Azral Halmi nie zauważył, że podpisuje umowę nie z tą firmą, z którą miała zostać podpisana?
Shahrol Azral Halmi tłumaczył potem, że 28 września 2009 r. dokumenty do podpisu przynieśli mu Jho Low i Casey Tang (dyrektor inwestycyjny 1MDB, a w rzeczywistości człowiek Jho Lowa). Ponoć gdy zapytał, dlaczego stroną jest spółka z Kajmanów, a nie główna PSI, Tang i Jho Low przekonali go, że: po pierwsze – tak będzie lepiej ze względów podatkowych i to normalne w biznesie międzynarodowym (tzw. Special Purpose Vehicle – SPV), a po drugie spółka PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd. jest w 100 proc. własnością spółki PetroSaudi International (PSI), więc to to samo. Do tego doszła zawoalowana groźba – kwestionowanie takich „technicznych szczegółów” to podważanie relacji Malezji z Arabią Saudyjską, a z tego premier będzie więcej niż niezadowolony. Warto tu dodać, że premier Najib Razak był jednocześnie ministrem finansów i szefem rady doradczej 1MDB, a poza tym przed podpisaniem umowy odbył krótką rozmowę telefoniczną z przewodniczącym zarządu 1MDB Bakke Sallehem, nakazując szybkie domknięcie transakcji. W tej sytuacji Shahrol Azral Halmi machnął ręką na taki „szczegół” jak strona umowy i umowę podpisał. Może by się bardziej opierał, ale… nie był finansistą ani ekspertem od ropy i gazu – przed 1MDB pracował w firmie konsultingowej Accenture. Ślepo ufał Jho Lowowi – człowiekowi premiera. Dziś wiele wskazuje, że właśnie jego brak doświadczenia i wiedzy sprawił, że Jho Low wybrał na CEO właśnie jego.
Zaledwie umowa została podpisana, spółka PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd. oficjalnie wystosowała do nowej spółki joint venture pismo z żądaniem natychmiastowej spłaty rzekomej pożyczki w wysokości 700 mln USD. Przedstawiciele PetroSaudi (Tarek Obaid i Patrick Mahony) oraz Jho Low pokazali dokumenty, z których wynikało, że PetroSaudi International (PSI) „wydała” 700 mln dol. na „zabezpieczenie aktywów” i „koszty operacyjne” związane z polami naftowymi, które do joint venture wniosła jej „spółka-córka” PetroSaudi Holdings (Cayman) Ltd. Ten dług miał być natychmiast spłacony.
Także w umowie założycielskiej 1MDB-PetroSaudi Ltd. zapisano, że spółka ta „uznaje” dług wobec swojego udziałowca (PetroSaudi Holdings Cayman) w wysokości 700 mln dol. Zapisano, że skoro PetroSaudi wnosi do spółki aktywa wyceniane na 2,7 mld dol., a 1MDB wnosi tylko 1 mld dol. gotówki, to po zawiązaniu spółki 1MDB od razu przeleje 700 mln dol. z wpłacanego miliarda Saudyjczykom. Shahrol Azral Halmi zwrócił na to uwagę, ale znowu – Jho Low oznajmił, że ten punkt umowy to warunek konieczny postawiony przez stronę saudyjską i jeśli odmówi, to umowa nie zostanie zawarta, co narazi relacje Malezji i Arabii Saudyjskiej i będzie to jego wina.
W efekcie już 30 września 2009 r. z kont 1MDB wyszły dwa przelewy:
– 300 mln dol. na konto nowej spółki 1MDB-PetroSaudi Ltd. na pokrycie 40 proc. udziałów obejmowanych w niej przez 1MDB; środki te zostały wysłane na rachunek spółki prowadzony w banku JP Morgan Suisse;
– 700 mln dol. na pokrycie „długu” dopiero co powstałej spółki u PetroSaudi Holdings Cayman. Z tym że te 700 mln dol. nigdy do niej nie trafiły. Środki te trafiły na konto w banku RBS Coutts w Szwajcarii, którego właścicielem była spółka Good Star Ltd, jak przekonywał dyrektor inwestycyjny 1MDB Casey Tang – podmiot w stu procentach zależny od PetroSaudi Holdings Cayman.To właśnie Tang wydał polecenie Deutsche Bank Malaysia dokonania tych dwóch przelewów.
