Magazynowanie energii nie musi być drogie

Z Barbarą Adamską, prezes Polskiego Stowarzyszenia Magazynowania Energii, rozmawiała Katarzyna Mazur.

Kto może przechowywać energię odnawialną?

Każdy: producent, żeby ją później sprzedać, spółka dystrybucyjna, która będzie używała magazynu energii, żeby poprawić bezpieczeństwo funkcjonowania sieci, odbiorca końcowy, który np. kupi ją wtedy, kiedy jest tania i wykorzysta w czasie, kiedy kupienie z sieci byłoby dla niego drogie. Energię może magazynować również odbiorca będący jednocześnie wytwórcą, czyli prosument. W Polsce mamy około 300 tys. prosumentów, którzy wytwarzają własną energię na dachu i zamiast wprowadzać ją do sieci, mogą ją magazynować. Magazyn energii może także posiadać klaster energii na potrzeby lokalnego bilansowania energii wytworzonej w jego obrębie z energią zużywaną. Pojawiają się zapowiedzi budowy w Polsce osiedli domów samowystarczalnych, gdzie w magazyny energii będzie wyposażony każdy dom, ale dodatkowo będą one obsługiwały całe osiedle mieszkaniowe. Na potrzeby bilansowania całego systemu elektroenergetycznego  dysponuje nimi także operator systemu przesyłowego, czyli Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Zasoby bilansująco-regulujące PSE to w znacznej mierze magazyny energii wykorzystujące energię potencjalną wody, czyli elektrownie szczytowo-pomopwe. Ich nazwa może być myląca, ponieważ zawiera słowo „elektrownia”, a w rzeczywistości są to magazyny energii. Oprócz nich PSE w swoich dyspozycyjnych zasobach ma również bateryjny magazyn energii o mocy 6 MW i pojemności ponad 27 MWh, który wszedł w fazę demonstracyjną pod koniec września bieżącego roku.

Wspomniała Pani o powstającym osiedlu. Co to znaczy, że będzie ono samowystarczalne? Jaką niezależność od publicznej sieci energetycznej można osiągnąć, posiadając instalacje fotowoltaiczną i magazyn energii? 

Samowystarczalność możemy rozumieć na dwa sposoby. Pierwszy to odbiorca, który nie jest przyłączony do sieci elektroenergetycznej. Może być  to jakiś domek w trudno dostępnych rejonach górskich, przyczepa kempingowa. W takich miejscach samowystarczalność jest rozumiana dosłownie. Rozwiązaniem, całkowicie samodzielnym, są w takich miejscach źródła wytwórcze OZE, np. fotowoltaika i magazyn energii. Trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że w naszych warunkach klimatycznych za pomocą „zestawu” fotowoltaika plus magazyn energii nie jesteśmy w stanie zapewnić zaopatrzenia w energię elektryczną przez cały rok. Magazyn energii współpracujący z fotowoltaiką zwykle zbiera energię, której nie jesteśmy w stanie zużyć w ciągu dnia i korzystamy z niej wieczorem, w nocy i wczesnym rankiem, do czasu, kiedy znów fotowoltaika zaczyna pracować. Zatem magazyny energii współpracujące z fotowoltaiką służą przesunięciu konsumpcji energii z dnia na noc. Żebyśmy przy pomocy magazynu energii współpracującego tylko z fotowoltaiką zapewnili sobie zaopatrzenie przez cały rok, potrzebowalibyśmy instalacji fotowoltaicznej o bardzo dużej mocy zainstalowanej oraz tzw. magazynu sezonowego. To magazyny o bardzo dużej pojemności bazujące na przykład na sprzężonym powietrzu albo gazach palnych. W krajach rozwiniętych instalacje off-gridowe, inaczej zwane wyspowymi, czyli bez przyłączenia do sieci, stanowią rzadkość. W przypadku odbiorców podłączonych do sieci mówimy o samowystarczalności bardziej w kontekście zbilansowania energii wytworzonej i zużytej w ciągu roku.. W polskich warunkach, gdzie obowiązuje system opustów, optymalna sytuacja dla prosumenta to taka, kiedy ilość energii odebranej z sieci równa jest ilości energii do niej wprowadzonej pomniejszonej o współczynnik opustu. 

