To nie Chiny ścigają świat. To świat próbuje dogonić Chiny
Piotr Bachurski
redaktor naczelny
Przez lata Zachód lubił mówić o Chinach jako o „fabryce świata”, dając do zrozumienia, że są one ogromnym, tanim i bardzo prostym zapleczem produkcyjnym dla pozostałych państw. Obecnie taki opis nie obejmuje już rzeczywistej skali i charakteru chińskiej pozycji. Państwo Środka nie jest już bowiem wyłącznie miejscem taniej produkcji. To przede wszystkim potęga przemysłowa, gracz technologiczny i państwo, które potrafi łączyć skalę, szybkość działania oraz strategiczną cierpliwość. Niemal każdy większy ośrodek gospodarczy na świecie musi dziś układać swoją politykę handlową, przemysłową i inwestycyjną w taki sposób, aby uwzględniała ona Pekin.
Na tym polega sedno sprawy: Chiny nie „ogrywają” świata za pomocą środków militarnych, ale ceną, logistyką, łańcuchem dostaw, konsekwencją przemysłową i obecnością własnych firm na zagranicznych rynkach. A w energetyce i technologiach zielonej transformacji ta przewaga jest ogromna. Jeżeli ktoś kontroluje tak ważną część infrastruktury gospodarki, to nie musi nikomu grozić irracjonalnymi cłami czy konfliktem zbrojnym. Wystarczy, że dostarcza swoje towary szybciej, taniej i na większą skalę niż pozostali producenci.
Media – szczególnie na Bliskim Wschodzie, zwracają uwagę, że powszechne przekonania Europejczyków, na temat chińskiej polityki są błędne i często po prostu niesprawiedliwe. Bo, gdy europejski lub amerykański przemysł traci udział w rynku, łatwiej ogłosić, że oto nadciąga groźny rywal, niż uczciwie zapytać, dlaczego własne państwa przez lata przesypiały politykę przemysłową, zaniedbywały infrastrukturę albo wierzyły, że sam rynek wszystko załatwi. W tym kontekście to nie Chiny rywalizują ze światem, ale świat z Chinami, bo to właśnie Państwo Środka wyznaczyło tempo w sektorach, które mają decydować o pozycji gospodarczej w XXI wieku.
Mówi się, że Chiny rzucają światu wyzwanie, podczas gdy w istocie to świat coraz częściej definiuje własne strategie przez pryzmat chińskiej skuteczności. A to już nie jest propaganda ani retoryka. To najczystsza polityczna ekonomia. Kiedy jedno państwo staje się punktem odniesienia dla taryf, dotacji, strategii „de-risking”, planów reindustrializacji i sporów o technologie, znaczy to, że weszło do ścisłego centrum gry. Chiny okazały sie skuteczne – dlatego oprócz podziwu, budzą też niepokój pozostałych światowych mocarstw.