Pod ogromną presją czasu Tanga oraz bez zgody zarządu 1MDB Deutsche Bank Malaysia dokonał przelewu na konto Good Star Ltd. – spółki zarejestrowanej na Seszelach, mającej konto w Szwajcarii. Spółka korzystała z akcji na okaziciela – kto miał akcje, był jej właścicielem. Z tym że miała jedną jedyną akcję o wartości 1 dolara, a posiadaczem tej akcji nie była saudyjska spółka. Był nim Jho Low. Póki miał w garści tę jedną akcję, był właścicielem spółki i dysponował jej aktywami.
W tym samym dniu, w którym na konto Good Star wypłynęło 700 mln dol., do Szwajcarii przybył Jho Low, który osobiście zapewnił urzędników banku RBS Coutts o swoich bliskich relacjach z premierem Malezji i saudyjską rodziną królewską. Depozyt, na który trafiło 700 mln, został odblokowany.
Jho Low od razu uruchomił skomplikowany proces transferowania i „prania” tych milionów przez sieć kolejnych kont i podmiotów, aby zatrzeć ślady i sfinansować swoje wydatki. Transakcje te realizował przez następne parę lat. Ponad 500–530 mln dol. zostało w tym czasie przelanych z konta Good Star w banku RBS Coutts w Zurychu na prywatne konta Jho Lowa w banku BSI w Singapurze. Oczywiście nie wszystko też poszło na konta Jho, ale o tym za chwilę.
Mur milczenia
Tymczasem w Kuala Lumpur już 3 października 2009 r. dyrektorzy 1MDB zorientowali się, że miliard dolarów został rozdzielony bez ich wiedzy i zgody. Przewodniczący Bakke Salleh oraz dyrektor Azlan Mohd Zainol byli dosłownie wściekli. Bakke Salleh kategorycznie nakazał dyrektorowi generalnemu Shahrolowi Azralowi Halmiemu skontaktowanie się z Deutsche Bank Malaysia w celu wstrzymania transakcji lub natychmiastowego ściągnięcia pieniędzy z powrotem. Jednakże Halmi żadnych działań nie podjął, a naciskany przez Salleha zwlekał z odpowiedzią i zapewniał, że Good Star to część PetroSaudi. Finalnie Deutsche Bank Malaysia zakomunikował, że ponieważ dyrektorzy Shahrol i Casey Tang potwierdzili pisemnie, że Good Star jest „uprawnionym odbiorcą” 700 mln dol., bank nie widział podstaw do blokady środków. Nie podjął żadnych działań. Bakke Salleh wysłał więc kilka SMS-ów do premiera Najiba Razaka. Premier nigdy nie odpowiedział. Zdesperowany Salleh podał się do dymisji 19 października 2009 r. (choć formalnie odszedł na początku 2010 r.). W swoim liście pożegnalnym nie podał wprost przyczyn korupcyjnych, aby nie wywołać skandalu dyplomatycznego, ale w późniejszych zeznaniach przed sądem (w latach 2019–2022) potwierdził, że powodem była kradzież tych 700 mln dolarów.
Sto milionów
Jho Low jesienią 2009 r. miał setki milionów dolarów. Robił z nimi to, co lubił najbardziej – wydawał. Jawnie i ostentacyjnie. W kasynach przepuszczał po 200 tys. dol. w jedną noc. Organizował imprezy, na których bywali opłaceni celebryci. Paris Hilton dostawała 100 tys. dol. za imprezę, Megan Fox – 250 tys. Kim Kardashian wolała białe Ferrari i takowe dostała. Na Sylwestra wynajął dwa jumbo jety. Zaprosił na „domówkę” Leonardo DiCaprio i kilka innych osób. Polecieli do Sydney, gdzie o północy powitali Nowy Rok. A potem wsiedli z powrotem do samolotów i polecieli do Las Vegas, żeby zrobić to ponownie. W końcu, kto bogatemu zabroni.
Wreszcie nastał rok 2013 – Martin Scorsese szukał sponsora chętnego na sfinansowanie jego najnowszego filmu – „Wilk z Wall Street”, opartego na autobiograficznej książce Jordana Belforta – byłego maklera, oskarżonego o oszustwa finansowe i prowadzenie tzw. penny stock boiler room.
Miał taki kłopot, że żadne duże studio po zapoznaniu się ze scenariuszem nie chciało wyłożyć pieniędzy – film tylko dla dorosłych oznaczał mniejsze wpływy. Zapowiadał się niezły skandal i ryzyko utraty pieniędzy było spore. Scorsese i DiCaprio byli co do swego projektu nieugięci.