W jaki sposób radzą sobie z nadmiarem wyprodukowanej energii konsumenci, którzy nie posiadają magazynów? Co się dzieje z jej nadmiarem?

Na chwilę obecną prosument w Polsce nie ma motywacji, żeby kupić sobie fizyczny magazyn energii. Dzisiaj mamy system opustów. Prosumentem może być zarówno osoba fizyczna, jak i firmy, stowarzyszenia, związki wyznaniowe, jednostki samorządu terytorialnego, szkoły, parafie, tak więc właściwie każdy odbiorca energii elektrycznej. Warunkiem jest, aby wytwarzał energię elektryczną w mikroinstalacji OZE, czyli instalacji o mocy zainstalowanej elektrycznej nie większej niż 50 kW. To jest bardzo duża moc, znacznie przekraczająca potrzeby przeciętnych gospodarstw domowych. Najczęściej instalacja fotowoltaiczna zainstalowana na domu to 4–8 kWp. Średnia moc instalacji, która została dofinasowanie w ramach programu „Mój prąd”, wynosi 5,6 kWp. Dzisiaj system opustów reguluje to w ten sposób, że prosument wprowadza do sieci energię elektryczną, której nie jest w stanie na bieżąco zużyć i może ją z sieci odebrać w czasie, kiedy jej potrzebuje. Za możliwość odbierania energii z sieci w czasie, kiedy jest mu ona potrzeba, prosument ponosi koszt w postaci utraty części energii wprowadzonej do sieci. Jeżeli jesteś prosumentem i masz instalację do 10 kW, za 1 kWh wprowadzoną do sieci odbierzesz z sieci 0,8 kWh (współczynnik ilościowy 1 do 0,8). Jeżeli energia elektryczna została wytworzona w instalacji o mocy wyższej niż 10 kW i nie wyższej niż 50 kW, prosument za każdą kWh wprowadzoną do sieci odbierze 0,7 kWh (współczynnik ilościowy 1 do 0,7). Oznacza to, że prosument de facto traci 20 lub 30 proc. energii, którą wprowadził do sieci.

Dodatkowo trzeba mieć na uwadze, że możliwość odebrania energii elektrycznej z sieci ograniczona jest do 12 miesięcy od czasu wprowadzenia jej do sieci. Dla prosumenta oznacza to konieczność takiego doboru instalacji PV, aby był on w stanie wytworzoną w niej energię elektryczną zużyć w ciągu roku, oczywiście przy uwzględnieniu zużycia w czasie rzeczywistym (autokonsumpcji) oraz współczynnika opustu. Jeżeli instalacja będzie zbyt duża i prosument nie będzie w stanie odebrać z sieci energii, która mu się należy, przepadnie ona na rzecz sprzedawcy energii. W systemie opustów z punktu widzenia prosumenta to sieć jest magazynem energii.

Czy te 20–30 proc. to jest duży koszt?

Gdybyśmy porównali to z ofertą fizycznego domowego magazynu energii, który mogę kupić na rynku, to dzisiaj sieć jest dla prosumenta magazynem energii, który nic nie kosztuje. Ma za darmo magazyn energii o sprawności 80 proc. Od strony technicznej taki parametr nie jest rewelacyjny, bo magazyny dostępne na rynku mają sprawność powyżej 90 proc.

Czyli i tak trochę mniej?

Domowy magazyn o sprawności 80 proc. (czyli w postaci sieci elektroenergetycznej) jest słabym magazynem od strony technicznej. Ale jest za darmo, ma nieograniczoną liczbę cykli i gwarancję 15 lat.

