Advertisement

Stać nas na marnowanie żywności?

2 mln Polaków żyje w skrajnej nędzy, przy czym w kraju wyrzuca się 5 mln ton żywności. Za 60 proc. marnowanej żywności odpowiadają konsumenci. Czteroosobowa rodzina wraz z jedzeniem wyrzuca do kosza około 3 tys. zł rocznie, głównie w postaci pieczywa, wędlin i owoców*. Rozmawiamy ze specjalistą do spraw żywienia, dr inż. Aleksandrą Czarnewicz-Kamińską.

Co jest, w Pani opinii,  głównym powodem marnowania jedzenia?

Jest mi bardzo przykro, że statystyki nadal są tak wysokie, a Polska wypada niechlubnie na tle innych państw Europy, będąc liderem. To strasznie smutne. Tym bardziej że od pokoleń jesteśmy uczeni oszczędzania żywności. Jeszcze jakiś czas temu nie mieliśmy jej tak ogólnie dostępnej. Tym bardziej jest to narodową porażką, że mając tylu rolników, nadal ją wyrzucamy i marnujemy.

Głównym powodem marnowania żywności jest zły sposób planowania zakupów i żywienia oraz nieumiejętne przechowywanie produktów. Mam na myśli żywność o określonym terminie przydatności do spożycia, czy chociażby owoce i warzywa, które szybko podlegają zepsuciu. Źle gospodarujemy. Nie wiem, czy jest to kwestia braku zorganizowania lub zabiegania, czy ogólnej dysharmonii, nerwowości w naszym życiu. Na pewno jest to coś, co musimy korygować. Im więcej będziemy o tym mówić, tym szybciej naprawimy ten problem.

A jak z głową kupować i konsumować żywność?

Przede wszystkim nigdy nie ruszamy na zakupy bez przygotowanej uprzednio listy zakupów, którą konfrontujemy z zasobami, jakimi dysponujemy. Czyli otwieramy lodówkę, planujemy temat żywienia na najbliższe dni i dopiero wtedy decydujemy o tym, co kupujemy. Weryfikujemy to, co mamy. Jeśli mamy odpowiednią ilość warzyw, nie dokupujemy kolejnych porcji rosołowych lub chociażby marchewki, bo wiadomo, że ona nam się zepsuje. Zapisujemy, jeśli nie na kartkach, bo kartki są niemodne, gubią się, wypadają z kieszeni, zostają w niewłaściwej torbie albo w aucie, to proponuję sięgać po aplikacje telefoniczne, tudzież SMS lub stworzyć notatkę w telefonie. W zasadzie bez telefonu w tej chwili się już nie poruszamy. Po zakupach ustawiamy w lodówce rzeczy według kolejności terminu przydatności do spożycia. Mamy drukowane informacje na opakowaniu, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te ostatnie zakupy ustawiać głębiej w lodówce. Te wcześniejsze przesuwamy po prostu na jej zewnętrzną stronę. Tylko w ten sposób unikniemy marnowania. Inaczej się nie da. Tym bardziej że coraz częściej, ze względu na oszczędności czasowe, robimy zakupy np. raz albo dwa razy w tygodniu. To jest też coś, co nam zostało z czasów obostrzeń covidowych. To ma swoje walory. Natomiast sprawdzajmy, co mamy, by uniknąć przeterminowania żywności.

Komisja Europejska podjęła decyzję o zarejestrowaniu europejskiej inicjatywy obywatelskiej, której celem jest prawne zobligowanie prywatnych i publicznych sprzedawców żywności do zapewnienia wegańskiej alternatywy. Słowem, w menu każdej stołówki i restauracji, w szkolnym bufecie, mają się znaleźć wegańskie posiłki. Czy biorąc pod uwagę, że 10 proc. Polaków jest wegetarianami, a 6 proc. weganami**, wymuszenie wegańskiej alternatywy na restauratorach jest ekonomiczne i niepowiązane z marnowaniem jedzenia?