Ktoś jednak wyłożył ponad 100 mln dol. i Scorsese oraz DiCaprio zrealizowali projekt. Pamiętasz, Szanowny Czytelniku, jak w filmie naćpany Belfort rozbija białe Lamborghini? DiCaprio i ekipa filmowa zrujnowali prawdziwy samochód (niestety, nie trafił potem do wyklepania w Polsce, bo nasi mechanicy przywróciliby go bez wątpienia do stanu bezwypadkowego). Na ogół w filmach aż takiej autentyczności nie ma. Tu była. Na premierę filmu został zaproszony sam Belfort. I ponoć tylko on, widząc szaleństwo tej promocyjnej imprezy i mając świadomość jej kosztów, miał stwierdzić, że coś tu nie gra i tylko kradzione pieniądze wydaje się tak lekko. A kiedy na film spadł deszcz nagród, odbierając Złoty Glob, DiCaprio podziękował publicznie trzem osobom, wśród nich: „Rizie” i „Jho’emu”. Cóż, jak się okazuje, tajemniczym Jho, któremu dziękował DiCaprio, był właśnie Jho Low. Zaś Riza to Riza Aziz (pasierb premiera Malezji, Najiba Razaka), dobry znajomy Jho Lowa. Taki zbieg okoliczności – film o giełdowym oszuście został sfinansowany ze środków pochodzących z oszustwa. To oczywiście nie koniec.
Z konta Good Star m.in. 13,5 mln dol. trafiło na konta saudyjskich książąt, z których następnie ok. 10 mln dol. trafiło na prywatne konto premiera Malezji, Najiba Razaka. Inne środki trafiały do wspólników, takich jak CEO PetroSaudi Tarek Obaid, który za 2 mln dol. pochodzące z tego źródła kupił udziały w firmie technologicznej Palantir.
Apetyt rośnie
Być może ktoś inny, mając 700 mln dol., zadbałby o ich ukrycie, zamieszkał sobie w jakimś przyjemnym miejscu i pomalutku wydawał te pieniądze „na życie”, dbając, by nie rzucać się za bardzo w oczy. Nie Jho Low. On nie chciał mieć marnych 500 mln dol. On chciał mieć miliardy.
W 2010 r. Low przeniósł większość swojego majątku do Jynwel Capital. Była to firma typu private equity z siedzibą w Hongkongu, która służyła jako główny oficjalny wehikuł inwestycyjny Jho Lowa. Choć Low oficjalnie nie pełnił funkcji w funduszu 1MDB (bo fundusz wciąż działał), to właśnie przez Jynwel budował wizerunek poważnego międzynarodowego inwestora. W 2011 r. przeszedł proces naturalizacji i zdobył obywatelstwo St. Kitts and Nevis, wyspiarskiego państwa na Karaibach. Prawo Malezji nie przewiduje posiadania podwójnego obywatelstwa, więc Jho Low powinien był zrezygnować z ojczystego obywatelstwa. Nie zrobił tego. Z perspektywy czasu wygląda to tak, jakby już wtedy przewidywał problemy i szykował sobie drogę ucieczki.
W każdym razie Jho Low od 2010 r. rozwijał działalność już pod szyldem Jynwel Capital. Robił tam to, co zawsze – pośredniczył.
Jynwel brał więc udział np. w przejęciu Park Lane Hotel w Nowym Jorku. The Witkoff Group, w którym Jynwel Capital było głównym partnerem finansowym, kupiło hotel od fundacji Leony Helmsley za 660 milionów dolarów. Jho Low posiadał początkowo nawet 85 proc. udziałów w nieruchomości. Szanowny Czytelniku, czy coś nie dźwięczy Ci tu znajomo? Tak jest! The Witkoff Group to własność Steve’a Witkoffa, amerykańskiego miliardera, inwestora i dewelopera nieruchomości żydowskiego pochodzenia, bliskiego i zaufanego współpracownika Donalda Trumpa, a ostatnio jego wysłannika na pokojowe negocjacje z Iranem i jednego z „architektów” wojny na Bliskim Wschodzie. Amerykański Departament Sprawiedliwości (DOJ) stwierdził potem, że środki na zakup udziałów w hotelu pochodziły z pieniędzy wyprowadzonych z 1MDB. Skoro hotel kosztował aż 660 mln dol., a Jho Low wyprowadził z 1MDB „tylko” 700 mln, to skąd miał pieniądze i na tę inwestycję, i na sfinansowanie filmu, i na wydanie w kilka miesięcy 85 mln dol. na imprezy? Miał, bo te wydatki pokrywał ze znacznie poważniejszego „skoku”, do którego kradzież 700 mln dol. była tylko wstępem.