Co oznacza ta 15-letnia gwarancja?

System opustów obowiązuje przez 15 lat, czyli rozpoczynając korzystanie z niego wiem, że przez 15 lat będę mógł wprowadzać i odbierać energię z sieci w stosunku ilościowym 1:0,8 lub 1:0,7. Jeżeli natomiast kupię sobie fizyczny magazyn energii, on będzie miał wyższą sprawność, na wspomnianym poziomie ponad 90 proc., ale cena zakupu najtańszego to około 2,5–3 tys. za kilowatogodzinę, a gwarancja rzadko przekracza 10 lat. Oprócz gwarancji żywotności liczonej kalendarzowo jest jeszcze ograniczenie gwarancji liczone liczbą cykli, często jest to 6 do 8 tysięcy cykli.

Jak się tego słucha, można pomyśleć, że domowe magazyny energii nie mają sensu. Korzystanie z sieci jako z magazynu jest dla prosumenta dużo tańsze.

Tak, dla prosumenta tak, tylko my nie widzimy, jakie są związane z tym koszty dla całego systemu. Umożliwienie prosumentowi korzystania z sieci jak z magazynu energii powoduje, że operatorzy muszą ponosić bardzo duże nakłady na modernizację sieci i na zwiększenie możliwości jej bilansowania. To są koszty, które rozkładane są w taryfach na wszystkich odbiorców energii. To, że dzisiaj konsumenci mają magazyny energii w postaci sieci dostępne bardzo tanio, nie oznacza, że to jest tanio dla systemu. 

Czyli w interesie sieci, operatorów leży lobbowanie na rzecz tego, żeby magazyny energii w wymiarze mikro stały się powszechne? 

Tak, biorąc pod uwagę stan sieci, konieczne jest, aby pojawiły się w niej rozproszone magazyny energii, w tym również domowe. Warto zwrócić uwagę na to, co coraz częściej mówią przedstawiciele spółek dystrybucyjnych. Wskazują oni, że nie ma możliwości utrzymania takiego tempa rozwoju mikroinstalacji, ponieważ operatorzy systemów dystrybucyjnych musieliby zwiększyć nakłady na modernizację sieci trzy- lub cztero-krotnie. To oznaczałoby wzrost taryf dla gospodarstw domowych w stopniu, który byłby nie do zaakceptowania. W związku z tym mówią: nie ma takiej możliwości, żeby mikroinstalacje rozijały się dalej w tak szybkim tempie, ponieważ nasze sieci nie są na to przygotowane i my już dochodzimy do granicy możliwości przyłączania kolejnych mikroinstalacji.

A co na to ministerstwo?

Wg Projektu Polityki Energetycznej Polski do 2040 r., w 2030 r. w Polsce ma być 1 mln prosumentów. W mojej ocenie oznacza to, że resort chce dalszego rozwoju mikroinstalacji.

Operator ma prawo to robić?

Tak, jeżeli dane źródło stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa sieci, operator systemu dystrybucyjnego ma prawo je odłączyć. I jeżeli będzie taka sytuacja, że w Polsce w lato przykładowo o godzinie 11.00 mikroinstalacje będą przez operatorów odłączane, oczywiście punktowo w jakichś gminach, to ten rozwój faktycznie może zostanie wyhamowany.

Jak wygląda w sensie formalnym rejestracja, zgłaszanie posiadania fotowoltaiki w gospodarstwie domowym?

Po zainstalowaniu mikroinstalacji zgłasza się ten fakt do Operatora Systemu Dystrybucyjnego, a ten ma 30 dni na zainstalowanie licznika dwukierunkowego. Od momentu montażu licznika można wprowadzać energię do sieci. Zatem nie ma fizycznej możliwości, żeby operator systemu dystrybucyjnego mógł efektywnie z wyprzedzeniem wydawać środki na modernizację sieci, bo on nie wie, gdzie te modernizacje będą najbardziej potrzebne.

