Z Krisem Florkiem, przedsiębiorcą, mówcą motywacyjnym, właścicielem czterech firm działających w branży budowlanej i gastronomicznej w Holandii i Polsce, rozmawiała Justyna Szymańska.
Co Pana motywuje do działania? Co sprawia, że nie spoczywa Pan na laurach, rozwija swoje biznesy, wdraża nowe pomysły?
Mieszkając w Holandii, widzę siebie jako ambasadora Polski. Kiedy doświadczyłem negatywnych przekonań o nas Polakach, chciałem swoimi czynami zmienić tę wizję. Dużą rolę odegrało również moje pochodzenie. Skąd jestem, gdzie i jak się wychowałem. Dzisiaj największą motywacją do działania jest mój syn. Ludzie często piszą do mnie listy lub wiadomości na Instagramie z prośbą o poradę. Wtedy przekazuje im moje zdanie na temat tego, jak dobrze zrobić biznes. Przed pandemią uczestniczyłem w wielu wykładach, gdzie można było mnie posłuchać. Myślę, że nie jeden zrobił interes życia po spotkaniu ze mną.
Pana wyjazd z Polski pokierowany był względami ekonomicznymi. Od podjętej przez Pana decyzji o wyjeździe sporo się zmieniło tak w kontekście geopolitycznym, jak i samej kondycji kraju. Czy dziś w Pana ocenie łatwiej rozwijać biznes w Polsce, czy jednak poza jego granicami możliwości są większe?
Zdecydowanie bardzo dużo się zmieniło. Dokładnie opisałem to w mojej książce „Gunnen”, w której podkreślam różnice kulturowe i mentalne. Myślę, że mogłaby być ulepszona i ułatwiona metoda otwierania firm w Polsce. W Holandii trwa to 15 minut, a zamkniecie i likwidacja firmy to maksymalnie trzy tygodnie. Podejmując z kimś współpracę, można w ciągu kilku minut znaleźć całą historię firmy lub osoby w internecie. W Holandii marketing osobisty i wizualizacja w internecie są bardzo ważne. Wzajemna uczciwość w Holandii to podstawa biznesu. W Polsce wygląda to zupełnie inaczej. Wiąże się to z brakiem zaufania do przedsiębiorców, jak również firm do urzędów. Na szczęście rozmawiając z biznesmenami podczas moich wykładów, widzę, że to się powoli zmienia. Polski przedsiębiorca staje się godny zaufania.
Co w Pana ocenie sprawiło, że Pana biznesy urosły? Kompilacja jakich cech charakteru, czynników zewnętrznych to ułatwiły?
Ostatnie lata były wielkim wyzwaniem dla przedsiębiorców. W moim przypadku duży wpływ na stabilne zyski miało zmniejszenia kosztów, jak również rozmowy z klientami. Szukaliśmy porozumienia, aby utrzymać się w tej trudnej sytuacji, która wynikła z pandemii. Jednak ona sprawiła, że większość ludzi pracowała w domu. Wakacje były niemożliwe, więc zaczęli inwestować w ulepszenie swojego otoczenia. W tym czasie mieliśmy sporo zamówień dotyczących malowania mieszkań, remontów łazienek, kuchni czy stworzenia biura w domu. Jeśli chodzi o tradycyjne powierzchnie biurowe, to stały puste. Dla branży budowlanej była to idealna okazja, aby móc spokojnie wykonywać ulepszenia. Dużo firm inwestowało w dopasowanie systemów w biurach, jak również w większy komfort pracy. Wychodzili z założenia, że pracownicy wrócą po pandemii do pracy w biurze. Dla nas był to bardzo dobry okres, dzięki temu zwiększyły się możliwości inwestowania w nieruchomości.
Ile po drodze wpadek, niepowodzeń biznesowych Pan zaliczył i jakie wnioski z nich wyciągnął?
Najważniejszą zasadą w moim codziennym życiu jest konfrontowanie się z ryzykiem, a nie stanie w miejscu. Trzeba podejmować decyzje i reagować na konsekwencje. Niestety spowodowało to, że kilka razy straciłem duże pieniądze. Współpracowałem z firmami, które nie dotrzymały umowy i oszukały mnie. W takim przypadku nawet wyrok sądu nie pomógł odzyskać strat. To motywuje mnie do tego, aby jeszcze ciężej pracować i nie poddawać się. Mówimy tu o zaufaniu, ale tego nigdy nie jesteśmy pewni na 100 proc. Nigdy nie wiemy, czy ktoś będzie uczciwy. Jednak trzeba ufać sobie i wierzyć, że sobie poradzimy. Sporo moich decyzji przyniosło mi bardzo duże i pozytywne rezultaty.
Dlaczego zdecydował się Pan na wspieranie innych przedsiębiorców poprzez mentoring? Jakie korzyści w Pana ocenie czerpią z tej Pana aktywności?