Upragnione miliardy
Tu musimy cofnąć się do 2009 r. Kiedy Jho Low przekonywał sułtana Mizana Zainala Abidina do założenia suwerennego funduszu majątkowego dla stanu Terengganu, kluczową kwestią było znalezienie kogoś, kto będzie go obsługiwał finansowo. Jho Low wybrał Goldman Sachs – jeden z największych banków inwestycyjnych świata z siedzibą w Nowym Jorku, wartość aktywów zarządzanych przez który wynosiła w 2024 r. 3,14 bln dol.
Bank został założony w 1869 r. przez niemieckiego imigranta żydowskiego pochodzenia Marcusa Goldmana. W 1882 r. do firmy dołączył jego zięć, również żydowskiego pochodzenia, Samuel Sachs, co spowodowało zmianę nazwy na Goldman Sachs. W Polsce Goldman Sachs stał się znany za sprawą ogłoszenia w 2009 r., że kończy ze spekulowaniem złotówką i że na osłabianiu walut w Europie Środkowo-Wschodniej zarobił znacznie więcej, niż zakładał. W żaden sposób nie osłabiło to jego pozycji nad Wisłą. W 2017 r. Goldman Sachs wystosował notę do klientów na temat górnictwa kosmicznego. Wynika z niej, że wydobycie platyny z planetoid może być opłacalne nawet obecnymi metodami. Szacunkowy koszt jednej takiej sondy wydobywczej to około 2,6 mld dol. Na razie chętnych na taką inwestycję nie ma.
W każdym razie w 2009 r. Jho Low zaoferował bankowi rolę doradcy przy tworzeniu Terengganu Investment Authority (TIA). Jego kontaktami w banku zostali Tim Leissner (ówczesny szef Goldman Sachs na Azję Południowo-Wschodnią) oraz Roger Ng (dyrektor zarządzający). Pierwszym znajomym Jho Lowa był Ng, w 2008 r. zatrudniony w malezyjskim oddziale bankowości inwestycyjnej Goldman Sachs. Low jako bliski znajomy premiera za pośrednictwem Nga trafił do Leissnera jako osoba mająca wyjątkowe dojścia do najważniejszych polityków w Malezji.
Low znakomicie wykorzystał zarówno chęć zysku, jak i słabości Leissnera: przekonywał go o własnych wpływach w rządzie Malezji, a jednocześnie robił to, co sprawdzało się zawsze – przekazywał kosztowne prezenty, zapraszał na przyjęcia, udowadniał, jak wielkie ma znajomości w świecie finansów. Obaj mieli w tym swój interes. Low potrzebował Leissnera do obsługi finansowej i legitymizacji swoich działań przez globalny bank, natomiast Leissner widział w Lowie szansę na zostanie „bohaterem” Goldman Sachs dzięki rekordowym zyskom z transakcji. Wspólnie z Ngiem już w 2009 r. zaplanowali skok na miliardy.
Projekt „Magnolia” i reszta. Rzeczywiście, kiedy w 2009 r. powstał fundusz 1MDB, jego obsługą zajął się Goldman Sachs, i to pomimo tego, że wewnętrzny dział kontroli trzykrotnie ostrzegał przed jakimikolwiek interesami z Jho Lowem, podkreślając niejasne pochodzenie jego majątku. Jednakże informacje te trafiały do Leissnera i Nga, a ci świadomie je ukrywali.
W końcu cała trójka postanowiła zrealizować wielki plan skoku na miliardy. Plan był perfekcyjny.
Oficjalnie w maju 2012 r. Goldman Sachs w ramach projektu Magnolia wyemitował dla 1MDB obligacje na potrzeby funduszu na zakup aktywów energetycznych (elektrowni) od firmy Tanjong Energy. W ramach projektu Magnolia Goldman Sachs jako jedyny emitent wyemitował obligacje o wartości 1,75 mld dol. Oficjalnym celem było pozyskanie funduszy dla malezyjskiego funduszu państwowego 1MDB na zakup aktywów energetycznych, konkretnie – elektrowni należących do malezyjskiego miliardera Anandy Krishnana (firma Tanjong Energy Holdings Sdn. Bhd.), co miało zapewnić 1MDB pozycję lidera sektora energetycznego w regionie, a Malezji zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Ponieważ ryzyko takiej transakcji, pomimo że jej gwarantem był państwowy fundusz z Abu Zabi International Petroleum Investment Company (IPIC) oraz jego spółka zależna Aabar Investments PJS, w razie problemów to te fundusze miały dokonać spłaty. Tyle, że od samego początku było to oszustwo.