Zatem jednym z największych wyzwań jest w tej chwili kwestia infrastruktury sieciowej.

Rzeczywiście tak jest. Potrzebna jest szybka decyzja, co możemy z tym zrobić. Z jednej strony mamy bowiem dynamicznie rozwijającą się branżę fotowoltaiczną, co ma duże znaczenie dla gospodarki. Mamy szansę na budowę silnej polskiej branży fotowoltaicznej, a z drugiej strony mamy techniczne ograniczenia, jeżeli chodzi o sieci niskiego napięcia. Nie możemy też zapominać o fakcie, że rosnąca liczba prosumentów oznacza dla spółek obrotu i spółek dystrybucyjnych malejące przychody wynikające z mniejszych wolumenów energii, które prosumeci kupują. Setki tysięcy prosumentów przekładają się na konieczność zwiększenia nakładów na modernizację sieci oraz podwyższają koszty utrzymania bezpieczeństwa sieci.

Działanie jest potrzebne już?

Tak, dlatego jako Stowarzyszenie wskazujemy rozwiązania zapewniające, że mikroinstalacje nadal będą powstawały. Magazyny energii u prosumenta to jedno z dostępnych rozwiązań. To co jest potrzebne, to system zachęt, które sprawią, że prosument uzna, że to się mu opłaca. Sam fakt, że dzięki magazynowi energii będzie mógł korzystać z urządzeń elektrycznych w przypadku przerwy w zasilaniu z sieci, może nie być wystarczający. Tutaj warto wyjaśnić – sam fakt posiadania instalacji fotowoltaicznej tego nie zapewnia. Zachęty muszą być znaczące, żeby atrakcyjność zakupu fizycznego magazynu energii była dla prosumenta wyższa niż korzystanie z sieci elektroenergetycznej jak z magazynu. Prowadzone są analizy, czy celowe byłoby objęciem programem „Mój prąd” realizowanym przez NFOŚiGW również zakupu fizycznego magazynu energii. Innym rozwiązaniem, które jest uzasadnione od strony technicznej i kosztowo atrakcyjne, są magazyny energii, które obsługują grupę prosumentów, czyli magazyn nie we własnym domu, ale na przykład na potrzeby jakiegoś osiedla mieszkaniowego czy klastra energii. Poza tym zintegrowane, poprzez system informatyczny, rozproszone magazyny energii mogłyby byś źródłem usług systemowych i regulacyjnych, zapewniając taką elastyczność sieci aby dostarczana energia do odbiorców miała właściwe parametry niezależnie od szybkich zmian wytwarzania czy poboru energii.

Dlaczego, skoro to takie korzystne, nie jest powszechne?

Polski system elektroenergetyczny nie widzi magazynowania energii jako odrębnej działalności na rynku energii. W związku z tym potrzeba zmian legislacyjnych, które spowodują, że magazyny energii w Polsce się pojawią. Przykładowo konieczne jest zniesienie podwójnego naliczania opłat sieciowych – na energię wprowadzoną do magazynu i na energię z niej pobieraną. Dzisiaj magazyn energii to takie urządzenie, że kiedy wprowadzamy do niego energię, jest odbiornikiem. Oznacza to, że cała energia wprowadzona do magazynu jest zużyciem końcowym i podlega wszelkim należnym opłatom. Kiedy pobieramy z niego energię, traktowany jest jak źródło wytwórcze, w związku z tym opłaty sieciowe naliczane są po raz drugi gdy energia ta trafia do odbiorcy. Brakuje przepisów określających zasady przyłączenia do sieci magazynu energii i wymagań technicznych, jakie musi spełniać przyłączany magazyn. Konieczne są regulacje, które przełożą się na modele biznesowe funkcjonowania magazynów energii w systemie elektroenergetycznym.

