Ratujmy siłownie

Mawia się, że lepiej być zdrowym niż bogatym. Czy jednak musimy koniecznie wybierać między pieniędzmi a zdrowiem? Patrząc na system kowidowych restrykcji, chyba właśnie takie podejście do tematu mają decydenci. Publiczna dyskusja na temat zasadności ograniczeń jest potrzebna i nie może być podciągana pod antykowidowe szaleństwo, bo każde z tych ograniczeń oznacza olbrzymie problemy dla tysięcy ludzi.

W porównaniu z pierwszą, wiosenną falą pandemii Polacy stali się bardziej zdyscyplinowani. Widok przechodnia bez maseczki albo z maseczką pod brodą jest zdecydowanie rzadszy niż kilka miesięcy temu. Powód jest zrozumiały: teraz w zasadzie każdy zna osobę, która przechorowała COVID-19, a niektórzy mieli w kręgu znajomych lub bliskich również takich, którzy na tę chorobę zmarli.

Z sondaży wynika, że większość Polaków akceptuje wprowadzane ograniczenia, a część domaga się nawet, by były bardziej restrykcyjne. Co nie znaczy, że ich system jest zrozumiały ani że państwo potrafi je egzekwować. Nakazy i zakazy, które nie są egzekwowane, demoralizują. Z kolei fakt, że obywatel nie umie dostrzec logiki w systemie regulacji, zniechęca go do ich przestrzegania.

Przykładem regulacji, która siłą rzeczy pozostanie martwa, jest limitowanie liczby uczestników domowych spotkań i Wigilii. Jak sobie wyobrazić kontrole? Policja, wymachując nakazem prokuratora, wejdzie do mieszkania i będzie liczyć osoby? A może donos złożą „życzliwi” sąsiedzi? Unikanie większych spotkań ma oczywiście sens, ale lepiej po prostu do rozsądku zachęcać, zamiast nakazywać go prawem – bez możliwości egzekwowania. Szczególnie przy tradycyjnej polskiej przekorności.

Niekonsekwencja w systemie zamykania rozmaitych gałęzi gospodarki wytykana jest przez przedsiębiorców, ekspertów i dziennikarzy. Dodać należy, że wiele z takich decyzji nie broni się w świetle ekspertyz. Zamknięto lokale gastronomiczne – to można zrozumieć, chociaż także trzeba zrozumieć tragedię ich właścicieli. Ale dlaczego czynne są kasyna? Czym bardziej ryzykowny jest pobyt w kawiarni od gry w kasynie? Podobnie rzecz się ma z wielkopowierzchniowymi sklepami. Budowlane są czynne, ale sklepy sportowe lub z wyposażeniem wnętrz nie. Dlaczego nie potraktować ich tak samo, po prostu wprowadzając odpowiednie ograniczenia liczby klientów? Nikt nie znajduje wiarygodnego uzasadnienia. Po prostu go nie ma.

Jeszcze inny wymiar ma zamknięcie klubów fitness. Rząd tuż po ich zamknięciu obiecywał, że w ciągu kilku dni przygotuje regulacje, które pozwolą na ograniczoną działalność takich obiektów. Na obietnicach się skończyło. Za to słyszymy, że akurat na siłowniach wirus atakuje szczególnie zaciekle, że są to obiekty – tak, tak – o zbyt niskich stropach (jakby koronawirus szybował w przestrzeń) i w ogóle lepiej pobiegać albo zająć się jogą.

Według badań brytyjskich kluby fitness odpowiadają za ledwie 3 proc. zakażeń koronawirusem. Równie dobrze można zamknąć komunikację publiczną, ale nikt nawet o tym nie wspomina. Ktoś powie, że korzystanie z komunikacji to nie rozrywka, a życiowa konieczność. Święta prawda, ale korzystanie z siłowni i uczestnictwo w zajęciach też nie może być porównywane z wizytą w kinie. Ludzie, którzy regularnie korzystają z klubów fitness, dbają o swoje zdrowie.

Porównajmy tryb życia przeciętnego Polaka u progu Trzeciej Rzeczypospolitej i obecnie. Niebo a ziemia. Ruch, wysiłek fizyczny najpierw był modą, a teraz stał się oczywistym elementem życia odpowiedzialnego człowieka. Biega się, pływa, ćwiczy na siłowni nie dla zabicia czasu ani dla szpanu, ale by być zdrowszym. By mieć lepszą wydolność, cieszyć się większą odpornością. W obliczu zagrożenia COVID-19 ma to szczególne znaczenie.