Plan nakreślił sam Low podczas spotkania w swoim londyńskim apartamencie w lutym 2012 r. Low na kartce narysował dwie kolumny (Malezja i Abu Zabi). Wypisał na niej konkretne nazwiska urzędników i ich żon (w tym premiera Najiba Razaka), o których należało „zadbać”, aby projekt Magnolia doszedł do skutku. Zakomunikował Leissnerowi, że bez tych łapówek żadna transakcja z 1MDB nie powstanie. Dla Leissnera był to dowód, że Low faktycznie kontroluje proces decyzyjny i jest jedyną drogą do miliardowych kontraktów. Plan był genialny w swojej prostocie.
Oficjalnie Goldman Sachs przeprowadza dla funduszu 1MDB trzy główne emisje obligacji o łącznej wartości 6,5 mld dol. Środki miały zostać przeznaczone na strategiczne inwestycje gospodarcze dla Malezji, w tym zakup aktywów energetycznych (elektrowni) oraz rozwój infrastruktury. Gwarantami transakcji zostają rząd Malezji oraz państwowy fundusz z Abu Zabi – International Petroleum Investment Company (IPIC). Goldman Sachs dostaje 600 mln dol. opłat za organizację i gwarantowanie emisji, czyli 9 proc. wartości emisji. I tu następuje pierwszy zgrzyt – zazwyczaj taka prowizja wynosi ok. 1 proc. wartości transakcji, nigdy 9 proc.
Oczywiście powstaje pytanie, dlaczego IPIC zgodził się wziąć w tym udział. Oficjalnie IPIC otrzymało opcję na zakup do 49 proc. udziałów w aktywach energetycznych 1MDB, które miały zostać sfinansowane z wpływów z obligacji. Nieoficjalnie, jak wykazało późniejsze śledztwo, najważniejsi decydenci IPIC, w tym dyrektor zarządzający Khadem al-Qubaisi oraz szef spółki zależnej Aabar Mohamed al-Husseiny, zostali przekupieni przez Jho Lowa oraz bankierów Goldman Sachs. Al-Qubaisi miał otrzymać blisko 500 mln dol. łapówek. Al-Husseiny miał przyjąć ponad 60 mln dol.
W maju 2012 r. został uruchomiony projekt Magnolia i emisja obligacji o wartości 1,75 mld dol. na zakup przez 1MDB aktywów energetycznych od firmy Tanjong.
W październiku 2012 r. ruszył projekt Maximus i emisja obligacji o wartości 1,75 mld dol. na zakup aktywów od Genting Group.
W marcu 2013 r. – projekt Catalyze – emisja obligacji o wartości 3 mld dol. na rzekome partnerstwo strategiczne z Abu Zabi (projekt Tun Razak Exchange).
Łącznie Goldman Sachs wyemitował dla 1MDB obligacje o wartości 6,5 mld dol. Pieniądze, które istniały tylko na papierze, zmaterializowały się i zyskały realną wartość. Goldman oficjalnie zgarnął za to 600 mln dol. prowizji – 9 proc. wartości całej emisji. Co znaczące – wewnętrzny dział kontroli Goldman Sachs za każdym razem stawiał zapytanie o zaangażowanie Jho Lowa i za każdym razem Leissner temu zaangażowaniu przeczył.
Tymczasem natychmiast po uruchomieniu obligacji pieniądze zaczęły znikać. Kiedy ruszył projekt Magnolia, ok. 577 mln dol. zostało przelanych do fałszywej spółki Aabar Investments PJS Ltd (zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych), która podszywała się pod legalną spółkę zależną funduszu IPIC z Abu Zabi.
Po uruchomieniu obligacji w ramach projektu Maximus 790 mln dol. trafiło na konto tej samej spółki.
Wreszcie po uruchomieniu projektu Catalyze na konto Aabar Investments PJS Ltd trafiło 1,26 mld dol. Tym razem pieniądze przeszły przez skomplikowaną sieć spółek-wydmuszek (m.in. Tanore Finance Corp.), a część z nich trafiła bezpośrednio na prywatne konto ówczesnego premiera Malezji, Najiba Razaka, oraz na konto jego pasierba Rizy Aziza.
W spółce Aabar Investments PJS Ltd dyrektorami byli: Khadem al-Qubaisi – ówczesny dyrektor zarządzający funduszu IPIC, oraz Mohamed Ahmed Badawy Al-Husseiny – ówczesny CEO prawdziwego Aabar Investments, ale o rzeczywistych przepływach pieniędzy decydował Jho Low. Ta całkowicie prywatna spółka służyła wyłącznie transferowaniu pieniędzy na prywatne konta obu dyrektorów, Jho Lowa czy premiera Malezji i jego pasierba. Łącznie z 1MDB w latach 2009–2014 zniknęło co najmniej 4,5 mld dol., choć niektóre źródła wskazują, że kwota ta może być jeszcze wyższa.