Restauratorzy zawsze sami decydują o tym, jakie to menu będzie. W momencie, kiedy mamy duży procent konsumentów, niczego nie trzeba narzucać. To się stanie w sposób naturalny. Narobiono dużo szumu, ale to sztuczny problem. Jeżeli przyjrzymy się karcie menu, to w każdej mamy produkty pochodzenia roślinnego, niekoniecznie wysokoprzetworzone. Konsument, będący na diecie czy wegańskiej, czy wegetariańskiej, znajdzie coś dla siebie. Z drugiej strony, jeżeli faktycznie konsumenci, będący na tego typu dietach, natrafiają na problem ze swoim menu, to należy powiedzieć restauratorowi, żeby przygotował jedno czy dwa niekłopotliwe dania. Niekłopotliwe! Bo zauważmy, że jeżeli restaurator będzie przygotowywał się do takiego menu, a konsument z tego typu wymaganiami nie dotrze do tej restauracji, to te produkty będą się marnowały. Aczkolwiek myślący restaurator zaplanuje to tak, by można było przygotować danie wegańskie z produktów, które normalnie można przygotować również dla tradycyjnego konsumenta. I będzie to na pewno jakaś trudność do pokonania, ale realna. Mam nadzieję, że coś takiego nie przyczyni się do marnowania żywności i restaurator w porę przesunie zasoby surowcowe z części wegetariańsko-wegańskiej na tradycyjnego konsumenta. Jeśli poruszamy się w sferze produktów typu owoce i warzywa, mając na myśli głównie wegan, to bez najmniejszego problemu mogą one znaleźć się również na talerzu tradycyjnego konsumenta.

O ile bez problemu dostaniemy wegańskie czy wegetariańskie posiłki w restauracjach w dużych miastach, o tyle w mniejszych może już być problem.

Tylko że proporcja osób będących na dietach wegańskich czy wegetariańskich również rozkłada się tak, że największa ilość tych konsumentów znajduje się w dużych miastach. W małych miastach jest ich zdecydowanie mniej. Obserwuję chociażby pacjentów w swoim gabinecie – osoby te zwykle przygotowują dania we własnym zakresie i wcale nie są zwolennikami tych restauracyjnych. Nie dlatego, że ich nie ma, tylko dlatego, że te dania restauracyjne będą odpowiednio droższe. Więc tutaj znowu mamy czynnik ekonomiczny, który sam się weryfikuje.

Jakie danie roślinne w menu doradziłaby Pani restauratorom w mniejszych miastach?

Żeby nie iść w aspekt marnowania żywności, poleciłabym wszelkiego rodzaju pieczone warzywa z dipami roślinnymi. Pieczone bakłażany, dynie, patisony czy pieczone bataty i buraki czerwone. To surowce, które w każdej chwili możemy przesunąć w aspekt diety typowej, konwencjonalnej, unikając marnowania. Pieczone warzywa są fantastyczne! Restauracje wyposażone są w piece konwekcyjno-parowe, które świetnie pieką warzywa w słupkach. Nie jesteśmy w stanie upiec ich w taki sposób w domu. To jest ten unikalny walor, że pieczone w restauracji smakują zupełnie inaczej niż te nasze, domowe. Bo nasze piekarniki nadmiernie wysuszają i przypiekają. Myślę, że tego typu „poczekaj” świetnie się sprawdzi. Do tego dipy warzywne. Fajna przekąska!

* Dane Instytutu Ochrony Środowiska, czyli współpracy Państwowego Instytutu Badawczego oraz Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

** Według raportu „Jak odżywiają się Polacy? Kukuła Healthy Food 2021”.       

Dr inż. Aleksandra Czarnewicz-Kamińska jest dietetykiem klinicznym, specjalistą do spraw żywienia człowieka. Ukończyła studia doktoranckie na Wydziale Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW w Warszawie. Jest adiunktem Państwowej Uczelni Zawodowej (PUZ) im. Ignacego Mościckiego w Ciechanowie i członkiem Polskiego Towarzystwa Dietetyki. Prowadzi poradnię dietetyczną Ladydieta. Miłośniczka kuchni smacznej i zdrowej. Autorka blogu Ladydieta.pl.

Wideorozmowa na www.fmc27news.pl

Najnowsze

Umiejętnie budować relacje i korzystać z wiedzy zespołu

Głębokie zmiany na rynku pracy powodują konieczność nowego spojrzenia na zarządzanie zespołami. Kim jest dziś skuteczny lider? Mentorem, przewodnikiem,...

Z roku na rok podnosimy poprzeczkę

Choć Pekao TFI istnieje już ponad 30 lat, to można zaryzykować tezę, że prawdziwą gwiazdą jakości zarządzania staliście się...

Cyfrowa transformacja w branży prawniczej

Jak Kancelaria Panfil wdraża projekty IT. W ostatnich latach praca hybrydowa stała się dominującym trendem, zmieniając także sposób zarządzania zespołami...

Transformacja w odpowiedzi na ewolucję rynku

Z Pat Romanek, CEO marki Obsessive, rozmawia Justyna Szymańska. Marka Obsessive przeszła rebranding. Dlaczego ten krok był konieczny i jak wyglądał...

MOTYWUJE MNIE RYWALIZACJA

Z MARTINEM KACZMARSKIM, właścicielem i prezesem Zarządu Kaczmarski Group, rozmawiała Katarzyna Mazur. Przeszedł Pan dość specyficzną drogę – od człowieka, który był...