Advertisement
Advertisement Advertisement

Bierność to zdrada

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że rozpoczynający się rok nie będzie dla Polski spokojny. Ani wewnętrznie – wiadomo, wybory prezydenckie – ani zewnętrznie. Ostatnie dni starego roku umilił nam prezydent Rosji, przedstawiając wizję historii dwudziestego wieku, przy której bledną rewelacje Grossa i Grabowskiego. Reakcja polskich władz na kłamstwa Putina była stanowcza. Pytanie, czy na dłuższą metę potrafimy działać równie skutecznie.

Gorzkim symbolem tego, jak Polaków potraktowali zwycięzcy II wojny światowej, była parada zwycięstwa w Londynie. Nie zaproszono na nią naszych żołnierzy, którzy przelewali krew również w obronie Wielkiej Brytanii. Zwyciężyła chłodna kalkulacja: nie drażnić wujka Joe. Siedem lat po hańbie Monachium polityka ugłaskiwania zbrodniarzy i dyktatorów w wykonaniu zachodnich przywódców okazała się wciąż aktualna.
Jak jest dzisiaj? Czy Europa wyciągnęła lekcję z historii? Nie wiemy i, mam nadzieję, nie będziemy musieli tego rychło sprawdzać. Pierwsze reakcje na cyniczne kłamstwa rosyjskich oficjeli tchną w nasze serca otuchę: nawet politycy bardzo krytyczni wobec obozu rządowego w Polsce zareagowali stanowczo, że wspomnę Guya Verhofstaedta. Jednoznacznie zareagowała ambasador USA w Warszawie, przypominając, kto rozpętał wojnę – Hitler i Stalin.

Tylko, że… Cóż, słowa niewiele kosztują. Gdyby gromy, które sypały się w ostatnich kilku latach na głowę prezydenta Putina przełożyć na realne działania, to Unia Europejska byłaby czołową siłą przeciwstawiającą się rosyjskiemu imperializmowi. A NordStream2 odszedłby do lamusa. Ciesząc się z reakcji (doraźnej, jeszcze raz to podkreślę) europejskich polityków, powinniśmy pamiętać o jednym. Że jeżeli sami nie zadbamy o swój wizerunek na świecie, to nikt tego za nas nie zrobi. Bo i dlaczego miałby nas w tym wyręczać?
Słowa Putina, podchwycone usłużnie i powtórzone przez jego dygnitarzy, od przewodniczącego Dumy Państwowej poczynając, nie były przypadkową szpilą wbitą Polsce. Rosjanie doskonale widzą, jak zmienia się na niekorzyść Polski narracja o genezie i przebiegu wojny światowej. Można powiedzieć, że rosyjski przywódca antycypował to, co może się stać, jeśli Polska nie będzie stanowczo działać, za kilkanaście, a może nawet już za kilka lat. Osławiony, obrzydliwy dla polskiego ucha zwrot „polskie obozy” nie jest problemem sam w sobie, a jest uzewnętrznieniem pewnej patologii – tak jak ból głowy to objaw sygnalizujący poważniejsze schorzenie. Co gorsza, jeśli przyjąć za dobrą monetę wyjaśnienia, że „polskie obozy” to tylko skrót myślowy, pokazuje on, że kłamstwo o związku Polaków z Zagładą funkcjonuje już podprogowo.

Od twierdzenia, że Polacy jako naród nie zachowali się w czasie Holocaustu jednoznacznie był krok do stwierdzenia, że Polacy są współwinni potwornego ludobójstwa. Niestety nie „jest”, a „był”, ponieważ to obraźliwe, szkalujące stwierdzenie funkcjonuje jako prawda w pracach osób uchodzących w świecie za historyków, jak dwóch panów wspomnianych wyżej. Rosyjscy decydenci postanowili pójść krok dalej: skoro Polacy są współwinni ludobójstwa, to może i działali już przed wojną, by do tej tragedii doszło?

W pewnym sensie powinniśmy być wdzięczni atakowi Putina na Polskę. Może on bowiem otworzyć oczy i tym, którzy uważają, że ostre reakcje na kłamstwa to przejaw polskich kompleksów, i tym, którzy uznają, że problem rozwiązuje się listami do redakcji gazet. I jedni, i drudzy działają nieskutecznie. Powinniśmy patrzeć na Rosję i na to, jak ona radzi sobie z wyzwaniem, jakim jest polityka historyczna. Nie w wymiarze wewnętrznym, bo to mamy z grubsza ogarnięte, tylko tym trudniejszym, zewnętrznym. No tak, ale to kosztowne – to zwykle reakcja na taką sugestię. Mam jednak wrażenie, że choćby pieniędzy było bez liku, to i tak cały czas nie ma na to dobrego pomysłu, a zwłaszcza przemyślanej strategii. Bo to jest klucz!

Przez pomysł rozumiem nie błyskotliwą akcję. Jak taką przeprowadzić, pokazał Eryk Mistewicz, który przy wsparciu PFN w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej zorganizował akcję publikacji specjalnych wkładek w czołowych europejskich gazetach. Jednak takie akcje powinny być elementem zaplanowanej, długofalowej polityki historycznej. Polityki świadomościowej. Inaczej powinniśmy przemawiać, dajmy na to, do Czechów czy Amerykanów. Truizmem jest stwierdzenie, że taka polityka nie może być wyznacznikiem doraźnych interesów partyjnych i powinna być realizowana w porozumieniu głównych sił politycznych.

Rosjanie mają łatwiej – tam nie ma sporu koalicja-opozycja i kampania wyborcza wygląda zgoła inaczej. Nie zwalnia nas to jednak z obowiązku dbania o narodowy interes. Jeszcze nie jest za późno, jeszcze możemy mieć wpływ na to, jak będą na świecie pisane podręczniki historii dwudziestego stulecia. Nasza bierność będzie zdradą wobec pokolenia, które przelewało krew i ginęło za Polskę. I wobec pokolenia naszych dzieci, które słusznie będą zarzucać nam bierność. Bierność, będącą szkodą nie do naprawienia.

Najnowsze

Bogaci młodzi wyjątkowi

Z czym młodzi wchodzą w biznes Z Miłoszem Brzezińskim, doradcą w zakresie efektywnościi społecznego rozumienia zjawisk psychologicznych, wykładowcą w PAN,rozmawia Beata Tomczyk. Czy młodzi mają szansę...

E-MOBILITY

e-mobilityPobierz

FAKTORZY ROKU

Faktorzy_rokuPobierz

Rynek PRS

rynek_PRSPobierz

Deweloper Roku 2023

deweloper_rokuPobierz