Patrząc na to z punktu widzenia Pani środowiska, jaki byłby optymalny model zachęt z jednej strony dla prosumentów, z drugiej zaangażowania instytucji państwowych, z trzeciej odciążenia sieci energetycznych, który by pozwolił na prężne rozwinięcie się magazynów energii? Co jest potrzebne oprócz zmian legislacyjnych? 

W segmencie mikroinstalacji – działanie na teraz – to system dopłat do zakupu magazynów energii. Powinny być one połączone z warunkiem, że magazyn energii będzie użytkowany w sposób wspierający sieć. Przełoży się to na łagodzenie wzrostu szczytów podaży prądu solarnego wprowadzanych do sieci W mojej ocenie taki program powinien być połączony z programem monitorująco-badawczym, żeby sprawdzić, jak fizycznie magazyny energii wygładzają profile energii wprowadzanej do sieci przez prosumentów, jak ograniczają zakłócenia napięciowe, ale też żeby zbadać, jakie są możliwości agregowania i zarządzania prosumenckimi magazynami energii przykładowo przez operatora systemu dystrybucyjnego czy agregatorów.

Dlaczego tak ważne jest sprawdzenie, jak technicznie działa zarządzanie tymi rozproszonymi magazynami energii przez agregatorów?

Ponieważ w miarę rozwoju rynku energii prosument powinien stać się fleximentem. Wartość prosumenta dla sieci może wynikać z tego, że ma on możliwości wytwórcze w mikroinstalacji oraz fizyczny magazyn energii. Magazyn energii pojedynczego prosumenta będzie miał niewielką pojemność, ale w wyniku agregacji tej pojemności u wielu prosumentów jego magazyn będzie mógł być wykorzystywany do świadczenia usług, które są niezbędne do zachowania stabilności systemu. Usługi takie mają rzeczywistą wartość rynkową, tak więc udział w ich świadczeniu to dla prosumenta szansa na osiąganie korzyści finansowych.

Teoretycznie niebawem kończy się program „Mój prąd”…

Tak, program w dzisiejszej formie funkcjonuje do 18 grudnia lub krócej, jeżeli wcześniej wyczerpane zostaną środki. Zgodnie z zapowiedziami, w pierwszym półroczu przyszłego roku zostanie uruchomiony jego następca. Jest prawdopodobne, że nowa odsłona będzie dawała beneficjentom szerszy wachlarz możliwości niż dotychczas. Mówi się przykładowo o uwzględnieniu w programie ładowarek do samochodów elektrycznych czy magazynów energii.

Co tak najprościej dla sieci oznacza, że prosumentów przybywa?

Większa liczba prosumentów to większa moc zainstalowana w źródłach odnawialnych i jest to powód do zadowolenia. Dodatkowo jest to budowanie energetyki obywatelskiej i wsparcie budowania energetyki lokalnej, rozproszonej. Dla systemu elektroenergetycznego stanowi to jednak znaczące wyzwanie. Przychody operatorów systemów dystrybucyjnych i spółek obrotu zmniejszają się, ponieważ prosumenci nie kupują już energii z sieci lub też kupują jej niewiele. Integracja kolejnych niesterowalnych źródeł OZE z siecią wymaga zwiększenia nakładów na inwestycje sieciowe. Zgodnie z deklaracjami rządu jest wola, aby do 2030 r.w Polsce był 1 mln prosumentów. Aby tak się stało, w systemie muszą pojawić się magazyny energii i to na różnych poziomach systemu.

W jaki sposób?

Potrzebne są zmiany legislacyjne i pozalegislacyjne. O kwestii podwójnego naliczania opłat sieciowych czy braku przepisów określających zasady przyłączenia do sieci magazynu energii już wspominałam. Kluczowe jest wprowadzenie regulacji, które przełożą się na modele biznesowe stosowania magazynów energii w Polsce. Tutaj kluczowa jest możliwość świadczenia przez magazyny energii usług bilansujących, zarówno na poziomie sieci przesyłowej, jak i dystrybucyjnej. Te usługi w Polsce nie są wycenione, ponieważ źródła wytwórcze mają obowiązek posiadać zdolność do ich świadczenia. Powoduje to ogromną nieefektywność całego systemu. Zamiast trzymać rezerwy na poziomie poszczególnych źródeł, efektywniejszym byłoby rozwiązanie, gdyby usługi bilansujące zostały wycenione i były przedmiotem aukcji, w których na pełnoprawnych zasadach mogłyby wziąć udział magazyny energii.