Z samych trzech emisji obligacji przeprowadzonych przez bank Goldman Sachs Low ukradł co najmniej 1,42 mld dol., a do tego należy dodać 700 mln dol. skradzione przy tworzeniu 1MDB. Łącznie Low wyprowadził z Malezji ponad 2 mld dol. Na osobiste rachunki premiera Malezji (określanego w dokumentach amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości jako „Malaysian Official 1”) trafiło łącznie około 681–700 mln dol. Prawie 250 mln dol. dostał jego pasierb Riza Aziz.
Kradzież wychodzi na jaw
W 2015 r. wszystko zaczęło się sypać. 1MDB nie spłacił w terminie pożyczek o wartości ok. 550 mln dol. Wywołało to lawinę pytań o realny stan jego finansów, ale wtedy jeszcze niewiele osób to obchodziło. W lutym 2015 r. Xavier Justo, były pracownik firmy PetroSaudi (partnera 1MDB), przekazał dziennikarce Clare Rewcastle Brown zbiór 227 tysięcy e-maili i dokumentów potwierdzających, że setki milionów dolarów z pierwszej transzy inwestycyjnej zostały wyprowadzone na prywatne konta. Clare Rewcastle Brown na swoim portalu Sarawak Report podjęła temat i przy współpracy z niezależną malezyjską gazetą „The Edge”, krok po kroku zaczęła ujawniać mechanizmy zadłużania funduszu 1MDB. Prawdziwa burza rozpętała się w lipcu 2015 r., kiedy „The Wall Street Journal” opublikował artykuł, który ujawnił, że blisko 681 mln dol. z funduszu trafiło bezpośrednio na prywatne konta bankowe ówczesnego premiera Malezji, Najiba Razaka.
Premier zareagował jak każdy polityk – wszystkiemu zaprzeczył. Stwierdził, że owszem – dostał pieniądze, ale była to… darowizna od saudyjskiej rodziny królewskiej jako wsparcie dla malezyjskiej partii rządzącej. Na wszelki wypadek jednak odwołał prokuratora generalnego prowadzącego śledztwo, zdymisjonował wicepremiera (krytyka 1MDB) i zablokował dostęp do portalu Sarawak Report w Malezji. Może udałoby się mu ukręcić łeb sprawie, ale skala kradzieży była zbyt duża i zbyt „grube ryby” były w nią zamieszane. Śledztwa ruszyły także w USA (Departament Sprawiedliwości), Szwajcarii i Singapurze. Amerykański Departament Sprawiedliwości złożył pozwy o przejęcie aktywów (nieruchomości, dzieł sztuki), które zostały kupione za skradzione pieniądze, co ostatecznie potwierdziło mechanizm kradzieży na poziomie globalnym.
Na co Low wydał skradzione pieniądze? Oto kilka dzieł sztuki, które nabył Low:
• Vincent van Gogh: Obraz La Maison de Vincent à Arles (1888).
• Claude Monet, Nympheas avec Reflets de Hautes Herbes (1917), to jeden z 250 obrazów przedstawiających słynne lilie wodne i nenufary.
• Pablo Picasso: L’Ecuyère et les clowns (1961), Tête de taureau et broc (1939). To drugie dzieło trafiło jak podarunek dla Leonarda DoCaprio. Low wydał na nie 3,2 mld dol. Po wybuchu afery DiCaprio oddał władzom prowadzącym w USA obraz, sprzedany ostatecznie za 5 mlm dol.
• Fotografia autorstwa Diane Arbus Dziecko z zabawkowym granatem w Cental Parku z 1962 r. Low wydał na nią 3 mln dol. po czym wraz z kilkoma innymi dziełami sztuki podarował ją Leonardo DiCaprio. Aktor oddał zdjęcie po wybuchu skandalu z defraudacją środków z 1MDB ale jego sprzedaż na aukcji w 2025 r. przyniosła zaledwie nieco ponad 500 tys. dol.
• Andy Warhol: Portret Round Jackie (przedstawiający Jacqueline Kennedy)
• Andy Warhol praca z serii Campbell’s Soup Can – wg amerykańskiego Departamentu Sprawiedliwości Low wydał na nią 6 mln dol.