Duże kluby fitness, między innymi te działające w galeriach handlowych i biurowcach, szybko dostosowały się do sytuacji związanej z pandemicznym zagrożeniem. Zwiększono odległość między sprzętami, szczególny nacisk położono na zachowanie higieny i bieżącą dezynfekcję. Przestrzegano też limitów osób ćwiczących. Nie istnieją żadne (a przynajmniej ujawnione) badania pokazujące, że polskie siłownie w istotny sposób przyczyniły się do wzrostu zakażeń. Mimo to postanowiono, jednym podpisem, wysłać tysiące pracowników na zieloną trawkę, a setki tysięcy ćwiczących skazać na bezczynność. Nie każdy może biegać (szczególnie w jesiennym deszczu), a i joga lub jedzenie jabłek nie są specjalnie przekonujące jako alternatywa.

Nie wiemy, kiedy i na jakich warunkach rząd zamierza pozwolić na korzystanie z klubów fitness. Galerie handlowe od 28 listopada są otwarte „w najwyższym reżimie sanitarnym”. Jak widać, jednak pieniądz ma pierwszeństwo przed zdrowiem. Gdzie tu logika?

Podobne wpisy

  • Elektromobilność po Polsku

    Temat elektromobilności w Polsce w obszarze samochodów osobowych, mówiąc kolokwialnie, leży. Produkcja polskiego samochodu elektrycznego funkcjonuje głównie na poziomie medialnym, nie ma istotnych programów wsparcia i, co gorsza, wygląda na to, że elektryki wcale nie muszą być tanie w użytkowaniu. Program miliona polskich samochodów elektrycznych w roku 2025 był nierealny od samego początku. I już w 2016 roku tak o nim pisałem….

  • Żyjemy w ciekawych czasach

    Nie pamiętam czasów, kiedy raz po raz mieliśmy tak dużo nowych powodów do obaw. Dwa lata temu wszystkich nas zaskoczyła pandemia COVID-19. Walka z „niewidzialnym wrogiem”, jak nazwano wirus, trwała dwa lata. Na szczęście, dzięki szczepieniom, COVID-19 powoli odpuszcza. Zniesiono już nawet obostrzenia – limity osób niezaszczepionych, obowiązek noszenia maseczek – z wyjątkiem podmiotów leczniczych, izolację domową i kwarantannę dla…

  • |

    Bombkowe książki pod choinkę

    Święta Bożego Narodzenia to czas wręczania prezentów, które w radosnym rozgardiaszu znajdujemy pod choinką. Do miłych i pożytecznych podarunków należą z pewnością książki. Toteż pragnę polecić dwie odmienne lektury. Są to „Głos liberała. Epoka homo plus” Jerzego Wysockiego (Wydawnictwo Nieoczywiste) oraz „Diabelska Gwardia” George’a Roberta Elforda (Wydawnictwo DeReggio). Arkadiusz Bińczyk ekspert medialny i popularyzator historii,…

  • Wakacyjny marketing

    Jak wykorzystać wakacje do pozytywnego wzmocnienia wizerunku firmy albo innej organizacji, którą kierujemy? Niektórzy menedżerowie już wiedzą, jak to zrobić z korzyścią dla klientów, pacjentów, uczniów czy turystów. I oczywiście z korzyścią dla marki, bo na tym polega łączenie przyjemnego z pożytecznym. Stąd mówi się o wakacyjnym marketingu. „Słońce, piasek, woda… Zatrudnię do pracy przy…

  • Trudne lata przed nami

    Kandydaci na prezydenta prześcigają się w pomysłach, które kosztują dziesiątki miliardów złotych. Tymczasem sytuacja finansów publicznych nie jest łatwa. Próbujemy – my, analitycy – szacować wartość obietnic wyborczych kandydatów na prezydenta. Nie jest to łatwe, bo często te obietnice bardziej zdają się być efektem porywu chwili i wcale nie są tak dokładnie sprecyzowane. Przynajmniej tak to…

  • Mówmy o zdrowiu przez pryzmat sukcesów

    Będąc przez wiele lat kierownikiem jednego z instytutów i realizując wraz z gronem współpracowników różne projekty, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nasze środowisko stać na wiele, że polska wytrwałość, solidarność, zdolność do komunikowania się i dobrej organizacji istnieją i że potrafimy tworzyć wielkie dzieła – nie tylko w literaturze. O zdrowie wszyscy powinniśmy dbać oraz odpowiedzialnie mówić o tym, co nas boli w kontekście…