Czyli co konkretnie zrobić?

Konieczne jest stworzenie i sprawne wdrożenie w Polsce standardowej listy usług bilansujących. Dopuszczalne powinno być zarówno bezpośrednie świadczenie usług magazynowania energii elektrycznej, jak i ich oferowanie w drodze agregacji. Trzeba również doprowadzić do tego, żeby usługi regulacyjne, nazywane również elastycznościowymi, mogły być kupowane przez operatorów systemów dystrybucyjnych. Dzisiaj nie ma już uzasadnienia, żeby PSE było odpowiedzialne za bilansowanie całego systemu.

Dlaczego?

Ponieważ obecnie znacząca część źródeł wytwórczych przyłączona jest do sieci dystrybucyjnych. W tej sytuacji centralne bilansowanie całego systemu z poziomu operatora systemu przesyłowego nie jest optymalne ani technicznie, ani ekonomicznie.

Aby rynek magazynowania mógł się długofalowo rozwijać, trzeba dać szansę magazynom energii zaistnienia w systemie na zasadach rynkowych.

Wywiad pierwotnie ukazał się w tygodniku „Gazeta Finansowa” w raporcie dotyczącym Energii Odnawialnej.

Raport do pobrania TUTAJ: https://gf24.pl/25499/energia-odnawialna/

Najnowsze

POLSKIEGO STOWARZYSZENIA MARKETINGU SMB: Projekt ustawy Prawo komunikacji elektronicznej przyniesie negatywne skutki dla całego biznesu

Zaproponowany ostatnio projekt nowej ustawy – Prawo komunikacji elektronicznej zawiera propozycje zmian prawa, które przyniosą daleko idące oraz negatywne skutki nie tylko dla branży marketingu oraz e-commerce, ale generalnie dla całego biznesu.

Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii i Krajowa Izba Klastrów Energii podpisały list intencyjny

Polskie Stowarzyszenie Magazynowania Energii (PSME) i Krajowa Izba Klastrów Energii (KIKE) podpisały list intencyjny. Podczas spotkania powzięto decyzję o zacieśnieniu współpracy oraz intensyfikacji działań na rzecz rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce.

Łamiąc stereotypy

nie można stwierdzić, że kobiecy i męski styl zarządzania jest taki sam. Bardzo często kobiety w większym stopniu wykorzystują swoją inteligencję emocjonalną oraz empatię, co umożliwia im utożsamienie się ze swoimi pracownikami, członkami zespołu. - mówi Joanna Olszewska, prezes BPO Network.

Kobiety i mężczyźni w jednym zespole to wspaniała wymiana energii!

Kobiety i mężczyźni w jednym zespole to wspaniała wymiana energii - mówią Mariusz Budrowski i Agnieszka Juncewicz, współautorzy projektu „Odmładzanie na Surowo”.

CHCIAŁABYM DOPROWADZIĆ DO ZNIESIENIA KRZYWDZĄCEGO ZAKAZU PRACY NA ŚWIADCZENIU PIELĘGNACYJNYM

Kobiecy styl zarządzania nie różni się od męskiego niczym. Jeśli jesteśmy profesjonalistami, zarządzamy tak samo. Liczy się fachowość i zaangażowanie. Można oczywiście mówić, że kobiety bywają bardziej empatyczne niż mężczyźni, ale nie jest to regułą. - mówi Agnieszka Oczkowska, mama trójki niepełnosprawnych dzieci, z wykształcenia prawniczka, z powołania Superbohaterka.