A to tylko drobiazgi, bowiem dzieła sztuki mają to do siebie, że trzeba je gdzieś umieścić. Low skradzione pieniądze inwestował więc w nieruchomości w Nowym Jorku, Los Angeles, Paryżu, Londynie, Hollywood czy Beverly Hills. Zakupił też luksusowy jacht „Equanimity” o długości 91 metrów, wart ok. 250 mln dol. (później sprzedany malezyjskiej grupie Genting), czy prywatny odrzutowiec Bombardier Global 5000.
Low niezmiennie był szczodry – żonie malezyjskiego premiera sprawił np. naszyjnik z olbrzymim różowym diamentem za jedyne 27 mln dol. Swojej dziewczynie – „aniołkowi” Victoria’s Secret, Mirandzie Kerr, podarował w 2014 r. brylantową biżuterię za 8 mln dol. Poza przelewami i prezentami wydawał je na nieruchomości, dzieła sztuki i kaprysy w rodzaju statuetki Oscara przyznanej Marlonowi Brando, którą kupił i przekazał DiCaprio.
Low nie oszczędzał na niczym i, co szokuje najbardziej, do momentu publikacji artykułu w „The New York Times” nikogo te wydatki nie dziwiły i nikt nie sprawdzał, skąd młody malezyjski finansista, który oficjalnie nie figurował w żadnej firmie, żadnym banku ani żadnym holdingu, ma aż tyle pieniędzy.
Panika u Goldmana
Ujawnienie w 2015 roku skali procederu wywołało panikę u Goldmana. Jak wykazało śledztwo, bankierzy Goldman Sachs: Tim Leissner i Roger Ng otrzymali dziesiątki milionów dolarów w formie łapówek i nielegalnych prowizji za pomoc w sfinalizowaniu emisji obligacji. Goldman Sachs początkowo zaprzeczał wszystkiemu. Jednakże, kiedy śledztwo potwierdziło zamieszanie w proceder kradzieży czołowych bankierów, Goldman, aby wyciszyć sprawę, zdecydował się na ugodę. W 2020 r. zawarł ugodę z Departamentem Sprawiedliwości USA na kwotę 2,9 mld dol.
Z rządem Malezji bank porozumiał się w sprawie pakietu o wartości 3,9 mld dol. (2,5 mld dol. w gotówce oraz gwarancja zwrotu 1,4 mld dol. w aktywach). Przed sądem stanęli Tim Leissner oraz jego podwładny Roger Ng. Leissner poszedł na współpracę z prokuraturą, przyznał się do kradzieży ok. 200 mln dol. z funduszu. W maju 2025 r. usłyszał wyrok 2 lat więzienia. Ponoć zgłosił się już do odbycia kary. Gdzie ją odbywa, nie wiadomo, ale można przypuszczać, że przy jego pozycji, podobnie jak Belfort – w jakimś więzieniu dla bogaczy – z dostępem do kortów tenisowych, boisk do koszykówki czy basenu o wymiarach olimpijskich. Gorzej wyszedł Ng, który, chociaż przyznał się do kradzieży 35 mln dol., zatem kwoty sześciokrotnie niższej niż Leissner, w 2023 r. usłyszał wyrok 10 lat więzienia.
Premier Najib Razak w 2018 r. przegrał wybory, dzięki czemu trafił przed sąd. Usłyszał wyrok 12 lat więzienia, ale w 2024 r. król zredukował go do 6 lat. Obecnie odsiaduje tę właśnie karę. W grudniu 2025 roku został skazany w drugim, głównym procesie 1MDB na dodatkowe 15 lat więzienia oraz grzywnę w wysokości ok. 2,8 mld dol. Jeśli jej nie spłaci, grozi mu dodatkowe 10 lat więzienia. Dodatkowo, w kolejnym procesie, w marcu 2026 roku sąd nakazał mu zapłatę 1,3 mld dol. na rzecz funduszu 1MDB za straty poniesione przez jego spółkę zależną. Od tego wyroku złożył apelację. Na ten moment jeszcze nie została rozpoznana. Wiadomo natomiast, że malezyjskie sądy odrzuciły wnioski Razaka o zamianę kary więzienia na areszt domowy.
Pasierb byłego premiera Riza Aziz wyszedł z tej afery praktycznie bez szwanku. Od początku twierdził, że przelewy na swoje konto uważał za legalne pożyczki na produkcje filmowe i takowe realizował, tu popierał się zwłaszcza sfinansowaniem „Wilka z Wall Street”, na co rzeczywiście miał dowody. Zarzuty karne przeciwko niemu zostały wycofane po tym, jak w 2020 r. zgodził się zwrócić ok. 107 mln dol. Ku zaskoczeniu malezyjskiej opinii publicznej, w marcu
2025 r. fundusz 1MDB niespodziewanie wycofał przeciwko niemu pozew cywilny o zwrot 248 mln dol., co miało taki skutek, że malezyjski sąd nakazał funduszowi zapłatę Rizie kosztów procesowych.