Pomimo tego, że w dzieciństwie doświadczyłem wielu negatywnych sytuacji, to również nauczyłem się dzielić z innymi. Myślę, że nauczyła mnie tego moja mama. Nie zawsze nam się dobrze powodziło, ale kiedy mieliśmy coś więcej, potrafiła nakarmić i bezdomnego. Właśnie ta myśl towarzyszy mi w mojej karierze. Uważam, że byłbym egoistą, gdybym nie dzielił się swoim doświadczeniem i wiedzą z innymi. Jestem przekonany, że jedna rozmowa może zmienić życie człowieka. To jest dla mnie miarą sukcesu. Chciałbym po sobie zostawić jak najwięcej i swoją wiedzę przekazać innym. Może kiedyś mój syn usłyszy: Wiesz, nie znałem twojego taty, ale on pokazał mi drogę do lepszego życia.
Co Pan zyskuje, dzieląc się swoją wiedzą, doświadczeniem, przemyśleniami z innymi?
Podczas rozmów z innymi również sporo się od nich uczę. Zawsze powtarzam sobie, że kto chce rozwijać się i tworzyć, musi mieć uszy i oczy otwarte na wszystko. Nawet od dzieci możemy się wiele nauczyć. Kiedy widzę, że moje działania zmieniają życie innych, motywuje mnie to jeszcze bardziej do pracy. Cieszę się, że ludzie, z którymi rozmawiam, odnoszą po jakimś czasie sukcesy.
Zdecydował się Pan na pewnym etapie swojej zawodowej ścieżki na zaistnienie na polskim rynku. Dlaczego?
Na pierwszym etapie swojej kariery chciałem zmienić przekonania Holendrów o Polakach. Dlatego widzę siebie jako ambasadora Polski w Holandii. Moje działania i zaangażowanie w mediach holenderskich mają duży wpływ na zmianę wizerunku moich rodaków w Niderlandach. Z mojej pierwszej książki Holendrzy dowiedzieli się, czego mogą się nauczyć od Polaków. Myślę, że to była dla nich cenna nauka. W Niderlandach osiągnąłem wiele sukcesów, zdobyłem sporo nagród, zaprosili mnie do udziału w programie holenderskim. Tam właśnie pomagałem rodzinom holenderskim. Nie tylko finansowo, ale i prawnie oraz wspierałem psychologicznie. Wtedy przyszedł czas na przekazanie mojej wiedzy tam, gdzie są moje korzenie, czyli w Polsce. Napisałem książkę „Gunnen”, co oznacza przeciwieństwo zazdrości. Niestety to uczucie towarzyszyło mi bardzo często w Polsce. Wiele osób zazdrościło mi tego, co osiągnąłem w Holandii. Opisuję tam i pokazuję drogę do osiągniecie wymarzonych celów bez względu na to, skąd pochodzimy i gdzie się wychowaliśmy. W myśl zasady: Polak potrafi.
Czy widzi Pan różnicę w podejściu do biznesu między polskimi a holenderskimi przedsiębiorcami?
Różnica ta zmienia się z każdym rokiem. W Holandii głównym celem jest win – win, czyli wygrana po obu stronach. Holendrzy doceniają starania i jeśli widzą, że oni mają zysk to i my możemy mieć zysk i tak tworzyć można razem przyszłość oraz biznes. Wszystko może okazać się sukcesem. Na spotkaniach i konferencjach z biznesmenami widzę, że jest coraz więcej klubów przedsiębiorców, którzy właśnie tworzą taką siłę i mentalność. Coraz mniej spotykam się z przekonaniem wygrana – przegrana. To znaczy, że jak ja coś osiągnę, to druga strona straci. Rośnie zaufanie, jak również wzajemne życzenie sobie pozytywnej przyszłości.
Czy w swojej pracy wyznacza Pan sobie jasne cele, czy idzie na żywioł? Czym się Pan kieruje, podejmując biznesowe decyzje?
Widzę siebie jako znawcę i specjalistę w mojej dziedzinie. Celem jest zawsze zwiększać grono osób, czyli klientów, którym mogę pomóc. To długi i intensywny proces. Uważam, że ważne jest, aby zakochać się w tym procesie i drodze do celu, a nie myśleć o samym celu.
Dużo mówi się dziś o potrzebie równowagi między życiem zawodowym a osobistym. Czy to możliwe, kiedy prowadzi się własny, dynamicznie rozwijający się biznes? Jaka jest Pańska recepta na tę równowagę?
Przez ostatnie 20 lat zbudowałem fundament, który daje mi podstawę do zachowania równowagi. Muszę przyznać, że życie prywatne jest uzupełnieniem mojego życia zawodowego. Jak najbardziej uważam, że można pogodzić te dwa światy i czerpać motywację z jednego do drugiego. Najważniejsze, by umieć ustawiać sobie priorytety i to, co jest dla nas ważne. A największym wyzwaniem jest doceniać siebie samego i umiejętność zatrzymania się, aby nie zagubić się w pogoni za sukcesem, pieniądzem, uczuciem. Życie mamy jedno i jeśli organizm szwankuje, to nie jesteśmy w stanie w żadnych kwestiach poprawnie funkcjonować. W ten sposób możemy więcej stracić niż zyskać. Po 20 latach jestem w stanie stworzyć w ciągu pięciu godzin coś, co kiedyś zajmowało mi dwa dni i nie przynosiło takich zysków jak teraz.