Malezja płaci
Fundusz 1MDB formalnie nadal istnieje, ale nie prowadzi już żadnej działalności inwestycyjnej. Jego jedynym zadaniem jako państwowego podmiotu jest spłata gigantycznego zadłużenia pozostałego po emisjach obligacji przez Goldman Sachs. W tej chwili Malezji pozostało jeszcze do spłaty (stan na kwiecień 2026 r.) ok. 2 mld dol. plus odsetki i koszty obsługi długu. Głównym wierzycielem Malezji są posiadacze obligacji islamskich typu sukuk (Islamic Medium Term Notes – IMTN). Obligacje te zostały wyemitowane na 30 lat i są objęte gwarancją rządu Malezji. Aby je spłacić, władze Malezji założyły Fundusz Powierniczy na rzecz Odzyskiwania Aktywów (Asset Recovery Trust Fund) – specjalne konto, na które trafiają wszystkie środki odzyskane od instytucji i osób zamieszanych w skandal. Do tej pory dzięki ugodzie z rządem Abu Zabi Goldman Sachs udało się odzyskać 7,4 mld dol. To nie kończy sprawy, gdyż odzyskane aktywa pokrywają tylko ok. 70 proc. całkowitych strat i kosztów obsługi długu. Malezyjczycy muszą więc pracować, aby swoimi podatkami spłacić dług, a rząd musi dopłacać z własnej kieszeni. Szacuje się, że do 2039 roku budżet państwa będzie musiał wyasygnować jeszcze ok. 3 mld dol., aby w pełni zamknąć
sprawę 1MDB.
Gdzieś jest, lecz nie wiadomo gdzie
A co się stało z głównym bohaterem afery? Jho Low zniknął. Dziś, jak pszczółka Maja z dobranocki dla dzieci lub inni najwięksi aferzyści, którzy kradli miliardy – gdzieś jest, lecz nie wiadomo, gdzie. Chociaż afera wybuchła w 2015 r., dopiero w 2016 r. okazało się, że Jho Low zniknął. W 2018 r. pojawiły się informacje, że może przebywać w Hongkongu. Informacje te nie znalazły potwierdzenia. Kolejna plotka głosiła, że może on przebywać w Makau. Znowu – bez potwierdzenia. Paszport Lowa wystawiony przez St. Kitts and Nevis został anulowany dopiero w 2018 r., więc do tego momentu Low mógł przemieszczać się, posługując się właśnie tym drugim obywatelstwem. Dodatkowo dziennikarze śledczy Bradley Hope i Tom Wright (autorzy książki Billion Dollar Whale) twierdzą, że Low posługuje się sfałszowanym australijskim paszportem na nazwisko Constantinos Achilles Veis i mieszka w luksusowej dzielnicy Green Hills w Szanghaju Jednakże to wciąż informacje bez potwierdzenia, a jeśli rzeczywiście Low posługiwał się paszportem St. Kitts and Nevis, to może być… wszędzie. Zwłaszcza, w którymś z rajów podatkowych, gdzie nikt o nic nie pyta. Jest w tej sprawie jeszcze jedna ciekawostka. Low jest poszukiwany przez Malezję, Singapur i USA, w związku z tym w 2018 r. Interpol wydał za nim tzw. czerwoną notę. W kwietniu 2026 r. okazało się, że pomimo jej wystawienia nota ta nie figuruje w publicznie dostępnej bazie danych, zatem Low przez ostatnie lata mógł się przemieszczać z jednego państwa do drugiego bez większego ryzyka zatrzymania, zwłaszcza jeśli rzeczywiście posługiwał się lub posługuje kilkoma paszportami. Chociaż Malezja przejęła z kont i różnych aktywów Lowa (dzieła sztuki, nieruchomości, jachty, biżuteria) ok. 1,5 mld dol., tamtejsze służby szacują, że na różnych kontach wciąż posiada on setki milionów dolarów. Wystarczająco dużo na utrzymanie na luksusowym poziomie do końca życia. Jak to możliwe, że w czasach, kiedy banki potrafią wyśledzić „transakcję” zakupu chusteczek higienicznych za parę złotych, nie potrafią wyśledzić setek milionów dolarów, którymi wciąż obraca i z których korzysta Jho Low – nie wiadomo. Może zachodzi tu znana prawidłowość: jeśli oszukasz bank na 100 dolarów, masz problem; jeśli oszukasz bank na 100 mln dolarów, bank ma problem.